Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film NIEKOŃCZĄCE SIĘ PORÓWNANIA… GHIBLI KONTRA "WILCZE DZIECI"…

Plakat filu. Źródło: Otakuhouse

17.10.2014 | 19:35
Autor: Bartłomiej Szymanek

Refleksie i spostrzeżenia po projekcji jednego z najnowszych anime produkcji "nie-Ghibli". Mamoru Hosoda i "Wilcze dzieci".

Jeden z najnowszych japońskich filmów anime. "Wilcze dzieci" (Okami Kodomo no Ame to Yuki). Reżyser Miyazaki? – nie. Studio Ghibli? – nie. Choć reżyserem filmu jest wychowanek Studia Ghibli, to przy powstawaniu produkcji ze strony mistrza anime, Hayao Miyazakiego, pomocy nie było. Zarówno za reżyserię, jak i scenariusz odpowiada Mamoru Hosoda. Obraz wyprodukowano w założonym przez owego reżysera studiu Chizu. Może więc czas powoli uświadamiać sobie, że japońskie anime, to nie tylko Ghibli i Miyazaki, i że alternatywne źródła anime także mają coś do powiedzenia. Czy jednak będą w stanie wypracować swoją własną markę i odciąć się choć w pewnym stopniu od ciągłych porównań?

Dla mnie zdecydowanie jeszcze nie czas, by móc oglądać, na przykład produkcje Hosody, w oderwaniu od nawiązań i porównań do znanych mi anime Ghibli. W związku z tym, przed projekcją filmu nasuwały się pytania, jak bardzo film będzie podobny do tych ze Studia Ghibli, czy kopiowane będą motywy z produkcji Miyazakiego i czy odnajdę zaczątki indywidualnego stylu. W trakcie dostrzegałem, a może usilnie doszukiwałem się, podobieństw motywów, wątków, scen do znanych z kolekcji Ghibli. Po projekcji podzieliłem się z siostrą spostrzeżeniami o podobieństwie do filmu "Mój sąsiad Totoro", o pewnych brakach i niedopracowaniach na tle klasyków anime… Ostatecznie potajemnie przyznałem przed samym sobą, że właściwie nie wysnułem po projekcji żadnego wniosku na temat "Wilczych dzieci" wolnego od skojarzeń czy porównań. Zastanawiam się jednocześnie, i obawiam także, czy przypadkiem moja perspektywa nie została mimowolnie ograniczona przez Miyazakiego i spółkę, jakkolwiek miałoby to zabrzmieć, pozytywnie czy negatywnie.

Domniemywam również, że być może wielu miłośników Totoro, Mononoke, Zamku Hauru…i innych ocenia anime "nie-Ghibli" z perspektywy klasyków japońskiej animacji. Jak bardzo zatem jesteśmy związani ową perspektywą, czy aby nie spłyca ona odbioru i czy istnieje szansa na oderwanie się od niej?

Dość znacząco widoczna jest różnica między animacjami Miyazakiego oraz innych reżyserów ze Studia Ghibli a innymi twórcami. Nie mając wiedzy czy "Wilcze dzieci" pochodzą z Ghibli czy też nie, to już pierwsze sceny, widok na kolorystykę, kreskę rysunku, a także sposób prowadzenia narracji mówią same przez się: to nie Ghibli. Podobna sytuacja miała miejsce (przynajmniej w moim przypadku) z filmem "O dziewczynie skaczącej przez czas", która nota bene również została wykreowana przez Mamoru Hosodę – twórcę "Wilczych dzieci". Produkcję „O dziewczynie skaczącej przez czas” obejrzałem już po zdecydowanej większości produkcji Ghibli. Sądząc, że to ich kolejny obraz, byłem bardzo zdumiony, gdyż istotnie odróżniał się od wcześniej mi poznanych. Wątpliwości swe rozwiałem spoglądając na twórcę i produkcję. Różnicę, jak już napomknąłem, dostrzegłem, w "Wilczych dzieciach", także w sposobie prowadzenia narracji. Akcja w filmie toczy się powoli, jeśli nie powiedzieć mozolnie, zwłaszcza w pierwszej części, a dodatkowo w czasie rozciągają ją, choćby introspektywne sceny – monologi i wspomnienia Hany czy Wilkołaka. Akcja filmów Miyazakiego, przynajmniej odnoszę takie wrażenie, była prowadzona w sposób dość wartki, nie było miejsca na spowalniane, czasami wymuszone i może nie do końca potrzebne, sceny, których nie brakowało u Hosody.

Trudno, ze względu na złożoność obrazu Hosody, mówić o filmie bez zarysowywania elementów fabuły, mniej lub bardziej istotnych. Wzrok młodej kobiety, Hany, przykuwa na uczelnianych zajęciach siedzący gdzieś na uboczu i skrzętnie notujący, schowany za gęstą czupryną włosów, młody, przystojny, wysoki mężczyzna. Odbierane początkowo przez chłopaka jako natarczywe zainteresowanie i zaloty Hany doprowadziły jednak, że zawiązała się między nimi nić przyjaźni, a potem wielkie uczucie, którego nie zmieniła wyjawiona przez mężczyznę tajemnica… W pierwszej części filmu akcja dzieje się w mieście i skupia się na gorącym romansie i natężającym się uczuciu Hany i mężczyzny, wspólnym zamieszkaniu oraz oswajaniu się zarazem z rutyną i nieswoistością codziennego życia Hany. Ten segment obrazu kończy dramatyczne zdarzenie, które obróci życie Hany o sto osiemdziesiąt stopni i zmusi ją do poszukiwania zupełnie innej życiowej drogi, zarówno dla siebie, jak i dwójki dzieci.

http://dev.images.japonia-online.pl/var/resizes/articles/00385/article_00385_02.png?m=1434058414

Kadr z filmu. Źródło: Pictureshowsreviews.wordpress.com

Doświadczona przez los Hana wraz z dwójką półludzkich – półwilczych dzieci, nie mogąc dłużej ukrywać się wśród miejskiego szumu i dociekliwych ludzi, postanowiła przenieść się na wieś. Rodzeństwo starsza Yuki i młodszy Ame dostały szansę dorastania i wychowywania się blisko dzikiej przyrody, która miała pomóc w kontrolowaniu pierwotnej wilczej natury. Dzieci, podobnie jak ich ojciec, posiadały zdolność przeobrażania się w wilki. Początkowo transformacja stanowiła odruch bezwarunkowy, bardzo trudny do kontrolowania i stanowiący zagrożenie dla nich samych, jak i Hany, z wiekiem jednak oboje nauczyli kontrolować przemianę, co dało szansę na zbliżenie się do innych dzieci i spróbowanie zwykłego, ludzkiego życia.

http://dev.images.japonia-online.pl/var/resizes/articles/00385/article_00385_03.jpg?m=1434058415

Kadr z filmu. Źródło: passion-otaku.blogspot.com

Od momentu kiedy rodzina przenosi się na wieś, rozpoczyna się druga i zasadnicza część filmu, w niej bowiem zawiera się cała istota. I w tym miejscu pojawiają się pytania o głębię przekazu oraz główne motywy składające się na całość.

Początek drugiego stadium filmu oraz początek nowego etapu w życiu głównych bohaterów nasunęły mi jakże oczywiste podobieństwo do dzieła Miyazakiego „Mój sąsiad Totoro”. Nie sposób nie zauważyć paralelizmu obrazu przeprowadzki Hany z dziećmi na wieś, rozpakowywania, aklimatyzacji, zapoznawania się z tutejszymi ludźmi, wiejskiego klimatu i krajobrazu ze scenami przeprowadzki rodziny Kusakabe: małej Mei, Satsuki oraz Tatsuo. Porządkowanie domu, szaleństwa dzieci wśród przyrody i próby ogarnięcia wszystkiego przez jednego z rodziców. Czy Mamoru Hosoda kreując swoją wizję miał przed oczami sceny z Mei i Satsuki? Podejrzewam, że tak. Czy to źle? Chyba nie…, bo przecież nikomu nie przejdą przez myśl słowa plagiat czy próba kopiowania tematu. Problematyka związana z wiejskimi obszarami podmiejskimi, starcie miejskości z wiejskością i przyrodą, podkreślanie rozziewu przy jednoczesnym uwydatnieniu znaczenia dzikiej przyrody w życiu człowieka są częste zarówno w anime, jak i japońskich filmach fabularnych. Zagadnienia te poruszane były, prócz filmów "Wilcze dzieci" i "Mój sąsiad Totoro", także w "Szopach w natarciu" czy "Powrocie do marzeń" oraz pośrednio w Lapucie czy Nausice. Odnośnie do tego zagadnienia pewnie znajdą się osoby, które powiedzą, to już oklepany temat. Może jednak warto pomyśleć o nim, jako o narodowym temacie Japończyków (choć pewnie to zbyt duże słowa). Jak często przecież wspomina się o Edo…

W filmie "Wilcze dzieci" związanie człowieka z naturą, dziką naturą objawia się na nieco innej płaszczyźnie. Otóż tutaj człowiek nie pochodzi od natury i nie stara się z nią żyć w zgodzie, akceptować ją, tutaj nierozerwalnie i wyraźnie stanowi jej element, bo przecież dzieci Hany, są półludźmi-półwilkami. W pewnym momencie filmu, stało się dość jasne do czego zmierza Hosoda i w jaki sposób nastąpi kulminacja. Wewnętrzne rozdarcie Yuki i Ame, w końcu słabnie, a każde z nich wybiera i pozwala jednocześnie przejąć nad sobą kontrolę przez jedną pierwotną naturę. Yuki wybiera życie człowieka. Ame wtapia się w egzystencję zwierzęcia. Czy wobec tego oznacza to, że musi istnieć wyraźny rozdział pomiędzy naturą ludzką a zwierzęcą? Czy aż tak bliski związek człowieka z zupełnie dziką przyrodą nie ma prawa bytu? Z jednej strony odpowiedź może być trudna, a z drugiej zupełnie banalna – człowiek musi zaakceptować swoją naturę przy jednoczesnym uświadomieniu sobie istnienia innej i zupełnej jej akceptacji, poprzez odnalezienie złotego środka we współbycie bliskiego symbiozie człowieka i zwierzęcia.

Kadr z filmu. Źródło: Wanderingmint.com

Wśród różnych opinii i recenzji na temat filmu odnaleźć można było przeróżne, emanujące zachwytem, jak i rozczarowaniem. Dla jednych film okazał się powtórką z rozrywki, filmem o oklepanej tematyce nie wnoszącym nic nowego do kategorii anime. Przeczytałem, że zakończenie filmu jest iście japońskie, bo bohaterowie bezproblemowo odnajdują własną tożsamość i wkraczają szczęśliwie na nową ścieżkę życia. Nie wiem czy przypadkiem, czy też nie, (ale chyba nie) autorzy owych opinii należą, z całym szacunkiem, do państwowości amerykańskiej. W opozycji znalazły się oczywiście opinie à la peany pochwalne. Do żadnej z owych skrajności podpiąć się nie mogę. Film "Wilcze dzieci" był dobry i wystawiam mu mocne 7/10. Utrzymany w pozytywnej, nieco zabawnej konwencji japońskiej animacji. Bez wątpienia nie nudny i nie przedstawiający odgrzewanej tematyki, a tylko tematykę lubianą zarówno przez twórców, jak i samych widzów. A przecież owe obrazy japońskie kochamy za to, że czarują nas swą prostotą i indywidualnym urokiem, jak wcześniej pisałem w tekście o "Moim sąsiedzie Totoro". I takie też były "Wilcze dzieci". Wzruszały, bawiły i skłaniały do refleksji, tak zupełnie zwyczajnie, po równo.

Zwiastun filmu. Źródło: YouTube

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

ciekawostka   flora   manga i anime   fauna   film   rozrywka   nowości   popkultura  

NASZE ARTYKUŁY

Smaki miasta: Nagoja

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy