Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura YOSAKOI - ENERGIA ZAMKNIĘTA W TAŃCU! CZĘŚĆ II

05.05.2013 | 18:01
Autor: Anna Bielak

Tym razem Emiko i Eriko uchylą nam nieco rąbka tajemnicy z życia grupy Sakuramai Polska.

Z drugiej części wywiadu przeczytacie kilka ciekawostek z życia polskiej grupy Sakuramai. Panie podzielą się z nami także wrażeniami ze swojej dotychczasowej pracy w Polsce. Co było dla nich najtrudniejsze? Co wspominają najweselej? Dowiecie się także, czy Wy też możecie spróbować yosakoi?

Pierwszą część wywiadu opublikowaliśmy wczoraj. Dziś przed Wami ponownie Emiko i Eriko, liderki grupy Sakuramai Polska.

 

Co trzeba zrobić, żeby dołączyć do Was i spróbować swoich sił w yosakoi?

Emiko: Trzeba po prostu przyjść. Każdy jest mile widziany i serdecznie wszystkich zapraszamy. Jeśli ktoś chce uczestniczyć w wyjazdach i występach, musi oczywiście regularnie trenować na zajęciach lub ćwiczyć w domu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przychodzić też po prostu, by spróbować swoich sił w yosakoi i dobrze się bawić. Na przygotowanie się do pierwszego występu mieliśmy około 2 miesiące, więc nie było to łatwe, ale wszyscy się bardzo starali i udało nam się. Ja widzę z zajęć na zajęcia, że wszyscy w polskiej grupie robią olbrzymie postępy. Za zajęcia nie trzeba nam płacić, składamy się jedynie na koszt wynajęcia sali, w której ćwiczymy. W grupie jest wielu studentów i absolwentów japonistyki, którzy korzystają też z okazji, żeby używać języka japońskiego, ale żeby do nas dołączyć, nie trzeba wcale mówić po japońsku.

Członkowie grupy Sakuramai Polska po jednym z treningów.

Czy w Sakuramai Polska używacie tych samych układów tanecznych, które tańczy się w Japonii czy je jakoś modyfikujecie? Kto zajmuje się choreografią?

Emiko: Pomysły czerpiemy z Japonii, jednak nie możemy kopiować układów japońskich zespołów ze względu na prawa autorskie. Na szczęście jest wiele elementów choreografii, które pojawiają się tradycyjnie w różnych tańcach yosakoi, a z pomocą przychodzi nam też nasza siostrzana grupa z Toronto. W Sakurmai Toronto stworzyliśmy też własny układ, który nazwaliśmy „Yomatsuri” (yo znaczy noc). Do układu wykorzystaliśmy darmowy podkład muzyczny z internetu, a śpiewał członek Sakuramai Toronto. W Polsce jeszcze się go nie uczyliśmy, ale na pewno będziemy wkrótce.

Członkowie grupy podczas występu w Muzeum Manggha.

Tak jak wspomniałaś, macie już za sobą pierwszy publiczny występ, który miał miejsce na Konkursie Krasomówczym Języka Japońskiego w Polsce w Warszawie. Niedawno braliście też udział w japonistycznych warsztatach gasshuku. Czy możecie nam opowiedzieć coś więcej o tych wydarzeniach?

Emiko: Nasz pierwszy występ był dużym przeżyciem i na szczęście wszystko się udało. Dostaliśmy też podziękowania od Ambasady Japonii w Polsce, co było bardzo miłe.

Pierwszy publiczny pokaz Sakuramai Polska. Od tamtej pory poczynili olbrzymie postępy, ale ten występ na pewno pozostanie im w pamięci.

W japonistycznych warsztatach uczestniczyło ponad 200 studentów, nie tylko z Polski. Około 100 z nich spróbowało swoich sił i wzięło udział treningach yosakoi, a po 5 dniach wszyscy wspólnie zatańczyliśmy. Na koniec studenci z różnych uniwersytetów prosili, żeby jeszcze do nich przyjechać i poprowadzić warsztaty w ich miastach. Jeśli nam się to uda, chciałabym połączyć nasze siły i zorganizować wspólny występ w ramach Japan Week, który ma się odbyć w Poznaniu jeszcze w tym roku. Japonistyczne warsztaty pokazały mi, że w Polsce jest dużo osób, które interesują się Japonią. Chciałabym pomóc promować japońską kulturę przez wspólny taniec na festiwalu, by dać im jeszcze więcej motywacji do dalszej pracy.

Eriko: Jeśli chodzi o gasshuku, jestem pod wielkim wrażeniem, że wszyscy uczestnicy warsztatów naprawdę pięknie zatańczyli na wspólnym występie! Tyle postępu w ciągu 5 dni to dla mnie coś niesamowitego. Niektórzy brali udział w warsztatach wyjątkowo kilka razy, ale generalnie każdy miał tylko 1 lekcję z Emiko i poza nią to musiał ćwiczyć sam sobie w czasie przerwy. Pamiętam, że na imprezie w nocy z 3 członkami Sakuramai zatańczyliśmy yosakoi przed towarzystwem. W innym dniu, kiedy przechodziłam na korytarz, to z pokoju słychać było okrzyk "soran soran!" z układu uczonego w warsztatach. W taki sposób odbywały się lekcje poza warsztatami z inicjaty studentów, zainteresowanych tym tańcem, co pewnie pomogło im zapamiętać choreografię i tańczyć lepiej. Cieszy mnie to, że yosakoi zafascynował dużą grupę ludzi. Brawo dla wszystkich uczestników!

Występujecie we własnych kostiumach. Domyślam się, że takich strojów nie można kupić w Polsce. Wykonaliście je sami, czy kryje się za nimi jeszcze inna historia?

Emiko: W Polsce rzeczywiście byłoby trudno je zrobić. Tu olbrzymie podziękowania należą się mojej mamie. Kiedy w tym roku pojechałam na kilka dni do Japonii, wykorzystałam okazję i kupiłam odpowiednie materiały, ale to właśnie moja mama uszyła z nich japońskie happi. Należą się jej olbrzymie podziękowania!

Krojenie, spinanie, szycie - japońskie tkaniny zmieniają się w piękne kostiumy Sakuramai Polska.

Podziwiam wasz wkład pracy w całe przedsięwzięcie! A co było dla Was do tej pory najtrudniejsze?

Emiko: Dla mnie najtrudniejsze były różnice kulturowe. W Japonii od najmłodszych lat kładzie się nacisk na robienie różnych rzeczy razem z grupą. Nawet na lekcjach wychowania fizycznego wprowadza się wspólnie układy i ćwiczy ich synchroniczne wykonywanie. To uczy pracy w zespole i zwracanie uwagi na wszystkich jako całość. W Polsce prawdopodobnie, tak jak w Kanadzie, w szkole kładzie się z kolei nacisk na rozwój jednostki i indywidualizm każdego ucznia. Na początku czułam tę różnicę i to chyba było dla mnie najtrudniejsze. Nie wiedziałam ile mogę wymagać od członków świeżo powstałego zespołu. Nie chciałam zaburzyć równowagi pomiędzy przyjemnością z treningów, a poczuciem obowiązku. Starałam się więc podkreślać, jak ważna jest wspólna praca i regularne pojawianie się na treningach. Na początku się nie znaliśmy, ale teraz jesteśmy zgraną drużyną i trzymamy się razem. Wszyscy nie tylko ciężko pracują na treningach, ale pomagają mi też, gdy potrzebuję tego po prostu jako Japonka w Polsce.

Eriko: Ja patrzę na to z innej perspektywy - osoby, która zaczyna swoją przygodę z yosakoi. Dopiero się uczę i dla mnie także najtrudniejsza była synchronizacja. Pojedyncze elementy są proste, gry Emiko nam je pokazuje, kiedy ćwiczymy poszczególne figury. Wtedy wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Trudności zaczynają się, kiedy staramy się je połączyć w jedną całość i zatańczyć w rytm muzyki. Wtedy wszystko przyśpiesza i trudno jest pamiętać o wszystkich ruchach, a do tego wykonywać ich odpowiednim tempie. Na szczęście do takich sytuacji cała grupa podchodzi z uśmiechem i po prostu próbujemu dalej. Wszystko wymaga czasu i praktyki.

Członkowie grupy jeszcze przed swoim pierwszym publicznym występem.

Z pewnością spotkałyście się też z wieloma zabawnymi sytuacjami. Która z nich najbardziej zapadła Wam w pamięć? [tu nastąpiła dłuższa chwila zastanowienia, uśmiechy i krótka wymiana zdań po japońsku]

Emiko: Cóż, kiedy byliśmy na występie na konkursie krasomówczym i nocowaliśmy wspólnie w Warszawie, wieczorem świętowaliśmy. Ja wypiłam trochę za dużo polskiej wódki i usnęłam na podłodze w łazience. Następnego dnia mieliśmy dużo śmiechu, a nasi polscy członkowie żartowali, żebym się nie przejmowała, bo ja ich uczę tańczyć po japońsku, oni mnie nauczą pić po polsku.

Jakie wyzwania stawiacie sobie na przyszłość? Jakie macie plany względem tańca?

Emiko: Chciałabym zostać na dłużej w Polsce i rozwijać naszą grupę. W planach mamy już kolejne występy, a mi marzy się też współpraca z innymi zespołami yosakoi – z naszą siostrzaną grupą w Toronto, a także z niemiecką grupą Todoroki. Mam nadzieję, że będzie nas coraz więcej i będziemy wspólnie poznawać kulturę Japonii.


Grupa robi postępy z tygodnia na tydzień! Tu możecie obejrzeć Ich występ z 27 kwietnia w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha.

Czy chcielibyście powiedzieć coś naszym czytelnikom?

Emiko: Przede wszystkim bardzo chciałabym podziękować wielu osobom. Zarówno Eriko, bez której bardzo trudno byłoby mi w ogóle zacząć grupę yosakoi w Polsce, wszystkim, którzy nam do tej pory pomogli, a także mojej mamie, dzięki której mamy nasze kostiumy, jak i Hitomi Shiokawa, która sama wykonała dla nas ozdoby do włosów! Bardzo dziękuję też Kaori Tanaka sensei, która od początku nas wspiera. To dzięki jej pomocy mogliśmy na początku ćwiczyć w sali krakowskiej japonistyki i zorganizować nasze pierwsze występy dla ambasady i na gasshuku.

Dziękuję też wszystkim członkom naszej grupy za ich ciężką pracę i wspaniałą atmosferę. Bez Was nie byłoby Sakuramai Polska.

Na koniec jeszcze raz bardzo serdecznie chciałabym zaprosić wszystkich, by przyjść do nas na treningi i spróbowania swoich sił w yosakoi.

Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej pracy!

Dziękujemy!


Zapraszamy również na facebooka Sakuramai Polska.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

Polska-Japonia   okiem Japończyka  

NASZE ARTYKUŁY

Różne oblicza Tennōji

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy