Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film W ZŁOTEJ KLATCE. RECENZJA FILMU "KSIĘŻNICZKA KAGUYA"

Plakat filmu; źródło: filmweb

31.07.2015 | 19:03
Autor: Piotr Sarota

Ostatni film Isao Takahaty dla Ghibli to bez wątpienia najpiękniejszy obraz, jaki studio stworzyło w trakcie swego istnienia.

Isao Takahata stanowi drugi – obok Hayao Miyazakiego – filar Studia Ghibli. Niektórzy twierdzą, że wywarł on zasadniczy wpływ na swojego kolegę po fachu. Mimo że na jego koncie znajdują się obrazy pokroju Grobowca świetlików (1988) czy też Powrotu do marzeń (1991), w powszechnej świadomości funkcjonuje on nieco na uboczu Ghibli (dla przykładu proponuję porównać amerykańskie trailery ostatnich filmów Miyazakiego i Takahaty oraz sposób, w jaki twórcy są przedstawiani). Mam jednak wrażenie, że taka sytuacja ma też swoje dobre strony – umożliwia reżyserowi artystyczne poszukiwania w miejscach, w które Miyazaki nawet się nie zapuszcza. I Księżniczka Kaguya wydaje się być właśnie wynikiem takich poszukiwań: połączeniem tradycji i nowoczesności oraz piękna i smutku.

Duch w bambusie

Księżniczka Kaguya stanowi dość wierną adaptację klasycznej japońskiej baśni z okresu Heian (794–1185) pod tytułem Opowieść o zbieraczu bambusu. Jej akcja obraca się wokół tytułowego zbieracza, który pewnego dnia zauważa jaśniejący pęd bambusa, zaś w jego wnętrzu odnajduje dziewczynkę wielkości kciuka. Ponieważ sam nie ma dzieci, postanawia wraz z żoną zaopiekować się maleństwem, które wkrótce wyrasta na kobietę nieziemskiej wręcz urody, stając się obiektem rywalizacji wielmożów pragnących pojąć ją za żonę. Jej piękno porusza nawet serce cesarza. Niestety, księżniczce nie będzie dane życie w dworskim przepychu: z jednej strony odrzuca wszystkie awanse, z drugiej zaś czuje, że zbliża się czas, by odejść tam, skąd przybyła...

Kadr z filmu; źródło: worldscinema.org

Trudno streścić fabułę nowego filmu Takahaty: z jednej strony nie jest ona szczególnie skomplikowana i bez większych problemów można w niej dostrzec podobieństwa do europejskich baśni i bajek. Z drugiej strony jednak, zasadniczej wagi nabierają zmiany, które wprowadził do opowieści reżyser, nadające całości postać nieco przystępniejszą dla współczesnego widza oraz budujące liczne analogie do aktualnej sytuacji społecznej. Pytany w wywiadach o przesłanie swego filmu, Takahata podkreślał m.in. znaczenie wątków związanych z naturą (będących częstym elementem produkcji Studia Ghibli). W Księżniczce Kagui motywy te faktycznie są wyraźne, lecz, moim zdaniem, zaakcentowane są w sposób dość oczywisty i mało satysfakcjonujący. Okres Heian był w Japonii czasem rozkwitu kultury dworskiej: niezwykle barwnej, wyrafinowanej, ale równocześnie bardzo sztywnej jeśli chodzi o konwenanse i etykietę, a w swym dostojeństwie odcinającej się od codzienności i „zwykłości”. Takahata pokazuje świat arystokracji jako piękny i kolorowy, a jednocześnie niesamowicie wręcz wykoncypowany, którego sztuczność obejmuje kanony zachowania, sztuki, etykiety czy wreszcie urody – procesy skubania brwi i czernienia zębów stanowią tutaj akt ostatecznego wejścia w dworską rzeczywistość. Reżyser przeciwstawia jej świat wiejski: pozbawiony konwenansów, rang i hierarchii, gdzie księżniczki nie oddzielają od ludzi parawany, lecz może wraz z nimi cieszyć się, wędrować i śpiewać. W tym świecie proste czynności urastają do rangi wielkich wydarzeń, problemy zdają się nie istnieć, a wszystko wokół można chłonąć takim, jakie jest – naturalnie i intuicyjnie. Tę przepaść paradoksalnie najlepiej widać w subtelnych zestawieniach: z jednej strony melodia, która w wersji ludowej brzmi skocznie i wesoło, zaś w dworskiej jest pełna smutku; z drugiej – ogród księżniczki, będący miniaturową repliką jej wiejskiego domu, który starając się przywrócić choć po części element naturalności, ostetecznie jedynie go symuluje. 

Kadr z filmu; źródło: tophdgallery.com

Oczekiwanie szczęśliwości

Zdecydowanie ciekawszą warstwą filmu Takahaty jest dla mnie ta odnosząca się wprost do sytuacji kobiet oraz oczekiwań wobec nich. Oczywiście, trudno nazwać Księżniczkę Kaguyę filmem feministycznym, niemniej jednak portret księżniczki, jaki kreśli reżyser, pozwala na takie skojarzenia – jest to bowiem do pewnego stopnia również obraz traktujący o dorastaniu. Wspomniany wyżej etap życia na wsi łączy się z okresem dzieciństwa, kiedy Kaguya była postrzegana właśnie przez pryzmat bycia dzieckiem – z tego wynikało przyzwolenie na niezależność, przyjaźń z młodym chłopcem, Sutemaru, długie wędrówki, słowem – decydowanie o swojej podmiotowości. Kiedy jednak Kaguya dorasta, a jej kobiecość – poprzez niezwykłą urodę – staje się oczywista, poczucie podmiotowości zostaje jej zabrane. Znamienne, że najważniejsze decyzje dotyczące życia księżniczki podejmuje jej przybrany ojciec: owszem, jego głównym celem jest zapewnienie Kagui szczęśliwego życia, jednak szczęście to definiowane jest nie przez samą dziewczynę, ale przez panujące zwyczaje, tradycję i oczekiwania. Te zaś nakładają oczywiste ograniczenia w postaci określonych zainteresowań, kanonu urody, sposobu zachowania, zmierzających w większości przypadków w kierunku zaspokojenia potrzeb mężczyzn. Są oni zazwyczaj portretowani jako ludzie postrzegający Kaguyę jedynie przez pryzmat jej urody, przekonani, że gładkie słówka i bogactwo zapewnią im powodzenie, balansujący wręcz na granicy arogancji i symbolicznej opresji, której apogeum stanowi gest cesarza, ignorującego myśl, że księżniczka mogłaby NIE ZECHCIEĆ się z nim związać. Starania bohaterki zmierzające do utrzymania kontroli nad swoim życiem i bunt wobec sztywnych norm zachowania wiążą się natomiast z niemalże stałym poczuciem zagubienia, nieprzystosowania, chwilami wręcz cierpienia, którego nic właściwie nie potrafi ukoić: ani wspomnienia, ani ucieczka, ani nawet rodzicielska miłość. W tym kontekście dwojako rozumieć można scenę finałową: jako wydarzenie pełne smutku, akt rozłąki ze znanym światem, rodziną, emocjami i wspomnieniami, lecz równocześnie jako moment ostatecznego uwolnienia od sztywnego kołnierza nakładanego przez dworskie normy postępowania. Skłania do tego zresztą podobieństwo sekwencji odejścia Kagui do obrazów raigō, portretujących przybycie Buddy i bodhisattwów po duszę zmarłego.

Kadr z filmu; źródło: tokyopic.com

Piórkiem i tuszem

Skojarzenie to nie wydaje się zresztą szczególnie dziwne czy szalone, biorąc pod uwagę, jak mocno Księżniczka Kaguya pod względem estetycznym zakorzeniona jest w klasycznym malarstwie japońskim. Jest pewnym truizmem stwierdzenie, że anime często inspiruje się sztuką, lecz rzadko można spotkać film, który czyniłby z niej stylistyczną dominantę aż w takim stopniu (do głowy przychodzi mi właściwie jedynie Millennium Actress Satoshiego Kona, choć tam funkcjonowało to na nieco innych zasadach). Powiedzieć, że film Takahaty jest piękny, to mało: bez dwóch zdań stanowi wizualny majstersztyk, zachwycający kolorem, lekko karykaturalnym rysunkiem oraz świetną animacją (mieszającą wpływy spod znaku Ghibli i animacji zachodniej, zwłaszcza – przynajmniej moim zdaniem – rosyjskiej). Najciekawsze, że estetyka zmienia się w zależności od sceny i jej nastroju: początkowe sekwencje przywodzą na myśl klasyczne tytuły Ghibli z wyraźnymi wpływami malarstwa tuszowego (warto popatrzeć, jak rozwiązana jest kwestia pustej przestrzeni); gdy Kaguya trafia do Kioto, całość nabiera kolorów i zyskuje wyraźny kontur, przez co obraz kojarzyć może się z emakimono. Ba, chwilami można dostrzec nawet typową dla nich estetykę portretowania postaci („oczy w kształcie dwu kresek i nos w postaci haczyka”). Wreszcie, kiedy księżniczka rzuca się w opętańczą ucieczkę, kontury i kolory rozmywają się, linie tracą spójność, kolejne sceny zaczynają przypominać malarstwo monochromatyczne, a miejscami – za sprawą dynamiki i ekstatyczności – budzą wręcz skojarzenia z… kaligrafią. Wszystko to zmienia się płynnie i naturalnie, doskonale współgrając z wydarzeniami na ekranie, tworząc prawdopodobnie jedną z najpiękniejszych animacji, jaka wyszła ze Studia Ghibli. W tym kontekście trudno się dziwić, że produkcja tego filmu pochłonęła niemalże osiem lat pracy.

Zwiastun filmu; źródło: Film Festivals and Indie Films / YouTube

Poza granice

Nie da się jednak ukryć, że Księżniczka Kaguya – mimo niewątpliwych walorów – jest obrazem dość hermetycznym: opracowuje klasyczną baśń, wykorzystuje tradycyjne kategorie estetyczne i techniki, dokładając do tego jeszcze niespieszny rytm narracji i często spotykaną w japońskim kinie lat 50. i 60. perspektywę kobiety stykającej się ze społecznymi ograniczeniami. Choć nie brak w filmie motywów fantastycznych (wszak mamy do czynienia z baśnią!), to stanowią one raczej barwny dodatek, zaś kwintesencją obrazu jest refleksja dotycząca dojrzewania, ról społecznych, tarć pomiędzy potrzebami jednostki a oczekiwaniami społeczności, wreszcie sytuacji kobiet, ich wolności, pragnień i szczęścia. Biorąc to pod uwagę, trudno się dziwić umiarkowanemu sukcesowi komercyjnemu filmu – zwłaszcza w porównaniu ze średnim, acz zdecydowanie bardziej tradycyjnym Zrywa się wiatr. Nie zmienia to jednak faktu, że Isao Takahata żegna się ze Studiem Ghibli animacją, która pod względem artystycznym zdecydowanie wyrasta ponad przeciętność.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

manga i anime   film   popkultura   kobiety   Studio Ghibli  

NASZE ARTYKUŁY

Różne oblicza Tennōji

Tofu w kuchni japońskiej

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy