Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

O kraju ZAPISKI Z KOŃCA ŚWIATA – WYWIAD Z PIOTREM MILEWSKIM

Lubimy Czytać

29.07.2015 | 18:48
Autor: Agnieszka Demidowska

Pisarz w rozmowie dla dziennika "Japonia-Online" opowiada o podróżowaniu i życiu w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Co zadecydowało o tym, że za cel swojej podróży obrał sobie Pan Japonię? Czym zafascynował Pana ten kraj?

Bo dalej już nie da się pojechać. Za Japonią rozciąga się wielka woda. To bardzo kusząca dla wędrowca perspektywa. Zachęciło mnie też kilku japońskich przyjaciół, których poznałem w Europie. Serdecznych, pomocnych i ciekawych świata ludzi.

Podczas swoich pierwszych pobytów w Japonii podróżował Pan autostopem. Dlaczego zdecydował się Pan na taki, a nie inny środek transportu? Czy było to uwarunkowane jedynie względami finansowymi, czy kryje się za tym coś jeszcze?

Autostop daje możliwość bezpośredniego kontaktu z ludźmi. On ten kontakt de facto wymusza. Dla mnie był on również doskonałą szkołą języka i kultury – spędzając codziennie kilka godzin w zamkniętej przestrzeni kabiny samochodu, byłem wręcz skazany na konwersacje, dzięki którym dość szybko udało mi się uzyskać poziom codziennej komunikatywności. Względy finansowe też były nie bez znaczenia – podczas pierwszego (i, choć w mniejszym stopniu, drugiego) wyjazdu dysponowałem bardzo małym budżetem. Ale to tylko sprzyjało nawiązywaniu kontaktów, poznawaniu nowych miejsc, szukaniu wyjść z trudnej sytuacji. Głód wymusza działanie, wyostrza zmysły. Marsz za to sprzyja zdrowiu. Autostop daje możliwość społecznej interakcji.

Później miał Pan okazję mieszkać tam przez niecałe 10 lat. Czy zdarzyło się Panu powrócić do danego miejsca i kompletnie zmienić zdanie na jego temat? Czy może nie przepada Pan za powracaniem w te same miejsca?

W niektóre z miejsc powracałem wielokrotnie, często w zupełnie innej roli – do Niigaty jako pracownik japońskiej firmy, do Tokio – by mieszkać tam przez ponad pięć lat. Oczywiście wrażenia były inne, często pogłębione w porównaniu do tych z czasu pierwszej wizyty. Prefektura Niigata okazała się znacznie bardziej przyjazną krainą niż miałem wrażenie w roku Królika. Tokio wchłonęło mnie tak bardzo, że postanowiłem tam zamieszkać i był taki moment, że myślałem, że zostanę tam już na stałe. Przestało być po prostu wielkim, miejskim molochem. Stało się miastem konkretnych ludzi – sąsiadów, przyjaciół, kolegów z pracy. Kioto, które mnie tak bardzo przytłoczyło za pierwszym razem, za każdym kolejnym zaskakiwało mnie jeszcze bardziej gęstością tkanki historycznej, przywiązaniem do tradycji – tyle że miałem już wtedy więcej wiedzy, dystansu i czasu, by przyjąć to ze spokojem.

Jakie miejsce najbardziej Pana zaskoczyło?

Było wiele takich miejsc. Ale jeśli mógłbym wymienić jedno, do którego mam duży sentyment, a które zwykle nie leży na trasie typowych wycieczek po Japonii, byłoby to Dewa Sanzan – trzy święte góry, do których do dziś pielgrzymują wyznawcy synkretycznych religii. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się opisać moją pielgrzymkę w tamte okolice.

Bardzo dużo uwagi zwraca Pan do poznawania kultury danego kraju poprzez spotkania i rozmowy z jego mieszkańcami. Czy rzeczywiście jest to dla Pana najważniejszy aspekt podróżowania?

Tak, spotkania są sensem wędrówki. Ale tak samo jest nim poznawanie samego siebie. Bo to właśnie w drodze mamy okazję się samemu sobie przyjrzeć, niczym w zwierciadle. Tym wyraźniej, im bardziej odległe są kultura i zwyczaje kraju, który odwiedzamy. Japonia doskonale się do tego nadaje! Jest tylko kilka warunków – trzeba mieć czas, wolną głowę i dobrą wolę, a nie tylko intensywny plan zwiedzania.

Na co powinny uważać osoby, które po raz pierwszy przyjeżdżają do tak odmiennego kraju?

Na dyktat pierwszego wrażenia. Ono często okazuje się złudne i nieprawdziwe. Obronić się przed nim to duża sztuka. Po prostu, by wyczuć nową rzeczywistość, potrzeba czasu.

W Japonii rozpoczął Pan współpracę z japońskimi gazetami. Czy może nam Pan opowiedzieć coś więcej na ten temat?

Był to jeden z tych szczęśliwych, zupełnie niespodziewanych zbiegów okoliczności. Redaktorkę z anglojęzycznego tygodnika należącego do jednej z japońskich największych gazet poznałem w... klubie tanecznym. Był to czas, gdy mój budżet niemal się wyczerpał i ostatnie pieniądze – za namową przyjaciela – w akcie desperacji wydałem na wizytę w tym przybytku. Okazało się, że jest ona zainteresowana tekstami o Polsce i Europie Środkowej, bo ta Zachodnia była już dla Japończyków znana. Nasza część kontynentu wtedy wciąż jeszcze była dla przeciętnego mieszkańca Wysp terytorium nieodkrytym. Pisałem więc najpierw o życiu w naszym kraju, o szkole, świętach, zmianach systemowych, o codzienności, zwyczajach, a potem coraz więcej o podróżach. Później współpracowałem również z gazetą "Hokkaido Shimbun", pisząc m.in. o relacjach polsko-ukraińskich, z magazynem "Gengō" – o... rycerzach. Japończycy są naprawdę ciekawi świata!

Przez ten czas współpracował Pan również z „Gazetą Polską w Japonii". Miał Pan kontakt z tamtejszą Polonią. Czy może Pan przybliżyć nieco jej działalność?

Polonia w Japonii jest – w porównaniu do tej z krajów europejskich czy USA – stosunkowo nieliczna, ale mimo to dużo się dzieje. Miałem okazję działać w kręgach polonijnych zarówno na Hokkaido, jak i w Tokio. Ciekawym wydarzeniem są polonijne spotkania okołobożonarodzeniowe w Ambasadzie RP w Tokio, gdzie pojawia się kilkaset osób i jest okazja, by spotkać znajomych, których w zapracowanym życiu codziennym nie mamy okazji zbyt często zobaczyć. Na Hokkaido bardzo miło wspominam obiady środowe w stołówce uniwersyteckiej oraz majówki. Współpraca z „Gazetą Polską w Japonii”, która z papierowej przekształciła się w magazyn on-line też była bardzo rozwijająca i twórcza. Poznałem wtedy bardzo wiele osób, które na Japonii zjadły zęby. Korzystając z okazji, chciałbym serdecznie pozdrowić wszystkich przyjaciół z Japonii! Z wieloma wciąż utrzymuję kontakt!

I wreszcie: niedawno wydał Pan książkę „Dzienniki japońskie. Zapiski z roku Królika i roku Konia”, gdzie przedstawione są Pana pierwsze kroki w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jakie to uczucie powrócić po latach do zapisków sprzed lat?

Z tych dwóch pierwszych pobytów w Japonii przywiozłem tak pozytywne wrażenia, że postanowiłem pojechać tam po raz trzeci i zostać na dłużej. Spędziłem w Japonii dziewięć lat. Gdyby nie te dwa wyjazdy opisane w książce, zapewne moje losy potoczyłyby się inaczej. A pisanie było z jednej strony dużym wyzwaniem, a z drugiej ciekawym doświadczeniem. Każdego dnia grzebałem w zakamarkach pamięci, nie będąc pewien, co z nich wyskoczy. Niektóre wspomnienia były bardzo żywe, a niektóre powracały dopiero w chwilach skupienia, zaskakując mnie samego. Czułem jak wracają emocje, które wtedy czułem – zupełnie jakbym jeszcze raz odbywał swą podróż. Zachęcam wszystkich do spisywania wspomnień!

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

podróżowanie   Tokio   turystyka   Kioto   Hokkaido   kultura  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy