Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Muzyka JAPOŃSKA MUZYKA W POLSKIM KINIE

Plakat promujący imprezę

01.07.2015 | 16:31
Autor: Laura Guździoł

16 maja 2015 roku w Poznaniu w kinie Apollo miało miejsce wydarzenie Japanese Music Film Festival, promujące japońską muzykę, głównie z filmów i anime, oraz zespoły indie.

Festiwal rozpoczął się chwilę po godzinie 14:00 krótkim wstępem od organizatora – Junichiego Tanakiego. Towarzyszyła mu Dominika „Tomo” Górniak, pełniąca rolę tłumaczki z języka angielskiego na polski. Pierwszy obraz, który zobaczyliśmy, był filmem charytatywnym pt. „Light Up Nippon” na rzecz terenów dotkniętych wielkim trzęsieniem ziemi w 2011 roku – rejonu Tōhoku. Przedstawiał przygotowania do festiwalu fajerwerków Hanabi, który jest bardzo ważnym wydarzeniem w Japonii. Organizatorzy chcieli w taki sposób pocieszyć zrozpaczonych ludzi, którzy niejednokrotnie stracili wszystko i musieli zaczynać od początku na gruzach po katastrofie.

Po seansie chętni uczestnicy mieli szansę na ofiarowanie pieniężnego wsparcia dla poszkodowanych.

Dominika „Tomo” Górniak i Junichi Tanaka

Następnie Junichi przedstawił ideę swojego projektu oraz przyczyny, dla których w ogóle postanowił się nim zająć. Według niego w Europie istnieje popyt na japońską muzykę, ale jest zbyt mało wydarzeń z nią związanych. Drugi jego argument to chęć promowania artystów z Japonii, aby byli znani także poza ojczyzną. Wspomniał również, że na razie to ostatnie wydarzenie w Polsce i właściwie całej Europie, gdyż wraca do swojego kraju, by tam w najbliższym czasie zająć się festiwalami. Poza Poznaniem zorganizował ten muzyczny event również w Krakowie.

Przed każdym filmem Junichi wprowadzał nas pokrótce w świat danych wykonawców, żeby każdy z nas miał jakieś o nich pojęcie, gdyż część z nich w Polsce nie jest w ogóle znana albo zaledwie przez małe grono odbiorców. 

Pierwszymi utworami, jakie dane nam było poznać, okazały się piosenki Susumu Hirasawy. Jest to człowiek bardzo ekscentryczny, o dziwnej osobowości, lecz uznaje się go za prawdziwego geniusza. Skomponował muzykę do wielu znanych serii anime i filmów, jak między innymi „Paprika”, „Berserk”, „Millennium Actress” i wiele innych. Głównie współpracował z reżyserem Satoshim Konem. Ciekawostką jest fakt, że Kon zajmował się produkcją filmu o nazwie „Dreaming Machine”, jednak nie zdążył go dokończyć, gdyż zmarł, jednakże Hirasawa mimo to piosenkę (o tym samym tytule) dla niego stworzył.

Film, a właściwie nagranie z koncertu, rozpoczął się od „Solid Air”. Z takich bardziej znanych utworów pojawiły się również „Forces” z anime „Berserk” oraz „Byakkoya”. Część z nich wykonywał sam Hirasawa, łącząc ze sobą brzmienie różnych instrumentów (jak gitara elektryczna i keyboard) oraz śpiew, a niektóre powstawały przy współpracy z zespołem. Ogólnie jego muzyka to głównie elektroniczne brzmienia. Teksty piosenek zostały przetłumaczone przez Junichiego, który sam stwierdził, że są one trudne i dziwne, więc było mu bardzo ciężko je tłumaczyć. Dostał od nich wręcz bólu głowy. Trzeba docenić ten trud, zwłaszcza że tłumaczenie wydawało się całkiem dobre, choć ciężko mi tutaj powiedzieć cokolwiek o zgodności z oryginałem, gdyż japoński jeszcze nie jest moją mocną stroną.

Susumu Hirasawa śpiewający "Forces"

Następny w kolejności zaprezentowany został zespół indie Yellow Studs, który nie współpracuje z żadną wytwórnią, wszystko tworzy samodzielnie, nawet teledyski. Film o nich był dokumentem z fragmentami koncertu. Co do ich muzyki, to całkiem przyjemnie się jej słuchało. Grają rocka, czasem mocniejszego, czasem bardziej „balladowego”. Nie skupiają się na popisywaniu umiejętnościami, a raczej starają się grać czysto, gdyż w warunkach, w jakich koncertują, czyli w klubach, które określili jako „nędzne”, nagłośnienie bywa niezbyt korzystne. Ich zespół jest przykładem na to, jak trudno żyć z muzyki, zanim stanie się sławnym i zacznie poważnie zarabiać.

Po filmie zaczęła się jedna z najciekawszych części tego wieczoru, czyli rozmowa na Skypie z leaderem (nieoficjalnym) „Yellow Studs”, czyli z ich wokalistą Taichim Nomurą. Dzięki temu można było poznać muzyka jako osobę, a nie tylko twórcę. To bardzo ciekawe doświadczenie. Każdy z uczestników festiwalu miał możliwość zadania pytań. Część z obecnych skorzystała z ów przywileju. Pytano skąd wokalista czerpie tematy do piosenek, o ich styl i czy zespół planuje go zmienić. Taichi stwierdził, że teksty pisze na podstawie doświadczeń, uczuć. Szuka natchnienia w codziennym życiu. Natomiast melodię tworzy dopiero po napisaniu słów. Co do stylu, zaczęli od garage rock, jednak stopniowo tworzyli swój własny, którego nie planują zmieniać, lecz czasem to się dzieje samoczynnie i nie mają na to wpływu.

Taichi Nomura podczas rozmowy na Skypie

Tak właśnie upłynęła pierwsza część festiwalu. Zakończyła się o godzinie 17:00, po czym nastąpiła krótka przerwa.

Druga część zaczęła się prezentacją zespołu THE VALVES – również należącego do indie, grającego agressive rock. Film o nich był nagraniem studyjnym tzw. Studio Live Film. Można było zobaczyć muzyków w akcji i posłuchać w większości ostrego, szybkiego brzmienia, choć czasem też wolniejszych kawałków. Mieliśmy także okazję usłyszeć piosenkę „Speed of flow” będącą endingiem dla anime „Gintama”, stworzoną przez były zespół wokalisty  „The Rodeo Carburettor”.

THE VALVES

Tym razem dla odmiany pojawił się film o 7-osobowym zespole muzyczno-tanecznym. Mowa tu o WORLD ORDER. Jego liderem i wokalistą jest były wrestler Genki Sudo. Są oni bardzo znaną grupą w Japonii, występują na wielkich scenach i mają wielu fanów. Tworzą głównie techno w połączeniu z popem i rockiem. Jednakże sposób, w jaki tańczą, najbardziej ich wyróżnia. Jest to taniec robotów, w którym są bardzo zgrani, zsynchronizowani i w dodatku pomysłowi. Zwykle tańczą w garniturach, czyli mają bardzo skromny styl, lecz przyznam, że im to bardzo pasuje.

WORLD ORDER

WORLD ORDER

Na sam koniec pozostawiono koncert Kenjiego Kawaiego z 2007 roku – drugi z dwóch, które zdarzyło mu się zorganizować przez całość swojej kariery. I, choć Kawai wyraża wielką chęć na koncertowanie, to jest to dość problematyczna sprawa, gdyż byłoby trzeba zebrać wielką orkiestrę, która nie może też składać się z przypadkowych osób, a z zaufanych muzyków. Jeżeli ktoś chciałby zobaczyć go na żywo, wtedy powinien pisać do Kenjiego w tej sprawie (na jego stronie internetowej), gdyż na pewno takie wiadomości będą dla niego motywacją. W dodatku czasem zdarza mu się odpowiadać, więc fani mogą się bardzo ucieszyć.

Kenji Kawai jest kompozytorem, który stworzył wiele utworów na potrzeby filmów i animacji. W swojej muzyce łączy rockowe brzmienie z klasyką, stosując wiele różnych instrumentów jak m.in. gitary elektryczne, perkusję czy pianino, skrzypce, cymbały. Sam Kenji też potrafi grać na wielu instrumentach. Wspiera go także chór złożony z kobiet i mężczyzn, a w niektórych piosenkach, np. „Utai III  Reincarnation” z anime „Ghost in the shell” – zespół Nishida Shachu złożony z 15 wokalistek śpiewających w tradycyjnym japońskim stylu. Bardzo ciekawą piosenką z punktu widzenia nas, Polaków, była „Voyage To Avalon” z japońsko-polskiego filmu „Avalon”, którą zaśpiewała śpiewaczka operowa Elżbieta Towarnicka, w dodatku w języku polskim. Według mnie warto jej posłuchać, gdyż to bardzo piękna piosenka, lecz trochę mało znana, wręcz niedoceniona.

Po zakończeniu festiwalu, po godzinie 20:00, rozlosowano płyty wśród osób, które wykupiły wejściówkę na całe wydarzenie. Koszt biletów wynosił 30 zł za całość, 15 zł za pierwszą część, a za drugą 20 zł, więc, zważając na długość wydarzenia (około 6 godzin), to cena nie wydaje się zbyt wygórowana.

Podsumowując cały festiwal, spokojnie można stwierdzić, że był on godny uwagi. Dzięki niemu poznaliśmy wiele nowych piosenek i ich twórców. W dodatku każdy z pełną wejściówką otrzymał naklejki z kodem do pobrania płyt zespołu Yellow Studs, co zapewne wielu osobom się spodobało. Z rzeczy negatywnych wymieniłabym niezbyt dobre nagłośnienie, lecz mogło to wynikać z wielu przyczyn, niekoniecznie z winy organizatora. Jednak dźwięk był właściwie najważniejszym elementem tego eventu, więc trochę na tym ucierpiał. Druga sprawa to brak możliwości pokazania widzów podczas rozmowy na Skypie z Taichim Nomurą. Chcieliśmy mu pomachać, jednakże okazało się to niewykonalne. Widać było, że ludzie czuli się trochę zawiedzeni. Pomijając te małe niedogodności, popołudnie w kinie podczas Japanese Music Festival można uznać za udane.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

Polska-Japonia   koncert   muzyka   popkultura   festiwal   taniec  

NASZE ARTYKUŁY

Serce Kiusiu – Fukuoka

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy