Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Muzyka W WIRZE JAPOŃSKICH DŹWIĘKÓW

Japangaku

19.11.2013 | 10:46
Autor: Katarzyna Gudyka

Co łączy, a co różni japońskich artystów od zachodnich a nawet tych z innych krajów w regionie Azji Wschodniej?

Czy ich spojrzenie na muzykę jest na tyle wysublimowane, że nie jest nam przeznaczone ją rozumieć? A może dzięki niej poszerzymy swoje horyzonty doznań i otworzymy w niej samej nowe drogi interpretacji?

Mimo tego, iż media od zawsze starały się dostarczać do naszych domów przeboje muzyczne z najbardziej egzotycznych zakątków świata przez nośniki takie jak radio czy telewizja, to rzadko nam było dane uchwycić co w sercu gra mieszkańcom Kraju Kwitnącej Wiśni. O ile muzyka tradycyjna jest w całkowity sposób dla nas wyobrażalna dzięki temu, że towarzyszy takim elementom soft-power jak film, sztuki walki i kultura epoki Edo, to obecne trendy i kształtujące się przez ostatnie lata współczesne gatunki muzyczne zdają się przebywać w zmaksymalizowanej izolacji od uszu zachodniego odbiorcy.

Galapagos na wschodniej półkuli

Japończycy otworzyli się na resztę świata na początku XIX wieku po ponad 200 latach niemal całkowitej izolacji. Owe otwarcie zapoczątkowało nowe procesy w państwie, zwane potocznie westernizacją i wyłoniło pewną od lat uśpioną typową cechę Japończyków, która im towarzyszy przy adaptowaniu różnego rodzaju zamorskich wpływów. Gdy jest nam prezentowana jakaś nowinka, najpierw rzesza językoznawców próbuje się dogadać co do jej polskiej nazwy, a potem uczymy się jak owej nowinki używać, żeby przystosować się do reszty zachodniego świata. Chińczycy w swojej strategii mają najpierw być w stanie wykonać dokładną kopię tej nowinki, aby później odciąć się od jej oryginalnych twórców, użyć swojej innowacyjności i w miarę możliwości ulepszyć ją. Japończycy z kolei dowiadują się, że nowinka istnieje, uczą się na czym polega i przede wszystkim w próbach odtworzenia jej starają się ją nacechować swoją własną  interpretacją, aby przeznaczyć ją do użytku dla innych Japończyków. Pod słowo „nowinka” można podłożyć dowolny w miarę uniwersalny przedmiot lub zjawisko - telefon komórkowy, komputer, a nawet muzykę pop. Gdy tego typu elementy mocno się różnią, w Japonii nazywa się Galapagosami i mimo, iż muzyka nie jest do nich oficjalnie zaliczana, to przejawia te same cechy - jest czymś, co można spotkać w każdym innym kraju, ale przyjęło tak niespotykaną formę, że można odnieść wrażenie jakoby rozwijała się w całkowitej izolacji.

Tak więc nieważne jak bardzo byśmy chcieli, powiedzenie, że j-rock to taki rock, tylko po japońsku, j-pop, to taki pop, tylko po japońsku, a j-classic to taka muzyka klasyczna tylko, że kompozytor ma japońskie nazwisko, to za mało. Taki opis nie tylko może niedostatecznie opisywać dany gatunek, ale i może być całkowicie błędny. Przeważnie okazuje się, że te nazwy opisują tylko orientacyjne jak dany japoński artysta zdefiniował sobie rock, pop czy klasykę i co w ich obrębie skomponował.

Przy półce w dziale „J-pop" mogą znaleźć coś dla siebie także fani rocka, muzyki filmowej, a nawet... metalu. Źródło scoop.it

Japonia a reszta świata

Czy muzyki japońskiej jest na tyle dużo, by móc o niej mówić jak o odrębnej kategorii w pryzmacie reszty świata? Czy nie jest to typowe, że każdy kraj ma jakiś własny dorobek muzyczny (choć pewnie nie są to zasoby porównywalne z czołowymi produkcjami zachodnimi)? Czy szczyty list przebojów nie są i tak wszędzie zdominowane przez te same amerykańskie gwiazdy? Okazuje się, że w Japonii w większości rynek zdominowany jest przez rodzimych wykonawców, a zachodnim bardzo trudno jest się przez niego przebić. Wielu z nas na pewno obserwowało kiedyś wydania swoich ulubionych amerykańskich artystów i zastanawiało się dlaczego dodają do płyt specjalne japońskie bonusy albo japońskie edycje swoich płyt, czasem nawet z oryginalnymi dodatkami. Ciekawostką jest to, że do tej pory najlepiej sprzedającymi się zachodnimi artystami w Kraju Kwitnącej Wiśni są Queen, Mariah Carey, Celine Dion, Whitney Houston, Enya i… Avril Lavigne.

Japońska edycja albumu Michaela Jacksona King of pop. Źródło Eil.com

Japońskie społeczeństwo wykazuje ogromną aktywność w tym konkretnym sektorze rozrywki, a dokładniej rzec ujmując, mnóstwo Japończyków produkuje muzykę i mnóstwo ją kupuje. Żeby zrozumieć rozmiar owego zaangażowania należałoby spojrzeć na dwie opatrzone liczbami wartości - progi przyznawania statusu płytom i ogólna liczba wydań. W kraju wynoszącym 127 milionów mieszkańców zastosowany został jednolity system honorowania, który różni się od podziału stosowanego przez resztę świata. Każde wydanie, czy to singiel, album czy DVD bądź photobook, które sprzedano w ponad 100 tysiącach egzemplarzy zyskuje status złota. Kolejnym progiem nie jest srebro, tylko platyna i przyznawana ona jest wydaniom powyżej 250 tysięcy sprzedanych kopii. Kolejny w kolejce jest milion, który, jak sama nazwa wskazuje, wymaga miliona wyprzedanych kopii. Od dwóch milionów wzwyż wydania otrzymują status multi-miliona. Dla porównania w Stanach Zjednoczonych progi są podzielone na trzy kategorie, w których najważniejsza, czyli single i albumy do przyznania złota wymaga 500 tysięcy, srebra- miliona, a platyny- 10 milionów płyt. Inne kategorie stawiają progi 50 tysięcy- 100 tysięcy - milion dla teledysków oraz 500 tysięcy i milion bez przyznawania platyny muzyce zakupionej w wersji cyfrowej. Można więc z tego wyliczyć, że kraj posiadający trzy razy mniej mieszkańców niż USA wymaga ponad pięciu razy mniej sprzedanych płyt w jednej kategorii, a w pozostałych ponad dwa razy więcej. Dla ostatecznego porównania w Polsce, która podobnie liczy ponad trzy razy mniej mieszkańców niż Japonia jest podzielona na siedem kategorii i w najważniejszych wymaga 10-15 tysięcy, 20-25 tysięcy i 100-150 tysięcy sprzedanych egzemplarzy. Można więc powiedzieć, że tam, gdzie zaczyna się polska platyna, tam zaczyna się japońskie złoto, czyli próg jest ustawiony dziesięć razy niżej. Reasumując, proporcjonalnie rynkowi japońskiemu jest dużo bliżej do rynku amerykańskiego niż do polskiego.

Powyższe proporcje pokazują nam, że w Japonii ma miejsce względnie dynamiczny rozwój sektora gospodarki, w którym znajduje się muzyka. Ale ile ogólnie jej jest? Według doniesień Międzynarodowej Federacji Przemysłu Fonograficznego, która zajmuje się zbieraniem muzycznych danych z całego świata, japoński rynek muzyczny obecnie jest drugi co do wielkości na świecie a dochody z muzyki w 2010 roku po raz pierwszy w historii przekroczyły amerykańskie o prawie pół miliarda dolarów. Co roku rejestruje się około 300 milionów nowych wydań, a dochody z nich wynoszą 4-5 miliardów dolarów.

Udział Japonii w światowym rynku muzycznym w 2010 roku. Źródłó japanmusicmarketing.com

Muzyka w pigułce

Próbując określić spektrum, które obejmuje muzyka, podstawowy podział, jakiego najprawdopodobniej dokonamy, to muzyka folkowa i popularna. Dalsze podziały będą dzieliły muzykę popularną na klasyczną, jazzową, elektroniczną, te z kolei będą podlegały jeszcze dalszym podziałom, a wspomniana na początku muzyka folkowa zostanie pozostawiona w niemienionej formie. W przypadku Japonii musimy nasze otrzymane spektrum poszerzyć o zakres owej muzyki folkowej min'yō, która jest kamieniem węgielnym wielu oryginalnych japońskich gatunków muzyki popularnej od enki do j-popu. Rozwój tych gatunków, należących do spektrum „tradycyjnej muzyki popularnej”, polegał na czerpaniu inspiracji z japońskiego folkloru i staraniach w ich odwzorowywaniu za pomocą zachodnich instrumentów. Proces spajania tych przeciwnych biegunów przechodził przez wiele faz i zawsze wiązał się z ogromną popularnością niosącą nazwy ryūkōka, kayōkyoku, czy w końcu j-pop.

Utwór Chōwa no oto z filmu „Gin iro no kami”. Przyklad wokalu stylizowanego na folkowy z nowoczesnym podkladem instrumentalnym. Źródło: Youtube

Oprócz dobrze znanego nam japońskiego łączenia tradycyjnego z nowoczesnym, możemy dostrzec również nietypowe i nieczęsto u nas praktykowane mieszanie skrajności. Czy da się grać hardrocka elektronicznego albo popowy metal? Zapewne się da, ale udałoby się nam z taką mieszanką podbić listy przebojów? Nie jest to do końca pytanie, na które moglibyśmy odpowiedzieć „nie” w naszym przypadku i „tak” w przypadku Japończyków, ale japońscy konsumenci muzyki wykazują większe zainteresowanie tymi artystami, którzy więcej eksperymentują i zmieniają style w trakcie swojej kariery niż inni.

Babymetal. Mrocznie cukierkowy eksperyment Sakura Gakuin w mgnieniu oka zyskał status nowego idola. Źródła: Oficjalny Facebook zespołu

Czemu nie ma japońskiego „Mam talent”?

Talent show to forma rozrywki popularna na całym świecie i działająca na podobnych zasadach niezależnie od kraju występowania. W tej branży obecnie dominują rozwinięte w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych programy Pop Idol, Mam Talent i X Factor. Ich cechą wspólną zdecydowanie jest ich twórca Simon Philip Cowell i to, że powstały nie wcześniej jak po 2000 roku. Programy te szybko spopularyzowały się za granicą, również w krajach azjatyckich, jednak wydają się całkowicie omijać Kraj Kwitnącej Wiśni. Osobny system i długoletnia tradycja wydają się nie pozwalać tym programom na zadomowienie się w japońskiej telewizji. Pierwsze japońskie talent show powstały przeszło pół wieku temu i wzorowane były na konkursach talentów promowanych we francuskich mediach. Jednym z najstarszych, a zarazem najstarszym na świecie odbywającym się do dzisiaj turniejem jest NHK Nodojiman, który powstał w 1946 roku i wyłoniły się z niego takie gwiazdy jak chociażby królowa Enki Hibari Misora. W 2011 roku program doczekał się swojej międzynarodowej edycji pod nazwą NHK Nodojiman The World, w której amatorzy z całego świata zmagali się z piosenkami wykonanymi w języku japońskim. Inne programy, do którym zapraszani są uczestnicy z zagranicy, to m.in. Gaikokujin Star Tanjo, którego uczestnicy zajmują się tańcem, śpiewem i grą na instrumentach oraz Kamiwaza prezentująca wszelkiego rodzaju zagraniczne talenty.

Julia Bernard, polska uczestniczka NHK Nodo Jiman The World. Źródło: Deser.pl

Wśród japońskich talent show zaskoczyć może nie tylko specyfika wynikająca z odizolowania Japonii, ale również pomysłowość przy tworzeniu talent show. Na szczególną uwagę zasługuje tu Monomane, które polega na naśladowaniu znanych artystów nie tylko za pomocą głosu, ale i wyglądu oraz zachowania na scenie. Natomiast show Hamonep to rywalizujące ze sobą grupy wykonujące covery znanych utworów w stylu a capella.

Uczestniczka Monomane występująca jako Hikaru Utada pod pseudonimem Miracle Utada. Czy da się odnaleźć różnicę od oryginału?

Grupa ICU49 wykonuje w programie Hamonep cover przeboju Lady Gagi.

Czy dasz się wciągnąć?

Japonia zdaje się funkcjonować według zupełnie innych zasad praktycznie od początku do końca, gdy tylko poruszymy temat „muzyka”. Jednocześnie zasoby muzyczne w Japonii są tak obszerne, że dwóch zainteresowanych tematem gaijinów może wdać się w dyskusję na ich temat tylko po to by po chwili zdać sobie sprawę, że nie znają tego zakątka, którym akurat pasjonuje się jego rozmówca, mimo iż w dalszym ciągu jest to muzyka japońska. Jak więc rzucić się w ten wir i w nim nie zbłądzić? Tak naprawdę w którąkolwiek stronę byśmy nie poszli, możemy wyjść z niej bogatsi o nową wiedzę na temat Kraju Kwitnącej Wiśni, czy to wzruszającą, kontrowersyjną czy po prostu groteskową. Muzyka jest narzędziem dialogu, którym można przełamać każdą możliwą barierę. Jest zwierciadłem, przez które widzimy, że ludzie z drugiego krańca świata mogą być jednocześnie różni i tacy sami jak my.

ŹRÓDŁA

Międzynarodowa Federacja Przemysłu Fonograficznego
RIAJ
Linda Fujie, Popular Music, Handbook of Japanese popular culture, Greenwood 1989
NHK Nodo Jiman
The Japan Times
The Japan Today

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

muzyka  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy