Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film KRYZYS TOŻSAMOŚCI WE WSPÓŁCZESNYM SPOŁECZEŃSTWIE JAPOŃSKIM

Plakat filmu "Klub samobójców"; Źródło: Horror365

06.03.2014 | 12:41
Autor: Bartłomiej Szymanek

Analiza i interpretacja filmu "Klub samobójców" (Jisatsu sākuru) Shiona Sono

I. WSTĘP

Film „Klub samobójców” w reżyserii Shiona Sono („Ekusute”, „Ai no mukidashi”), obejrzałem z tych samych powodów, co chociażby, „Ju-on”, „Ringu”, czy „Ōdishon”, czyli z zamiłowania do azjatyckich (głównie japońskich) horrorów i dreszczowców. Początkowo oczekiwałem silnych wrażeń, strachu, przerażenia, które zwykle stanowią dla mnie źródło emocjonalnego katharsis, to znaczy sprawiają, że pozbywam się zbędnych, złych emocji. Oglądanie horrorów, ale i dreszczowców stanowi dla mnie swoistą terapię antystresową. W przypadku filmu „Klub samobójców” było nieco inaczej. Podczas projekcji dość mimowolnie na bok odłożyłem wierzchnią warstwę filmu, która odpowiada za silne przeżycia emocjonalne, a dostrzegłem i wgłębiłem się w warstwę metaforyczną, która okazała się być przyczynkiem do szerszej analizy filmu. 

W centrum fabuły filmu znajdują się tajemnicze, masowe samobójstwa młodych ludzi. Policja stara się wykorzystać wszystkie możliwe środki, by zaradzić pladze, która powoli ogarnia większą część społeczeństwa. Tropy śledcze wskazują na Internet oraz działalność niezidentyfikowanej grupy, która może być odpowiedzialna za nakłanianie do aktów samobójczych. Niebagatelne znaczenie mają tajemnicze torby z makabryczną zawartością, które podpowiadają realny, fizyczny udział osób trzecich. W miarę rozwoju wydarzeń sytuacja gmatwa się coraz bardziej. Poza wydarzeniami związanymi z samobójstwami, zarysowany zostaje depresyjny obraz społeczeństwa japońskiego z jednej strony, a z drugiej szał uwielbienia zespołu muzycznego, którego wesołe piosenki stanowią tło ponurych wydarzeń. 

Różne i niejednoznaczne składowe fabuły otwierają dość szerokie pole interpretacyjne, ale jednocześnie produkcja może być odebrana bardzo powierzchownie i nie stanowić źródła głębszych przemyśleń. Film będzie budził skrajne emocje. Dla jednych okaże się bezwartościową, krwawą produkcją gore niewnoszącą nic wartego uwagi, a dla drugich będzie czymś więcej, obrazem z ukrytym i niebanalnym przesłaniem, skłaniającym do refleksji. 

„Klub samobójców” - tytuł oraz krótkie wprowadzenie uzmysławiają w znacznym stopniu, o czym film traktuje. Warto zwrócić uwagę na kwestię klasyfikacji gatunkowej obrazu. Osoby spodziewające się jednego z typowych azjatyckich horrorów, mogą nieco się rozczarować. „Klub samobójców” jest gatunkową hybrydą, w której na przód wysuwają się bardziej dramat i dreszczowiec, aniżeli horror, a elementy fantastyczne pojawiają się w znikomej ilości. Uznać można za nierozważne umieszczanie w pierwszym rzędzie w klasyfikacji gatunkowej horroru. Błędne przyporządkowanie filmu zniekształcać może jego późniejszy odbiór. Drastyczne i krwawe elementy nie czynią zeń czystego gatunkowo filmu grozy. „Klub samobójców” jest przygnębiającym dramatem ukazującym zagubienie w ponowoczesnym świecie (nie tylko ludzi młodych). Drastyczne krwawe sceny jedynie potęgują odbiór, choć bez wątpienia mają charakter karykaturalny i przejaskrawiony (proponuję podejść z ogromną rezerwą do scen gore). Autor celowo, nieco w krzywym zwierciadle, przedstawił bardzo poważny problem Japończyków i Japonek (ale i nie tylko ich, bo film ma wymiar uniwersalny). Mam jednak mieszane uczucia, czy twórcy nie przejaskrawia omawianego problemu. 

„Kultura jako źródło cierpień” - w dziele tym Zygmunt Freud (lata 30. XX wieku) wskazywał na destrukcyjny wpływ ograniczeń, jakie tworzy kultura. Tabu seksualne, brak mentalnej wolności i społeczne konwenanse prowadziły według badacza do różnego rodzaju zaburzeń psychicznych. Zygmunt Bauman w książce „Ponowoczesność jako źródło cierpień” (schyłek XX w.) wykazuje rzecz odwrotną. W obecnych czasach, to brak ograniczeń, wątłe tabu oraz wszechogarniająca wolność mogą prowadzić do zagubienia się jednostek w rzeczywistości, niemożności znalezienia punktu zaczepienia dla rozwoju tożsamości – przestrzega socjolog. Okazuje się, że wielorakość ścieżek, płynność wzorców nie ułatwiają, a mogą skutecznie utrudniać funkcjonowanie w społeczeństwie. Oprócz Baumana także Anthony Giddens zwraca uwagę na chorobę obecnych czasów, czyli brak pełnej akceptacji rzeczywistości, która przecież miała być idealna (czy idealna się nie wydaje, a jednostki same nie stoją sobie na drodze?). Rzeczywistość, w której żyjemy jest lepsza od nowoczesności, choć czyha w niej wiele pułapek, na które trzeba uważać. Największą zaletą ponowoczesności jest idea wolności i ściśle związany z nią relatywizm, który wskazuje, by umieć odróżniać moralność od etyki, a jednocześnie, by usilnie nie przywiązywać się do zastanych poglądów. Jest to, tak zwany, relatywizm indywidualistyczny. Jednostki we współczesnym świecie często rozdarte są w poszukiwaniach drogi rozwoju własnej osobowości, bo przestają wierzyć we własne możliwości. Ponowoczesny świat (Bauman nazywa obecne czasy ponowoczesnością lub płynną nowoczesnością, Giddens natomiast późną nowoczesnością) zmusza do wyborów tożsamości, ale nie w jednoznacznie negatywnym znaczeniu słowa „zmusza”, gdyż wybór tożsamości, otwiera drogę do akceptacji siebie i rzeczywistości. Co się jednak dzieje, gdy jednostki słabną i nie potrafią odnaleźć siebie? Brak pewności drogi życiowej może budzić wstyd, a wstyd jest bezpośrednio związany z zaburzeniami narcystycznymi, za które jednak, w moim przekonaniu, nie odpowiadają w większości wymogi rzeczywistości ponowoczesnej i jej wytwory.

II. KRYZYS PÓŹNEJ NOWOCZESNOŚCI

Statystki dotyczące samobójstw pokazują, że najliczniejszą grupą, w której dokonuje się tego aktu są młodzi, którzy wkraczają w okres dojrzałości. (Adelstein) To właśnie wówczas kładziony jest nacisk na samorozwój i wybory związane z przyszłością. Widoczne jest to przede wszystkim w społeczeństwie japońskim. Na młodych Japończykach ciąży ogromna presja rodziców, pedagogów, ale i całego społeczeństwa. Przekonanie, że każdy musi być najlepszy, musi dążyć do samorealizacji i perfekcji jest wpajane od początku lat szkolnych. Ale czy to aż tak złe i przerażające? Otóż nie! Przecież liberalne podejście uzmysławia, że każdy z nas, może posługiwać się językiem, jakim chce, a to znaczy, że mimo nacisków, każdy winien mieć dystans do swoich wizji świata, które, z relatywnego punktu widzenia, są wielorakie i być może, większość z nich jest dobra. Nie ma mowy żadnej totalnej wizji drogi życiowej.

Niestety, coraz więcej młodych ludzi nie potrafi sprostać stawianym wymaganiom, a ciągłe napięcia powodują mętlik i zagubienie w rzeczywistości. Młodzi nie wiedzą czego pragną, jakie mają marzenia, skupiają się jedynie na sprostaniu oczekiwań starszych. Pojawia się kryzys tożsamości. Powodowany on może być dysonansem, który tworzy zderzenie własnych pragnień i możliwości (własnego języka) z naciskiem rodziców i pedagogów, a także ogólnie, całego systemu. Statystyki obrazują to jasno - w Japonii jest największy odsetek samobójstw. Dla porównania, zarówno w USA, jak i Japonii rocznie notuje się około 30 tysięcy samobójstw, przy czym w USA mieszka ponad 310 milionów mieszkańców (na rok 2010; encyklopedia.pwn.pl), a w Japonii prawie 128 milionów (www.pl.emb-japan.go.jp). Japończycy zaczęli nawet przemalowywać stacje metra na niebiesko dla uspokojenia silnych emocji, wzięto także przykład z Kanady i umieszczano błękitne lampy w newralgicznych miejscach. (Tomański) Usilne poszukiwanie własnej legendy, dramatyczne próby budowania tożsamości, a także wstyd przed innymi i przed refleksyjnym projektem „ja” powodują osobowościowe perturbacje i idealne podłoże dla zaburzeń narcystycznych. Pewna Japonka o imieniu Haruna na jednym z for internetowych napisała: 

“Japońska kultura dąży do perfekcji. Jeśli nie udaje się jej osiągnąć, wielu z nas czuje, że nie dopełniło obowiązku wobec ojczyzny i własnej rodziny. Nie chodzi o czyn samolubny. Samobójstwo pozwala znieść ciężar z rodziny i kraju. Nikt nie zrozumie jednak, co dzieje się w umyśle osoby, która decyduje się na śmierć, niezależnie, z jakiej grupy etnicznej pochodzi…“.

(cyt. za: Mazur).

Zaburzenia narcystyczne związane są przede wszystkim z manią wielkości albo wręcz przeciwnie, wewnętrznym poczuciem znikomej wartości własnej osoby. W pierwszym przypadku osoby takie doszukują się potwierdzania swej wyjątkowości, a jeśli przestają je dostrzegać, to uciekają się do coraz to skrajnych zachowań (w filmie odzwierciedla owe cechy Genesis – o czym dalej). W drugim przypadku jednostki oszukują się wewnętrznie i próbują dostrzec w zachowaniach innych osób czegoś, co zaneguje ich niską wartość, często jednak nie są w stanie docenić nawet największego dowartościowania. Takie osoby w końcu uciekają się do zwrócenia na siebie uwagi (w filmie, to na przykład słabi psychicznie nastolatkowie decydujący się na spontaniczny skok z budynku szkoły). Fakt, że do zdarzenia dochodzi właśnie w szkole, może mieć symboliczne znaczenie, że uczniowie nie wytrzymują szkolnej presji i ciągłej rywalizacji.

Jisatsu saakuru (Suicide Club) / Sion Sono / 2002

Kadr z filmu. Uczniowie przed skokiem z dachu szkoły. Źródło: japanesemovies.tumblr.com

Czasy, w których przyszło nam żyć, zderzenie się z przestrzenią, która zaprasza do oderwania się od gotowych wzorców i ustalonych praktyk, stanowi niejednokrotnie źródło licznych niepokojów egzystencjalnych zwykłych ludzi, którzy często dość bezmyślnie trwają w zastanym tradycyjnym modelu życia i wpojonych przez zgoła odmienne pokolenia rodziców i dziadków. (Giddens, ss. 27-30) Problem ten obrazuje (i jest zarazem idealnym przesłaniem filmu) pytanie często stawiane bohaterom: „Jaki jest związek ciebie z samym sobą?” (zadawane nota bene przez dziecko). Pytanie to nakreśla sens naszego istnienia, tego co robimy w życiu, jak się realizujemy. Gdy w samotności poważnie zastanowimy się nad odpowiedzią, czy nasze życie będziemy postrzegać dalej tak samo? Nawiązując do tego pytania, ile jest w nas, naszych indywidualnych myśli, potrzeb, poglądów, a ile pozornie nienaruszalnych, tradycyjnych wzorców, które nie pozwalają zrobić kroku w przód?

Odnoszę wrażenie, że twórca filmu stara się zbić widza z tropu, odwracając jednocześnie jego uwagę od rzeczywistych powodów chwiejnych zachowań młodych ludzi. Do końca filmu nie mamy pewności, co miało decydujący wpływ na samobójstwa. Intrygujący jest metafizyczny wątek pojawiającej się na miejscu tragedii tajemniczej torby z odrażającą zawartością, cząstkami ciał ofiar samobójstw. Mamy też zupełnie spontaniczny akt uczniów i wspólny skok z dachu szkoły. Zastanowić się należy, czy twórca pragnął zawoalowania istniejącego problemu i jego rzeczywistych powodów, a może usilnie chciał zwrócić uwagę na fakt, że rzeczywistość pragmatycznej i płynnej nowoczesności tak niechętnie dopuszcza do zdania metafizykę? Jeśli jednakże coś istnieje, a pozostaje wbrew sobie wypierane, to chcąc nie chcąc, musi powrócić. 

Istotą w zrozumieniu prawdy okazać się może zaakceptowanie różnych przyczyn zdarzenia, czyli presji społeczeństwa, elementów metafizycznych, wymogów ponowoczesnego świata oraz głuchego wołania trwałych wartości cenionych w przeszłości. 

Znając teorie Giddensa natychmiast łatwo naszkicować obraz czasów, w których żyjemy. Jesteśmy społeczeństwem ryzyka. Kiedyś budowanie tożsamości związane było z reprodukcją tradycyjnych wzorców, a teraz większość uwagi skupia się na nas samych. Spada na nas większa odpowiedzialność, gdyż nasza tożsamość, to kreacja autorskiego projektu własnego życia. Giddens mówi, że nasza własna narracja tożsamościowa jest bardzo krucha. Z jednej strony rezygnacja z konkretnej tożsamości może dostarczać korzyści, z drugiej jest ogromnym ciężarem. Dla młodych ludzi, którzy łatwo ulegają wpływom i modzie jest niestety w większości tylko ciężarem, niemożliwym do udźwignięcia. Odnosząc ową teorię do filmu – zespół muzyczny, którego utwory towarzyszą nam podczas projekcji, śpiewa o tym, że świat to układanka, rodzaj puzzli, a każdy z nas musi odnaleźć swoje miejsce, musi gdzieś się przypasować. Ale co będzie, gdy nie znajdziemy miejsca, do którego pasujemy idealnie? 

„Nie ma dla mnie miejsca. Nigdzie nie pasuję. 

Znajdź jednak takie, które będzie wieczne. 

A może lepiej żebym powiedział – do  zobaczenia?”

(fragment piosenki wykonywanej przez filmowy zespół muzyczny Dessert; tłumaczenie własne z języka angielskiego)

Wydźwięk tych słów nie pozostawia złudzeń. Nie odnalazłeś siebie, swojego miejsca, to jedynym wyjściem pozostaje…miejsce wieczne. To bardzo pesymistyczne i tchórzliwe rozwiązanie, gdyż przecież ponowoczesność daje tak wiele możliwości. Kluczem jest wiara we własne siły. Obraz filmowy nazbyt czarno kreśli wizję społeczeństwa japońskiego, szerzej społeczeństwa Zachodu. Choć może jednak twórca celowo przejaskrawia i ukazuje wizję profetyczną, która ma być ostrzeżeniem. Znacząca jest scena, gdy inspektor Kuroda jedzie metrem i spogląda na melancholijne, zmęczone życiem twarze. Film znakomicie odzwierciedla ponowoczesne bolączki, za które sami odpowiadamy: kryzys tożsamości, niemoc zawierania trwałych relacji, niską wartość życia. Wszechogarniająca jednostkę wolność przestaje być wartością pozytywną, gdyż przez nią coraz więcej osób traci poczucie stabilności i bezpieczeństwa. Społeczeństwo japońskie być może gubi się we własnej filozofii życiowej, w ślepym przywiązaniu do perfekcji. Projekt tożsamościowy realizuje się tam w niebywale zaawansowanym pod względem technicznym środowisku społecznym. Może problemem jest, że środowisko to, nazbyt prędko jałowieje moralnie (i etycznie?). Film uzmysławia, jak bardzo poważna jest groźba braku poczucia sensu własnego życia. 

Fragment filmu, gdy inspektor Kuroda obserwuje zmęczone i przygniębione twarze ludzi. Nastrój potęguje melancholijna muzyka. Źródło: YouTube

„Klub samobójców” skupia się przede wszystkim na kolektywnym ujęciu problemu, a nie tylko indywidualnym. W filmie choć obserwujemy samobójstwa dokonywane w samotności, to są one elementem czegoś większego. Na plan pierwszy wysuwają się samobójstwa zbiorowe, a kluczowe znaczenie może mieć dla nich także Internet. Odzwierciedla to realne zjawisko, jakie miało miejsce kilka lat temu (obecnie, nieco przycichło), a mianowicie umawianie się zupełnie obcych ludzi przez portale społecznościowe na wspólne popełnianie samobójstw. Według statystyk w latach 2003-2005 w Japonii odnotowano 61 przypadków grupowych aktów samobójczych, w których zginęło 180 osób. Złą sławą owiany został las Aokigahara (tutaj zobacz także artykuł na temat owego lasu), gdzie w 2002 roku życie odebrało sobie aż 78 osób. (Mazur) Japonia słynie także z ulegania modzie i kulturze Zachodu. Dobitny przykład kurczaków KFC spożywanych masowo podczas zimowych świąt. (Hammond) Czy może modą były także masowe samobójstwa? Czy była to forma owczego pędu? Zadziałała tu psychologia tłumu? Może tak, może nie, jednak, by czemuś ulec, muszą istnieć ku temu jakieś podstawy. Słabość psychiczna młodych ludzi z pewnością jest jedną z nich. Ta przyczyna wydaje się być bardzo wiarygodna, jeśli spojrzeć na scenę, gdy uczniowie jednej ze szkół spontanicznie skoczyli z dachu. Psychologia zna i opisuje zachowania ludzi w tłumie czy ślepo podążających za trendami (Arronson, ss. 66-67, 231-232). Uogólniając nieco myśl i odnosząc ją do teorii Baumana i Giddensa, żyznym podłożem dla takich zachowań jest niskie poczucie własnej wartości, niewiara we własne siły, zatarcie indywidualnych cech (które przecież powinny kwitnąć). Wszystko to bolączki czasów, w których żyjemy i wynik natłoku fascynujących i kuszących, ale równocześnie często bezwartościowych dróg życiowych - rzeczywistość jako supermarket. Mętlik w głowie prowadzi do nielogicznych zachowań, a w konsekwencji do błędu poznawczego, który miał miejsce w opisywanej scenie. Podejrzewać można, że dla zabawy jedna uczennica podeszła do skraju budynku. Kolejno wchodzili następni uczniowie. Nikt nie robił tego z myślą o zabiciu się, jednak ostatecznie znaczna liczba osób sprawiła, że cała sytuacja stała się na tyle skomplikowana, że zabawa zmienia się w makabryczną rzeczywistość. To typowe zjawisko dysonansu poznawczego, zadziałała także psychologia tłumu i zasada podczepienia (Ibid.), którą symbolizują w filmie złączone dłonie uczestników samobójstw. Rozchwianie emocjonalne popycha do jakże łatwego ulegania pokusom. W końcowych scenach filmu, gdy w rytm wesołej muzyki, kolejne osoby popełniają samobójstwa, jasne staje się, że społeczeństwo japońskie tkwi w stanie totalnej anomii. 

Na wstępie wspomniałem także o zaburzeniach narcystycznych, które wynikają często z wyboistej drogi w poszukiwaniu tożsamości. Odzwierciedleniem niestabilnej osobowości narcystycznej w filmie jest Genesis, rzekomy przywódca tytułowego klubu samobójców, a tak naprawdę znudzony życiem socjopata, poszukujący brutalne rozrywki dla zaspokojenia chorej wyobraźni i zwrócenia na siebie uwagi, kompletnie niepanujący już nad własnym życiem. Decydując się na oddanie w ręce policji, wyznał: „Właśnie dzisiaj moje imię zapisze się na trwałe w historii”. Posiada on jaskrawe cechy osobowości narcystycznej, począwszy od poczucia własnej wyjątkowości, brak empatii, nieumiejętność dostrzegania realnych potrzeb innych, arogancja, wyniosłości zachowań, wykorzystywanie innych dla osiągnięcia własnych celów. Choć cechy, które posiada zostały ukazane w krzywym zwierciadle, to poniekąd jest on ucieleśnieniem znaczącej części młodego pokolenia japońskiego.

Kadr z filmu. Genesis (Rolly Teranishi-japoński muzyk). Źródło: shunsukedesu.wordpress.com

Nie sposób nie zwrócić szczególnej uwagi na warstwę dźwiękową filmu. Muzyka zdaje się być dość przewrotna. W zwykłych okolicznościach (chociażby utwór z pierwszych minut filmu) ma charakter pozytywny, jednak w połączeniu z obrazem nabiera bardzo gorzkiego i ironicznego smaku. Osobliwy charakter ma scena, kiedy wokalistka zespołu, którego muzyka towarzyszy nam przez cały film, udziela wywiadu i mówi, że piosenka została nagrana, by rozweselić dziwnie zachowujących się ostatnio ludzi. Paradoksem jest, że to właściwie dziecko stara się wpłynąć na stan emocjonalny dorosłych, którzy przecież powinni twardo stać na ziemi i być podporą dla dzieci.

Fragment filmu. Zespół muzyczny Dessert wykonujący utwór "Mail me". Oryginalna wersja zaśpiewana przez artystkę Haruko Momoi. Źródło: YouTube

III. PODSUMOWANIE

W związku z tym filmem warto także przywołać i polecić dramat „Wyznania” (Kokuhaku) Tetsuyi Nakashimy, w którym pojawia się problem zaburzeń osobowościowych, fascynacja śmiercią i samobójstwem. Film uświadamia dość nieodpowiedzialne, wręcz żałosne podejście do życia młodych ludzi, niedoceniających wartości życia jako takiego. Życie wielu bohaterów jest obojętną wobec innych egzystencją. Cechą tego obrazu jest, w przeciwieństwie do „Klubu samobójców”, dobitny realizm. W trakcie seansu na myśl przychodzi także japoński horror „Puls” (Kairo) Kiyoshiego Kurosawy. Bardzo podobna była sztucznie cukierkowa, dusząca atmosfera filmu. Wyczuwało się ciągłe przygnębienie i melancholijny nastrój, a pozytywne emocje były jedynie fasadą. W filmie „Puls”, ludzie pod wpływem zetknięcia się z tajemniczym portalem internetowym, tracili duszę i chęć życia, a ostatecznie rozpływali się w nicości. Podobnie w „Klubie samobójców” zmęczenie rutyną i szarą rzeczywistością (dla niektórych jednak zbyt różnorodną) powodowały zachwianie tożsamości oraz naruszenie giddensowskiego kokonu ochronnego, który umożliwia normalne funkcjonowanie w społeczeństwie i otaczającym nas ponowoczesnym świecie. (Giddens) W pewnej scenie „Pulsu” (około setnej minuty) pojawia się zdanie: „Na zawsze… niebyt (śmierć) to wieczna samotność”. W „Klubie samobójców” niestety to życie zdaje się być naznaczone samotnością, pustką wewnętrzną. Ciągłe maski, które przywdziewamy są jedynie próbą dostosowywania się do trudnych (według bohaterów filmu) wymagań rzeczywistości. Śmierć niczego tak naprawdę nie zmieni. Jest jedynie naiwnym, tchórzliwym quasi-remedium. 

W filmie osobliwy jest tajemniczy udział dzieci w pladze samobójstw, podejrzewam, że to właśnie one mają za zadanie doprowadzić do pewnego rodzaju "wstrząsu" i obudzenia się społeczeństwa z marazmu. W drugiej części filmu, społeczeństwo jawi się już jako czekające na totalną zagładę, niewierzące w odwrócenie złego losu. Symbolem jest tutaj inspektor Kuroda, który z tak wielką zapalczywością walczył w imię odkrycia prawdy, by w końcu poddać się i popełnić samobójstwo. Jakież to łatwe, nieprawdaż?

Do filmu należy podejść z pewną dozą rezerwy. Jednak obejrzenie go w skupieniu. Odłożenie na bok drastycznych i przejaskrawionych scen, może zmusić do zastanowienia się nad istotą współczesnego społeczeństwa, a także dostrzeżenia czegoś, czego nie widzi się każdego dnia. Wartości życia samego w sobie, drugiego człowieka i nas samych. Film choć w przejaskrawiony i przewrotny sposób pokazuje pewien problem, a twórca może stara się odwieść od jego istoty, to jego wielką jest fakt, że nie jest on jednowymiarowy. Pozwala spojrzeć na problem z bardzo wielu perspektyw.

ŹRÓDŁA

Adelstein Jake, Japan’s suicide statistics don’t tell the real story, “The Japan Times”, February 3, 2013
Arronson Elliot, Człowiek istota społeczna, Warszawa 2001.
Bauman Zygmunt 44 listy ze świata płynnej nowoczesności, Warszawa 2011.
Bauman Zygmunt, Ponowoczesność jako źródło cierpień, Warszawa 2000.
Giddens Anthony, Nowoczesność i tożsamość. "Ja" i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, Warszawa 2001.
Hammond Billy, Christmas in Japan, 1997
Mazur Michał Maciej, Japonia - Mazzi.pl
Rorty Richard, Przygodność języka, [w:] S. Czerniak, A. Szahaj (red.), Postmodernizm a filozofia, Warszawa 1996.
Tomański Rafał, Tatami kontra krzesła. O Japończykach i Japonii, Warszawa 2013

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

sztuka   film   rozrywka   muzyka   edukacja   konflikty   kryminologia   kontrowersje  

NASZE ARTYKUŁY

Tamago – jajko w Japonii

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy