Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Język JAPOŃCZYCY I ICH OKULARY NA USZACH

www.funyuw.yumizo.gonna.jp

20.08.2013 | 00:10
Autor: Konrad Rumiński

Parę słów o japońskim obrazie świata okiem krótkowidza, w kontekście spraw bliższych ciału.

Jeżeli nie zostaliśmy przed chwilą rozmrożeni z bryły lodu znalezionej w strefie arktycznej, jak bohater znakomitego filmu „Człowiek z lodowca”, i mieszkamy w kraju wysoko rozwiniętym, to prawie na pewno nosimy ubrania, buty i…okulary. Zakładane na nos soczewki w oprawkach nosi na przykład 126 milionów Amerykanów, co stanowi liczbę niemal równą całej populacji Japonii. W dzisiejszych czasach okulary nie są więc niczym niezwykłym, ot para soczewek wciśniętych w oprawki, które nosi się – no właśnie, gdzie? Wcale nie na nosie – tylko na uszach! Przynajmniej zdaniem Japończyków.

Kto interesuje się historią i pamięta stare ryciny, wie, że okulary w swej pierwotnej formie spoczywały na nosie, podtrzymywane zawsze ręką posiadacza. Długie, sięgające uszu składane ramiona oprawek, które raz na zawsze uwolniły użytkownika od tego nieprzyjemnego obowiązku albo ryzyka upadku soczewek z wysokości, wynalazł James Ayscough w połowie wieku XVIII. Na dobre pojawiły się jednak dopiero w dwudziestym wieku. Dawne albumy pełne są zdjęć tej szalenie praktycznej innowacji, podobnie jak zacnych nosów. Nos to miejsce szczególne, bo najjaśniejsze na całej twarzy i obok oczu, najbardziej ją wyróżniające. Nie ulega więc wątpliwości, że okulary od zawsze zakłada się i ma się na nosie. Polacy już na pewno wiedzą to najlepiej za sprawą wierszyka o panu Hilarym. Niemniej, Japończycy są w sprawie noszenia rzeczy na sobie bardzo kreatywni, ale i nieelastyczni językowo. Nie tylko, mówiąc dosłownie, „wieszają oni okulary na uszy” (megane o mimi ni kakeru) – ale również obowiązkowo używają różnych czasowników, gdy opisują przyodziewanie różnych fragmentów ciała. Jeżeli coś zakładamy na głowę (np. czapkę czy kapelusz – w języku japońskim zasadniczo jedno i to samo słowo, podobnie jak w amerykańskiej odmianie angielszczyzny), używamy czasownika kaburu, jeżeli na tułów do pasa – kiru, jeżeli od pasa w dół (spodnie i buty) – haku. Wymienione tu słowa nie wyczerpują jednak bogatego zestawu czasowników związanych z zakładaniem odzieży i przybieraniem akcesoriów. Pasy Japończycy na sobie „zamykają” – shimeru. Kolczyki, maski, naszyjniki i co ciekawe, nie będące przecież nawet częścią garderoby tatuaże, dosłownie „przyczepiają” – tsukeru. Pierścionki i rękawiczki „zakłada się” po japońsku trudnym do przetłumaczenia czasownikiem hameru. Cały ten rozbudowany repertuar wyrazów potęguje tu chyba wrażenie ciężaru noszonej odzieży i ozdób, który język japoński szczęśliwie redukuje przy zdejmowaniu. Cokolwiek Japończyk na siebie włoży, może to zdjąć, posługując się jedynie dwoma czasownikami – nugu i hazusu.

Powyższy akapit nie wyjaśnia jednak, dlaczego w Japonii przyjęło się mówić, że okulary spoczywają na uszach. Okulary to przecież nie nauszniki. A przyczyny tego dziwnego zaklasyfikowania mogą być dwie. Pierwsze, antropologiczno-kulturowe wytłumaczenie to fakt, że w Japonii ideałem urody jest śnieżnobiała twarz z wysokim, powiedzielibyśmy, dużym nosem. Dowodzą tego zakorzenione w języku japońskim liczne idiomy, wiążące nos ze statusem, jak np. hana ga takai, czyli „nos jest wysoki”, mówione o człowieku, który jest charyzmatyczny i elegancki. Dobrą ilustracją tego wyrażenia jest twarz urzędującego premiera Abe, który jednocześnie uchodzi w Japonii za osobę niezwykle dystyngowaną i przystojnego mężczyznę. Starsi Japończycy wskazują na nos w tych samych sytuacjach, kiedy Europejczycy wskazują na twarz lub serce – kiedy upewniają się, że chodzi o nich, a nie kogoś innego. Nos jest więc dla Japończyków nośnikiem ego. Dlatego nie dziwi fakt, że bardzo często wpadają oni w kompleksy na punkcie swoich, postrzeganych jako mniejsze od europejskich, nosów i nawet nie myślą na nie czegokolwiek zakładać. Jak ujęła to swego czasu japońska koleżanka autora – na małym i płaskim nosie niczego nosić nie można. Uszy to co innego. Drugie wytłumaczenie jest jednak bardziej prozaiczne i co ważniejsze – czysto językowe. Gdyby Japończycy mówili, że okulary noszą na nosie, a nie na uszach, mogłoby to spowodować problemy interpretacyjne. Hana ni kakeru to bowiem nic innego jak idiom, oznaczający po polsku tyle co: „zadzierać nosa”. Dodajmy do tego świadomość, że przecież Japończycy w swoim rozumieniu okulary wieszają, a nie zakładają. Gdy spojrzymy na oprawki współczesnych okularów wszystko stanie się jasne. Bardziej hakowate elementy zlokalizowane są zazwyczaj w pobliżu uszu. Okulary noszone na nosie (hanamegane) to dla Japończyka binokle.

Okulary na japońskich uszach być może mogłyby zostać uznane za kolejne dziwactwo kojarzone z Japonią w krajach Zachodu. Mogłyby, gdyby nie fakt, że wyglądają i działają zupełnie tak samo jak u nas. Raz tylko autor tego tekstu widział w Tokio kobietę, która zakładała okulary najpierw na uszy, a potem energicznie spuszczała je na nos. Może takie miała upodobania? Nic na ten temat nie wiadomo. Na szczęście coraz więcej Japończyków zmienia okulary na soczewki kontaktowe. No bo z obrazem świata to już tak jest – każdy język narzuca inny, ale najważniejsze to widzieć go w pełnej ostrości i iść z duchem czasu.

ŹRÓDŁA

Shinmura Izuru, Kōjien (słownik języka japońskiego), wydanie V, Iwanami Shoten, Tokio, 1998.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

ciekawostka   język japoński  

NASZE ARTYKUŁY

Brzmienie made in Japan

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

KONKURS

Konkurs

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy