Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Muzyka TORTURA DLA USZU, CZYLI ZACHÓD POZNAJE JAPOŃSKĄ MUZYKĘ

ronpenndorf.com

14.07.2015 | 15:02
Autor: Martyna Wyleciał

Gdy w 1583 roku misjonarz Allessandro Vaglignano zetknął się z japońską muzyką, napisał, że słuchanie jej jest „wielką torturą”. Skąd wzięła się taka opinia i czy zmieniła się ona od tamtych czasów?

Zachód po raz pierwszy dowiedział się o Japonii od misjonarzy, którzy przybyli do tego wyspiarskiego kraju w XVI wieku. Ich działalność misyjna wiązała się z koniecznością przesyłania raportów do kurii. Misjonarze nie tylko zdawali relację z postępów w chrystianizacji ludności japońskiej, lecz także przekazywali swoje spostrzeżenia na temat społeczeństwa, zwyczajów i życia codziennego w Japonii. Wśród relacji pojawiały się oczywiście wspomnienia o muzyce, która była żywo obecna w japońskiej kulturze. Misjonarze obcowali z nią głównie podczas japońskich świąt matsuri, a także na dworach japońskich możnych. Nie była to muzyka, która im się podobała, postrzegali ją raczej jako egzotyczną osobliwość.

Wspomniany na początku Allessandro Vaglignano (1539 - 1606) nie był jedynym Europejczykiem, który przebywał w Japonii. Luis Frois (1532 - 1597) spędził trzydzieści cztery lata w w tym kraju i pisał, że japońska muzyka jest najokropniejszą z możliwych. Franciszek Ksawery (1506 - 1552), pierwszy hiszpański misjonarz, miał powiedzieć, że Europejczycy, słysząc japońską muzykę, mają ochotę zatkać sobie uszy.  

W kolejnym stuleciu miejsce misjonarzy zajęli holenderscy kupcy i badacze, którzy jako jedyni mogli przebywać na terenie Japonii na specjalnie wydzielonej dla nich wyspie – Dejimie. Zachodni słuchacze odbierali japońską muzykę jako trudną do słuchania i wskazywali na dysonans jako jej główną cechę. Nawet otwarcie Japonii dla obcokrajowców w okresie Meiji nie wpłynęło znacząco na zmianę opinii na temat japońskiej muzyki. Więcej osób jej doświadczyło, ale praktycznie nikt nie próbował jej zrozumieć. Odbierana była jako egzotyczna ciekawostka, twór mniej wyedukowanych Japończyków, którzy nie potrafią stworzyć harmonijnych utworów muzycznych – takich jak na Zachodzie. 

W dużej mierze właśnie przywołany wcześniej dysonans sprawiał, że zachodniemu odbiorcy trudno było przywyknąć do japońskiej muzyki. Problem z jej odbiorem polegał na tym, że operowała ona zupełnie inną skalą niż ta, do której przyzwyczajony był zachodni słuchacz. Japońska muzyka oparta była bowiem na skali pięcio- lub czterotonowej, natomiast zachodnia tworzona była głównie w systemie dur-mollowym. Różne były interwały w japońskich kompozycjach, pojawiała się charakterystyczna „modulacja”. Nawet podejście japońskich muzyków do samego procesu komponowania nie przystawało do zachodnich praktyk. Te zasadnicze różnice wpływały na wrażenia zachodnich odbiorców. Powtarzały się zarzuty o wspomniany dysonans, komentowano, że japońska muzyka nie ma melodii. 

Mimo że większość osób mających styczność z japońską muzyką wyrażało się o niej niepochlebnie, sarkastycznie i z perspektywy – ich zdaniem – wyżej rozwiniętej cywilizacji zachodniej, zdarzały się oczywiście jednostki zafascynowane wytworami japońskiej kultury, w tym muzyką. Na fali japonizmu, który jest trendem w zachodniej sztuce polegającym na czerpaniu inspiracji z kultury japońskiej, powstawały liczne dzieła, również muzyczne, nawiązujące do tradycji japońskiej. Kierowano się jednak przekonaniem, że muzyka japońska byłaby przyswajalna wyłącznie wtedy, gdyby przełożyłoby się ją na zachodnie standardy. W muzycznych owocach japonizmu próżno było szukać japońskich instrumentów czy wspomnianych wcześniej cech. W utworach takich jak „Madama Butterfly” (1904) Giacomo Pucciniego (1858 - 1924) czy „Madame Chrysantheme” (1893) André Messagera (1853 - 1929) także korzystano ze skali pentatonicznej, choć innej niż ta upowszechniona w Japonii, a instrumenty japońskie zastępowane były instrumentami dostępnymi w Europie – harfa zastępowała koto, instrumenty smyczkowe shamisen itp. 

Japońskie inspiracje i motywy w tym czasie, czyli u schyłku XIX wieku, cieszyły się popularnością, jednakże było to zainteresowanie powierzchowne i wciąż nacechowane przeświadczeniem o wyższości zachodniej kultury – stąd dostosowywanie japońskich melodii do gustów zachodnich słuchaczy. Dopiero na początku XX wieku powstała „rewolucyjna” teoria, głosząca, że jednak japońska muzyka nie jest gorsza od zachodniej, a fakt, że się jej nie rozumie, nie upoważnia do gardzenia nią. Badacze rozpoczęli studia nad japońską muzyką, zaczynając traktować ją jako samodzielny twór, a nie porównując ją do rodzimej muzyki. Kompozytorzy zachodni częściej w swoich utworach świadomie nawiązywali do japońskich stylów, instrumentów i melodii, starając się odzwierciedlić tajemniczość i egzotyzm tego kraju. 

Po zakończeniu drugiej wojny światowej w Japonii stacjonowały amerykańskie wojska. Żołnierze nie byli zainteresowani japońską muzyką i słuchali raczej utworów ze swojej ojczyzny, nadawanych za pośrednictwem stacji radiowej Far East Network, wywarli jednak znaczący wpływ na japońskie gusta muzyczne. Japońscy muzycy, zainspirowani jazzem, rockabilly, country i innymi gatunkami, uczyli się grać „w zachodni sposób”, by móc występować w amerykańskich bazach. Otworzyło to przed japońskimi artystami zupełnie nowe horyzonty, jednak ten rodzaj wpływów nie będzie omawiany w niniejszym artykule. 

Japońska muzyka nigdy nie zyskała znaczącej popularności na Zachodzie. Owszem, istnieją pasjonaci muzyki z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale nigdy nie zdobyła ona szerokiego grona odbiorców i międzynarodowej popularności. Największą grupą japońskich muzyków, którą docenia się na Zachodzie, są twórcy muzyki filmowej lub tej wykorzystywanej w grach. Dziś te dwie dziedziny są bardzo silnie „obsadzone” japońskimi kompozytorami, a tworzone przez nich ścieżki dźwiękowe do filmów i gier spotykają się z dużym uznaniem na całym świecie.

Kenji Kawai (ur. 1957) znany jest ze współpracy z mistrzami japońskiego horroru, na przykład z Hideo Nakatą (ur. 1961), twórcą takich tytułów jak „Ring” (1998) czy „Dark Water” (2002), oraz z muzyki do znakomitych cyberpunkowych anime w reżyserii Mamoru Oishiiego (ur. 1951), takich jak „Ghost in the Shell” (1995) czy „Ghost in the Shell: Innocence” (2004). W dziedzinie anime zasłynął także Joe Hisaishi (ur. 1950), którego wiele osób kojarzy dzięki ścieżkom dźwiękowym do wspaniałych animacji Hayao Miyazakiego (ur. 1941), m.in. „Ruchomego zameku Hauru” (2004), „Księżniczki Mononoke” (1997) czy oskarowego „Spirited Away: W krainie bogów” (2001). Oprócz muzyki do anime studia Ghibli, nagrywał on ścieżki dźwiękowe do filmów reżyserów z różnych krajów: japońskich (np. Takeshi Kitano, ur. 1947), koreańskich (Park Kwang-Heyon, ur. 1969) czy hongkońskich (Ann Hui, ur. 1947); za swoją pracę otrzymał liczne nagrody. Ryuichi Sakamoto (ur. 1952) również cieszy się dużą popularnością wśród zachodnich odbiorców, którzy poznali go głównie dzięki ścieżce dźwiękowej do filmu „Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence” (1983) Nagisy Ōshimy (ur. 1932). 

Jeśli zaś chodzi o świat gier, wielką popularnością cieszą się między innymi Nobuo Uematsu (ur. 1959) oraz Masashi Hamauzu (ur. 1971), którzy stworzyli ścieżkę dźwiękową do kultowego dziś „Final Fantasy”. Kōji Kondō (ur. 1961) natomiast, pracując dla koncernu Nintendo, był odpowiedzialny za muzykę do tytułów takich jak „Mario” czy „Legend of Zelda”. Nie są to oczywiście jedyni kompozytorzy, jednak wszystkie wymienione postacie cieszą się ogromną popularnością na Zachodzie, są nagradzane i zapraszane na liczne festiwale. Na przykład na krakowskim Festiwalu Muzyki Filmowej w 2011 roku wystąpili Joe Hisaishi oraz Masasi Hamauzu. 

Występ Joe Hisaishiego podczas 4. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie; źródło: fdbTV/YouTube

Należy jednak nadmienić, że muzyka tych znanych japońskich kompozytorów w dużej mierze przystaje do „zachodnich standardów”. Jest to muzyka orkiestrowa, która nie różni się szczególnie od zachodniej. Choć kompozytorzy często przemycają do swoich dzieł japońskie nawiązania, robią to jednak podobnie jak wspomniani XIX-wieczni twórcy: przekładając japońskie brzmienia na „język” zachodnich instrumentów. 

Japońska muzyka to nie tylko muzyka instrumentalna. W Japonii powstało wiele gatunków, szczególnie muzyki popularnej, które są zdecydowanie różne od tego, z czym można się spotkać na Zachodzie. Japońska muzyka popularna (j-pop) czy kultura idoli nie wzbudza jednak większego zainteresowania poza granicami kraju; zupełnie inną kwestią jest to, że zespoły i wytwórnie nie zabiegają o popularność za granicą, zamykając się w swoich muzycznych enklawach. Na Zachodzie można czasem spotkać fanów japońskiego popu, rocka czy gatunku visual kei – ten ostatni w samej Japonii jest stylem niszowym, niezbyt popularnym, ale na Zachodzie ma sporą grupę oddanych fanów. 

Ewenementem jest zespół BABYMETAL, który stał się ciekawostką na całym świecie. Jest to girlsband składający się z trzech nastolatek, które śpiewają i tańczą przy wtórze muzyki heavy metalowej. Połączenie uroku dziewczynek, reprezentujących kulturę kawaii, z motywami kojarzonymi potocznie ze sceną metalową (pentagramy, krzyże, trumny itp.), zwróciło uwagę szerokiej publiczności na całym świecie. Dziewczęta stały się hitem, szczególnie wśród internautów. Zaczęły być zapraszane na znane festiwale muzyczne na świecie, takie jak Sonisphere, i występować u boku światowej sławy gwiazd sceny metalowej, jak Metallica, Slayer czy KISS. 

Dziewczęta z BABYMETAL z zespołem KISS, źródło: oficjalny Facebook zespołu

Dziewczęta z BABYMETAL z zespołem KISS; źródło: oficjalny Facebook zespołu

Kultura kawaii, czyli celebrowanie wszystkiego, co urocze i fajne, ma dość spory oddźwięk w zachodniej popkulturze. Zasady tego stylu czasem przenikają do twórczości zachodnich muzyków. Ambasadorka kultury kawaii, Kyary Pamyu Pamyu, która swego czasu stała się hitem Internetu – tak jak teraz BABYMETAL – zainspirowała między innymi Lady Gagę do spróbowania swoich sił w tym stylu. Podobnie Avril Lavigne w swoim teledysku „Hello Kitty” bezpośrednio nawiązywała do kultury kawaii i jej symbolu, jakim jest maskotka Hello Kitty. Teledysk jest luźną impresją na temat współczesnej Japonii, przepełnioną stereotypami, a w tekście pojawiają się nawet japońskie słówka jak „kawaii” czy „minna saikō arigatō”. 


Teledysk Avril Lavigne do utworu „Hello Kitty”; źródło: AvrilLavigneVEVO/YouTube

Zainteresowanie kulturą kawaii jest jednak bardzo powierzchowne. Zespół BABYMETAL czy Kyary Pamyu Pamyu traktowane są jako ciekawostki, a ich popularność jest przejawem krótkotrwałego zainteresowania „kolejną dziwną rzeczą z Japonii”. Nie zapowiada to jednak wzrostu zainteresowania japońską sceną muzyczną jako taką czy chęci zrozumienia czym, na przykład, jest sama kultura kawaii

Trudno przewidzieć, czy japońska muzyka osiągnie kiedykolwiek znaczący status na świecie, czy nadal będzie funkcjonować jako egzotyczna ciekawostka z dalekiego kraju. Świat powoli zapoznaje się z twórczością japońskich artystów, ale jest im trudno przebić się do zachodniego mainstreamu. Muzyka przeznaczona na rynek japoński różni się od gustów zachodnich słuchaczy, a niewielu japońskich twórców próbuje zaistnieć na Zachodzie, czując się dobrze na własnym gruncie. Zachodni odbiorcy natomiast musieliby zadać sobie trud poznawania nowej kultury, odmiennej od ich własnej, i nowej muzyki, która rządzi się swoimi prawami. Niedługo minie pół tysiąclecia odkąd Zachód poznał japońską muzykę, a w ludzkiej mentalności dalej niewiele się zmieniło – japońska muzyka jest przyswajalna, o ile odpowiada zachodnim standardom, w innych wypadkach traktowana jest w kategoriach orientalnej ciekawostki. Warto jednak podjąć próbę poznania muzyki z Japonii, ponieważ ma ona wiele do zaoferowania. 

ŹRÓDŁA

Eppstein, U., From torture to fascination: changing Western attitudes to Japanese music, w: Japan Forum, 2007, 19(2)
Ewbank A.J., Papageorgiou F.T., Whose Master's Voice?: The Development of Popular Music in Thirteen Cultures, Westport 1997
Wojnakowska N., Skale w japońskiej teorii i praktyce muzycznej, w: Kwartalnik Studentów Muzykologów UJ, 2012, 15(2)
Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

muzyka  

NASZE ARTYKUŁY

Czy Japonia lubi drony?

Wokół dworca Shinjuku

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

KONKURS

Konkurs

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy