Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film WE WŁAŚCIWYM MIEJSCU: WYWIAD Z MATEUSZEM URBANOWICZEM - TWÓRCĄ ANIME "RIGHT PLACES"

Mateusz Urbanowicz - zdjęcie z archiwum prywatnego

21.11.2013 | 17:25
Autor: Jakub Klich

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z polskim animatorem, który mieszka i tworzy w Japonii.

„Right Places”

Jakub Klich: Film „Right Places” spotyka się z niezwykle pozytywnymi reakcjami czytelnków naszego dziennika. Czy mógłby pan przybliżyć szczegóły powstania tego dzieła?

Mateusz Urbanowicz: Mój film powstał przypadkiem. W czasie studiów na Kobe Design University realizowałem wiele prac w ramach zajęć, które bardzo podobały się moim profesorom. Wielu z nich twierdziło, że są one bardzo „filmowe” i zachęcali mnie do spróbowana swoich sił w animacji. Z tego powodu przygotowałem serię storyboardów, którą pokazałem swojemu opiekunowi. On stwierdził, że powinien powstać krótki zwiastun filmu. Dokładnie w czasie, kiedy ukończyłem ten zwiastun, na moją uczelnię przyjechał znany japoński reżyser – Makoto Shinkai, aby gościnnie wygłosić wykład. Odważyłem się podarować mu mój zwiastun na płycie. On szybko go obejrzał i powiedział wprost, że bardzo chciałby zobaczyć cały film. W tym momencie wiedziałem, że projekt musi powstać. Postanowiłem stworzyć film w ramach pracy dyplomowej, co zajęło mi około siedmiu miesięcy. Zamieniłem swój pokój na studio animacji i pracowałem często po kilkanaście godzin na dobę. 

Z jakich rozwiązań technicznych pan korzystał?

Posługiwałem się tradycyjną japońską metodą tworzenia animacji. Elementy były rysowane ołówkiem na papierze, który umieszczony był na specjalnym podświetlanym stole. W ten sposób tworzy się postaci oraz sekwencje ich ruchu. Natomiast tła oraz kolory tworzone są przy użyciu komputera. Dźwięk nagrałem również samodzielnie, biegając po mieście z dyktafonem. Muzykę stworzył znaleziony w Internecie Holender. Jeśli chodzi o głos narratora, to należy on do jednej ze studentek Kobe Design University, która w przyszłości pragnie zostać seiyū (osoba użyczająca głosów postacią w filmach animowanych – przyp. red.).


Pracownia animatora

Jakie przeżycia lub emocje starał się pan swoim filmem wyrazić?

Przede wszystkim chciałem, żeby film wyrażał uczucia przez swoją warstwę wizualną. Każdy oczywiście może stworzyć własną interpretację. Natomiast, film jest zdecydowanie zainspirowany moim pobytem w Japonii. Chciałem pokazać możliwość funkcjonowania elementów fantastycznych w codziennym życiu, a szczególnie ważne jest też to, że tylko główny bohater potrafi dostrzec te niezwykłe rzeczy. Ten chłopiec jest przede wszystkim samotny, a jego samotność wynika z faktu, że nie może nikomu powiedzieć o tym, co widzi. Momentem przełomowym jest spotkanie z dziewczyną, która potrafi dostrzec to samo. To jest ich szansa na życiową zmianę, na pokonanie samotności, a resztę możemy sobie dopowiedzieć…

Dla kogo zrealizował pan ten film?

Jest to film dla osób, które już trochę znają Japonię przynajmniej z kina lub komiksu. Chciałem stworzyć możliwie wysokiej jakości film dla ludzi kochających piękno Japonii.

Zdecydował się pan pracować i tworzyć swoją sztukę w Japonii i o Japonii. Czy koncepcja sztuki transkulturowej, czyli takiej, która czerpie inspirację ze źródeł odległych artyście lub powstającej w obcym otoczeniu kulturowym jest dla pana ważna? Czy chciałby pan, aby pana film interpretować przez pryzmat transkulturowości?

Odpowiem posługując się anegdotą. Kiedy zaczynałem pracę nad ścieżką dialogową do mojego filmu, mój profesor zaproponował, żebyśmy nagrali ją w języku polskim lub angielskim. Miało to być bardzo „cool”. Ja spojrzałem na to z innej strony, ponieważ akcja filmu nie rozgrywa się w Polsce, ale w Japonii. Przede wszystkim chciałbym unikać w swoich filmach tanich chwytów, ale też tworzyć rzeczy autentyczne. Chciałbym zachować szacunek dla japońskiej kultury, więc zawsze obawiam się, żeby nie złamać jakiegoś tabu. Równocześnie motyw transkulturowości pojawiał się będzie w moich pracach niezwykle często, ponieważ jestem Polakiem żyjącym w Japonii i ponieważ patrzę na Japonię okiem Europejczyka. Jestem outsiderem i widzę kulturę japońską oraz zachowania Japończyków z zewnątrz. Z tego względu, zawsze najbardziej interesują mnie reakcje Japończyków na moje prace. To niezwykle ciekawy eksperyment, ponieważ zawsze najlepszym obserwatorem jest outsider. Obecnie interesuje mnie pokazywanie Japonii Japończykom.

W takim razie, jakie były reakcje japońskiej publiczności na pana film?

Film został najpierw zaprezentowany na wystawie, którą zorganizowano na zakończenie studiów i reakcje były bardzo pozytywne. Mnie jednak interesowały opinie zwykłych widzów, a nie profesorów czy studentów kierunków artystycznych. Następnie film pokazywany był w ramach programu „Laboratorium mangi przyszłości”, gdzie zobaczyło go około piętnaście tysięcy osób. Po projekcji, pierwszą reakcją było zaskoczenie, że taki film zrealizował obcokrajowiec. Następnie odbyła się jednak dyskusja, gdzie pojawiło się wiele konkretnych uwag i komentarzy. Nie zabrakło również opinii krytycznych, zgłasza od osób, które anime pasjonują się od dziecka. Przeważały jednak reakcje bardzo pozytywne.

Życie w Japonii

Jak rozpoczęła się pana przygoda z Japonią?

W Polsce studiowałem informatykę i elektronikę, ale moją prawdziwą pasją było rysowanie. Tworzyłem amatorsko komiksy i ilustracje. Od strony zawodowej zajmowałem się web-designem, projektowałem logotypy. Na drugim roku studiów w Polsce, pojechałem do Japonii na wczasy i najbardziej zaskoczyło mnie to, że tam komiksy i ilustracje są wszędzie: w gazetach, na okładkach, w telewizji. To nie jest medium, które stosuje się tylko w artystycznych projektach, ale jest to medium głównego nurtu, funkcjonujące na równych prawach z filmem i fotografią. Pomyślałem, że jeśli chciałby zarabiać na życie rysowaniem, to powinienem żyć w kraju, gdzie jest to tak ważna dziedzina. Po ukończeniu studiów w Polsce, wystąpiłem o stypendium japońskiego ministerstwa edukacji, które otrzymałem i mogłem tu przyjechać.


Przykład ilustracji autorstwa Mateusza Urbanowicza

Jak wyglądają studia w Japonii? Czy coś pana zaskoczyło lub rozczarowało?

Studia licencjackie zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Większość zajęć to zajęcia praktyczne, które polegają na ciągłym realizowaniu zadanych projektów. Przykładowo, na studiach z animacji mieliśmy cały czas zajęcia z rysowania, szkicowania, projektowania postaci, różnych technik animacyjnych. Studenci mangi dostają ciągle zadania: na początku semestru każdy otrzymuje ten sam scenariusz w formie dużej, dwustustronicowej książki. W ciągu semestru trzeba ten scenariusz zilustrować, a później profesor prowadzący zajęcia porównuje efekty prac studentów. Reasumując, studenci są bardzo ukierunkowani na to, co chcieliby robić po zakończeniu edukacji. Natomiast na studiach magisterskich jest znacznie mniej zajęć, a nauka opiera się na interakcjach z profesorami. Zgłębiamy tylko temat, który chcemy badać. Na uniwersytetach kwitnie życie studenckie. Jest wiele klubów, kółek zainteresowań, które działają niezwykle prężnie.

Jak w czasie Pana pobytu w Japonii wyglądały pana relacje z Japończykami i Japonkami? Czy zdarzyły się jakieś ciekawe lub zabawne sytuacje?

Pierwszą barierą w nawiązaniu relacji jest oczywiście język. Nawet jeśli włada się japońskim w stopniu bardzo dobrym, to nawiązanie kontaktów dla obcokrajowców jest trudne. Jestem naprawdę zadowolony, że udało mi się znaleźć kilku bliskich przyjaciół, z którymi studiowałem i spędzałem dużo czasu. Należałem też do drużyny siatkówki, dzięki czemu miałem kontakt z szerszym gronem i nawet otrzymałem szansę wyjazdu na obóz treningowy. Tam zorientowałem się, jak funkcjonują małe grupki towarzyskie, do których jest się bardzo ciężko dostać. Generalnie, łatwo zostać wykluczonym poza grupę i należy się bardzo starać, a dotyczy to zarówno obcokrajowców jak i Japończyków. Tutaj zasady są te same. Jednak nigdy nie doświadczyłem czegoś niemiłego jak ataki na moja osobę czy złośliwe uwagi. Jeśli człowiek zachowuje się kulturalnie i chce się dopasować, to ludzie bardzo się otwierają. Obcokrajowcy, którzy próbują mówić po japońsku spotykają się z pomocą i otwartością. Stereotypy na temat japońskiego zamknięcia w sobie nie są prawdziwe.

Powszechnie funkcjonuje przeświadczenie, że postawa Japończyków wobec obcokrajowców jest mocno związana z celem naszej wizyty. Jeśli jesteśmy turystami lub studentami, czyli osobami z założenia przyjeżdżającymi do Japonii na czas określony, to postawa będzie bardzo otwarta i serdeczna. Wszystkie błędy i gafy zostaną od razu nam wybaczone. Jeśli natomiast chcemy zostać w Japonii na stałe (np. po zakończeniu studiów dostajemy tam pracę), to Japończycy stają się niezwykle wymagający i krytyczni. Czy zauważył Pan taką zależność?

Powiedziałbym, że niekoniecznie musi tu chodzić o zmianę ich postawy. Tak naprawdę zmianie ulega pozycja obcokrajowca. Zgadza się, że turyści i studenci żyją tu jak pączki w maśle, ponieważ są gośćmi. Jednak, jeśli chcemy zostać na stałe, musimy zacząć wypracowywać sobie pozycję w japońskim społeczeństwie i zgodzić się na zasady, które obowiązują tutaj wszystkich. Jeśli zaczyna się pracę, to jest się zwykłym nowicjuszem i nie otrzyma się taryfy ulgowej, która przysługuje turyście. Problem może wynikać ze zderzenia tej pierwotnej roli gościa z rolą, jaką musi pełnić w społeczeństwie normalny człowiek. W japońskim społeczeństwie dominuje zasada silnej konkurencji i hierarchii, do czego oni są przygotowywani od dziecka. My jako obcokrajowcy musimy się do tego dostosować i to może być trudne.

Sztuka animacji

Czy ma pan ulubione filmy animowane lub ulubionych twórców filmów animowanych?

Oglądam całe mnóstwo japońskich seriali animowanych. Staram się śledzić wszystkie współczesne produkcje jak prace studia Kioto Animation czy serial „Kill La Kill”. Ciężko byłoby je tutaj wymienić. Szczególnie ważne są dla mnie filmy studia Ghibli. Widziałem je wszystkie po kilkanaście razy! Lubię dzieła Makoto Shinkaia i Satoshiego Kona, a w szczególności „Perfect Blue”, które uważam za jego największe dzieło.

Czy pamięta pan pierwsze japońskie filmy lub seriale animowane, z jakimi się pan zetknął w dzieciństwie?

Tutaj muszę powiedzieć coś zaskakującego. Kiedy byłem dzieckiem i w telewizji zaczęły się pojawiać niezwykle popularne japońskie animacje z włoskim dubbingiem, ja ich nie oglądałem. Rodzice uważali, że nie są zbyt mądre i zakazali mi ich oglądania. Dlatego, nie miałem styczności z japońską animacją do okresu licealnego. Dopiero późnej zacząłem oglądać japońskie produkcje animowane, jednak byłem już na tyle dojrzały, że mogłem dobierać sobie rzeczy interesujące, a nie takie, które akurat emitowała telewizja. Dzięki temu odkryłem wiele perełek, które okazały się być niezwykle inspirujące.

To dosyć nietypowa droga dla polskiego fana japońskiej animacji. W naszym kraju właściwie wszyscy wychowali się na dokładnie tych samych tytułach jak „Tygrysia maska”, „Kapitan Jastrząb” czy „Czarodziejka z Księżyca”. Większości z nich to dzieła dość stare, realizowane w latach 60. i 70. XX wieku. Czy są to seriale nadal znane i oglądane przez młode pokolenia Japonek i Japończyków?

Są to faktycznie produkcje dość stare, ale nadal w Japonii popularne. Wiąże się to z nostalgią za minionymi czasami. Są to również seriale, które pociągają za sobą produkcję całej masy gadżetów, które można tutaj kupować w specjalnych sklepach dla kolekcjonerów. Trzeba jednak zaznaczyć, że ilość produkowanych w Japonii filmów i seriali animowanych jest ogromna i ciężko czasem nadążyć za współczesnymi seriami. Młodym Japończykom dużo czasu  zajmuje oglądanie seriali emitowanych na bieżąco, więc tylko prawdziwi maniacy biorą się za starsze dzieła.


Ręcznie malowane tło - specjalność Mateusza Urbanowicza

Czy są jeszcze inne dziedziny sztuki japońskiej, które są dla Pana źródłami inspiracji? Są to może filmy aktorskie, malarstwo, grafika, a może sztuka plakatu?

Jest bardzo wielu młodych ilustratorów i mangaków, których bardzo cenię. Ich dzieła można łatwo znaleźć w Internecie. Często odwiedzam też galerie sztuki i staram się nie stracić okazji zobaczenia ciekawych instalacji czy wystaw współczesnego rzeźbiarstwa. Jeśli chodzi o kino, to mam swój zestaw ulubionych filmów, do których regularnie wracam np. „2001: odyseja kosmiczna” Kubricka i „Łowca androidów” Scotta. Uwielbiam kino fantastyczne i science-fiction, ponieważ te nurty opierają się w dużej mierze na przekazie wizualnym. Oczywiście ciągle chodzę też do kina na pełnometrażowe filmy animowane i zdarza mi się oglądać jeden film wiele razy. Kultura japońska posługuje się stałym zestawem motywów. W każdym dziele możemy znaleźć podobne elementy: miejski krajobraz, świątynie, pagody, kwitnące wiśnie. Wiele osób oskarża Japończyków o bierne kopiowanie ciągle tych samych motywów (zwłaszcza w mandze i anime). Trzeba jednak pamiętać, że tutaj są to po prostu standardowe elementy codziennego życia. Dla nas są to rzeczy dziwne, ponieważ wszystko jest inne, nawet kształt liści drzew czy płatków kwiatów. Jednak tutaj jest to normalne. Ważne jest też to, że w Japonii sztuka tradycyjna jest o wiele mocniej obecna w życiu codziennym niż w Polsce. Ja mam szczęście móc to obserwować na żywo i te elementy pojawiają się później, częściowo podświadomie, w moich pracach.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Zapraszamy do obejrzenia filmu "Right Places":

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

Polska-Japonia   manga i anime   design   nasi w Japonii   sztuka   film   japonofile  

NASZE ARTYKUŁY

Tamago – jajko w Japonii

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy