Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Język JAK NIE UCZYĆ SIĘ JAPOŃSKIEGO?

popscreen

26.11.2013 | 19:07
Autor: Konrad Rumiński

Japoński to język obcy, którego nauka w Polsce wciąż cieszy się niemałą popularnością. Oto pięć błędnych strategii uczenia się tego języka.

Miło mi przywitać czytelników po dłuższej przerwie. Niniejszy wywód chciałbym oprzeć na własnym, choć krótkim doświadczeniu funkcjonowania w środowisku języka japońskiego jako osoba ucząca się, a także korzystająca z japońszczyzny na co dzień. Przestrogi czy rady zawarte w tym tekście nie mają więc ani absolutnego, ani zobowiązującego charakteru, ale wierzę, że nie zaszkodzą osobom, które dopiero zaczynają przygodę z językiem japońskim. Możliwe, że pomogą też tym, którzy uczą się tego języka już od jakiegoś czasu, ale nie są zadowoleni z efektów. Zapraszam więc do poznania pięciu często spotykanych i błędnych, moim zdaniem, strategii i praktyk w nauce japońszczyzny.

1. Wystarczy sama kana

Wielu osobom wydaje się, że obecne w języku japońskim znaki chińskie to kompletny anachronizm i można się obyć bez nich, nauczywszy się jedynie hirgany i katakany. Istnieją nawet podręczniki, jak sprzedająca się w dużym nakładzie seria „Japanese for Busy People”, które ograniczają wprowadzanie znaków chińskich do minimum, zwodząc czytelnika, że do biegłego posługiwania się japońskim w mowie wystarczy mu jedynie znajomość ogólnych zasad wymowy i dwóch sylabariuszy. Nic bardziej mylnego – ilość zapożyczeń sinojapońskich (zaadaptowanych z języka chińskiego i funkcjonujących w języku japońskim jako morfemy lub samodzielne wyrazy) jest przytłaczająca i nie wyobrażam sobie, by można było nauczyć się poprawnego wykorzystywania słownictwa bez znajomości znaków. Niepełna to analogia, ale to trochę tak, jakbyśmy chcieli nauczyć się odróżniać kolory na czarno-białym zdjęciu. „Kanocentryzm” zatem to podejście, które na pewnym etapie nauki na pewno wyczerpie swoją przydatność. Nie wspominając już o fakcie, że nawet z podstawową znajomością języka w mowie, wciąż będziemy analfabetami. Lepiej więc od razu zacząć zaznajamiać się ze znakami chińskimi. Sama kana nie wystarczy.

2. Pisanie kanji jak się komu podoba

Jeszcze w czasach szkolnych, kiedy podejmowałem pierwsze próby nauki japońskiego na własną rękę, nawet nie zdawałem sobie sprawy, że znaki chińskie mają ustaloną liczbę, kierunek i kolejność kresek i wszelkie odstępstwa od tego traktowane są przez Japończyków jak błąd ortograficzny. Pisałem więc znaki jak popadło i z czasem wytworzyłem błędne nawyki, których potem naprawdę trudno było się pozbyć. Myślę, że trochę usprawiedliwia mnie fakt, że w owych czasach stałe połączenie z Internetem było luksusem, a znalezienie jakichkolwiek poważnych materiałów dydaktycznych w bibliotece czy księgarni, nie mówiąc już o spotkaniu Japończyka, graniczyło z cudem. Popełniających ten błąd dzisiaj nic już nie usprawiedliwia. A dlaczego pamiętanie o kolejności pisania kresek w znaku jest takie istotne? Dlatego, że nie stosując się do niej, nie będziemy w stanie odczytać japońskiego pisma ręcznego i kaligrafii albo będzie to bardzo utrudnione i nie będziemy skutecznie zapamiętywać nowych znaków. Myśląc nad postawieniem każdej kreski i kropki i robiąc to w sposób chaotyczny, stracimy szansę na wypracowanie automatyzmu w pisaniu kanji. Pamiętajmy, że za przetwarzanie pisma odpowiada nasza pamięć motoryczna. Przypomina się tutaj japonistyczne porzekadło „ręka pamięta”, które warto wziąć sobie za motto. Jako ciekawostkę dodam, że dla niektórych znaków istnieje więcej niż jedna ustalona kolejność pisania kresek i istnieją specjalne słowniki, które rozstrzygają wątpliwości. W różnych krajach kręgu kultury pisma chińskiego przyjmowały się niekiedy rożne kolejności pisania kresek, więc czytając pismo ręczne, można czasami poznać, czy mamy do czynienia z zapisem chińskim, koreańskim czy japońskim. Trzeba też pamiętać, że podobieństwo w budowie dwóch różnych znaków nie zawsze mówi nam o tym, że kolejność pisania kresek w tych dwóch znakach jest taka sama. Nie bójmy się więc zaglądać do słowników. Pisanie znaków to uporządkowany proces, w którym nie tylko kolejność, ale również kierunek kresek naprawdę są ustalone.

3. Wkuwanie znaków i odczytań tylko z fiszek albo pisanie i zapamiętywanie złożeń bez kontekstu użycia. Poleganie tylko na dwujęzycznych listach słownictwa

Niezależnie od tego, czy jesteśmy wzrokowcami czy słuchowcami, sama nauka znaków i powiązanych z nimi morfemów bez wielokrotnego, ręcznego ich zapisywania może służyć jedynie wykształceniu biernej i krótkotrwałej kompetencji w języku japońskim. Stosując tylko takie metody, będziemy w najlepszym razie w stanie wypisać odczytania popularniejszych wyrazów i nabędziemy zdolność rozumienia podstawowych ich znaczeń, ale nie nauczymy się władać językiem. Podobnie samo zapisywanie złożeń na kartce papieru bez uwzględnienia kontekstu, w jakim się znajdowały, i bez odniesienia do częściej spotykanych wyrażeń nie przyniesie nam najlepszych rezultatów. Nauczymy się tylko pisać znaki i wypisywać podstawowe wyrazy, ale to wszystko. Do pełnej znajomości języka obcego, również języka japońskiego, potrzebna jest duża erudycja kulturowa i obycie, których brak można częściowo zamaskować mechanicznym opanowaniem popularniejszych kolokacji. Uczmy się więc języka ze zdań, tekstów i autentycznych wypowiedzi, a nie z list słownictwa. Listy mogą nam pomóc rozstrzygnąć, z jakimi słowami połączeń warto nauczyć się w pierwszej kolejności, a z jakimi w późniejszych etapach nauki. Język japoński to nie jest język angielski czy rosyjski, w którym znaczenia wyrazów i stałe ich połączenia są bardzo podobne do polskich. Nie należy też całkowicie polegać na dwujęzycznych tłumaczeniach słownictwa. Zakresy znaczeniowe poszczególnych słów czy nawet całych konstrukcji mogą się bardzo różnić od tego, co się nam wydaje. Nauka japońskiego słownictwa wymaga więc nieco głębszej refleksji niż ma to miejsce w językach europejskich. W późniejszych etapach naszej drogi, kiedy zauważymy, że układane przez nas i poprawne gramatycznie zdania są albo niezrozumiałe albo brzmią nienaturalnie dla Japończyków, prawda ta będzie bardzo frustrująca. Dlatego myślę, że warto uszanować tę różnicę już teraz i uczyć się języka w kontekście, częściej pokornie „małpując” to, co się zasłyszało, niż usilnie wymyślając coś na własną rękę. Oczywiście, kombinować po swojemu też można, a nawet trzeba, ale nie bez zastanowienia i gruntownej weryfikacji w źródłach.

4. Lekceważenie trudności japońskiej wymowy

Nie wiem, skąd bierze się przekonanie, że wymowa japońska jest bardzo prosta i nie warto jej poświęcać większej uwagi. Być może chodzi o to, że użytkownicy języka angielskiego, żeby opanować japońskie dźwięki, muszą poświęcić nieco więcej czasu niż my, a większość Polaków uczy się z podręczników anglojęzycznych i zwyczajnie pomija ćwiczenia głosek, które w naszym języku i języku japońskim brzmią tak samo. To nie jest jeszcze nic złego. Natomiast opanowanie wymowy dźwięków przedłużonych jest niezwykle ważne i absolutnie nie można przespać tego tematu. Trzeba pamiętać, którą samogłoskę w danym wyrazie wymawia się dłużej, a którą krócej, bo inaczej nie będziemy rozumiani przez Japończyków. I już. Od tej zasady nie ma zmiłuj. Oprócz tego, warto też zdać sobie sprawę, że język japoński ma inny niż w naszym języku akcent. Fakt ten powinien zachęcić nas do wsłuchiwania się w to, jak Japończycy wymawiają zapisywane tak samo w transkrypcji wyrazy. Biegłe opanowanie prawidłowego akcentowania i perfekcyjnej wymowy w każdej sytuacji jest moim zdaniem właściwie nieosiągalne, ale nie znaczy to, że powinniśmy sobie z tego powodu folgować. Jeżeli tylko mamy na to czas, starajmy się poznać reguły akcentuacji i wychwycić różnice między poszczególnymi wyrazami. Jak trudna to sztuka, można się przekonać, słuchając nawet niektórych tłumaczy przysięgłych czy biegle mówiących po japońsku specjalistów, których niedbała wymowa pozostawia wiele do życzenia i niekiedy staje się powodem złośliwych komentarzy ze strony rodzimych użytkowników języka.

5. Korzystanie z wątpliwej jakości korepetycji, słowników i podręczników

Ze względu na duże zainteresowanie językiem japońskim w ostatnich latach pojawiło się na rynku dość dużo rozmaitych opracowań polskojęzycznych, najczęściej rozmówek i samouczków. Wychodzą również podręczniki do gramatyki i pierwsze poważniejsze opracowania znaków czy słownictwa. Nie oznacza to jednak, że wszystkie te pomoce są warte polecenia. Przeciwnie, w niektórych z nich roi się od nieprawdziwych informacji lub zwyczajnych błędów. Szczególnie nie polecam słowników opartych jedynie na transkrypcji albo podających tylko jedno znaczenie danego słowa bez podania przykładów. Zwróćmy też uwagę na numer wydania danej publikacji. W pierwszych wydaniach czasami pojawiają się błędy, które mogą nam zaszkodzić jako uczącym się. Uważajmy też na notki kulturowe i nie bierzmy wszystkich, często opartych na stereotypach informacji za pewnik. Pamiętajmy, że język japoński jest różnorodny, podobnie jak jego użytkownicy i zmienia się w czasie. Oceniając materiały dydaktyczne, sprawdźmy, czy nie zachęcają one do powielania wypunktowanych w tym tekście błędów. Uważajmy też na rozmaite oferty kursów w szkołach językowych albo tanie korepetycje, szczególnie, jeżeli prowadzą je osoby młode, niedoświadczone albo japoński to tylko jakaś część ich działalności. Pamiętajmy, że niektóre osoby prowadzące zajęcia nie mają żadnych udokumentowanych kwalifikacji i co ważniejsze, część z nich nigdy nie była w Japonii i nie umie mówić po japońsku. Bądźmy też krytyczni, korzystając ze „sprawdzonych” usług – raczej nie nauczymy się poprawnej wymowy japońskiej od Polaka, a Japończyk bez przygotowania filologicznego może nie być w stanie wyjaśnić nawet prostych problemów gramatycznych. Wybierając kurs językowy, zwróćmy uwagę na jego program i zalecane podręczniki. Dobrze skonstruowany i intensywny kurs języka japońskiego powinien w trzy, cztery lata przygotować nas do zdania egzaminu biegłości języka japońskiego na poziomie N2. Pamiętajmy, że nie ma nic za darmo, i nawet najlepsze metody nie dadzą rezultatu bez ciężkiej, systematycznej pracy. Przekazanie wciąż jeszcze słabo rozpowszechnionej wiedzy o języku japońskim powinno mieć także swoją cenę.

Zapomniałem dodać, że najważniejsza w nauce języka obcego jest świadomość tego, co się robi, i tego, po co się to robi. Do nauki nie można więc podchodzić bezrefleksyjnie. Pamiętajmy, że oprócz wymienionych tu błędnych strategii istnieje jeszcze wiele mniejszych i większych bezmyślnych decyzji, które mogą nas na pewien czas oddalić od celu. Celem tym dla każdego uczącego się powinno być biegłe opanowanie języka japońskiego w mowie i piśmie. Z takim założeniem napisałem ten tekst i z takim założeniem go kończę, życząc wszystkim i sobie przy okazji szybkich postępów w nauce.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

język japoński   pismo   edukacja  

NASZE ARTYKUŁY

Różne oblicza Tennōji

Tofu w kuchni japońskiej

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy