Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Muzyka SCENA JEST WSZĘDZIE. WYSTĘPY THEKYOTO I SILVERONION W ŁODZI

Hidehiro Teraoka (koncert theKyoto); fot. „Japonia-Online”

13.12.2015 | 09:00
Autor: Beata Pytlarz

Określenie tego, co działo się 13 listopada w klubie Dom, mianem „koncert” byłoby zbytnim uproszczeniem. Kostiumy, taniec, niezwykła swoboda artystów znaczyły tyle samo, co dźwięk!

Kto jest kim?

theKyoto to zespół założony w 2012 roku przez basistę, DJ-a i wokalistę Hidehiro Teroakę. Grupę współtworzą gitarzyści – Katsutoshi Imai (pseud. vicky) i Junpei Okuyama (pseud. junny), perkusista Shigeomi Nishio (pseud. Dr.G) oraz tancerka Fumi Tsuesaki (FUMI). silveronion zaś powstał pod koniec lat dziewięćdziesiątych z inicjatywy Teroaki oraz vicky'ego; gościł już w Polsce, koncertując z formacją Kids Of Death. Listopadowe występy silveronlion w Warszawie i w Łodzi były niepowtarzalną okazją do posłuchania jego brzmienia, gdyż zespół formalnie zakończył już swoją działaność. Podczas tegorocznej wizyty w Polse silveronion zagrał w składzie: vicky, Teraoka i – w zastępstwie poprzedniego perkusisty – Dr.G. Przedstawiając japońskich gości, nie sposób nie wspomnieć o Toshikim Sakamoto (SAKAMOTO), który jako PA** (performance act) dbał o jakość dźwięku oraz koordynował pokaźną liczbę sampli i efektów. Jak powiedział dziennikowi „Japonia-Online”, pieczę nad nagłośnieniem theKyoto sprawuje prawie od roku i jest obecny na prawie wszystkich koncertach zespołu. 
Pomiędzy występami Japończyków zagrało toruńskie trio Jesień (Szymon Szwarc – wokal, gitara, Maciej Karmiński – perkusja, Michał Groszewski – bas)*.  

Tradycja i nowoczesność: historia prawdziwa 

Koncert oficjalnie rozpoczął się około godz. 21:00, ale awangardowe brzmienie theKyoto i silveronion można było usłyszeć dużo wcześniej, ponieważ próba miała charakter otwarty. Już wtedy uwagę zwracały docierajace z głośników dziwaczne stukoty, ciepłe dźwięki wibrafonu czy szeleszczące odgłosy przypominające przesypywanie kamieni, choć nie zabrakło też odrobiny klasyki – zbierająca się w klubie publiczność usłyszała też zaimprowizowany fragment „Ob-La-Di, Ob-La-Da” Beatlesów. Podczas gdy muzycy i SAKAMOTO dopinali na ostatni guzik sprawy związane z dźwiękiem, pod sceną trwała taneczna rozgrzewka FUMI Tsuesaki. Około 20:20 rozpoczęła się próba akustyczna zespołu Jesień.Od lewej: Hidehoro Teraoka i junny

Dr.G

junny

FUMI

vicky

SAKAMOTO

Występ theKyoto zaczął się niepozornie, lecz intrygująco. Na tle pełnego napięcia, szybkiego, motorycznego beatu muzycy przywitali fanów, krzycząc „We are theKyoto!”, „Dōzo yoroshiku!” oraz „Dziękuję!”. Wzrok przyciągały stroje perkusisty i FUMI: Dr.G pojawił się na scenie w yukacie i butach geta (jak powiedział „Japonii-Online” po koncercie – kocha Japonię i jej tradycję, z samurajami włącznie), a tancerka rozpoczęła występ w luźno założonym kimonie. Początkowo tańczyła między muzykami, ale już po chwili zeszła ze sceny... a kilka taktów później dołączyli do niej gitarzyści!

Przez cały występ theKyoto granica między sceną a przestrzenią dla publiczności w zasadzie nie istniała, co nie tylko fizycznie zmniejszało dystans między widzami a artystami, ale pozwalało także dokładnie śledzić emocje malujące się na twarzach tych ostatnich. Wyjątkiem był basista Teroaka, którego mimikę skrywała czerwona, dość przerażająca maska. Zapytany przez „Japonię-Online” o to, co miała symbolizować, wyjaśnił, że to po prostu artefakt, który pozostał po... Halloween.

Fumi sprawiała wrażenie, jakby przeżywała intensywnie każdy moment koncertu. Jej gesty – idealnie podążające za wyraźnym rytmem – czasem przypominające ruch teatralnej marionetki, miejscami oszczędne, innym razem znów zamaszyste sprawiały, że choreografia jako całość aż kipiała od emocji. Na jej twarzy bardzo często gościł szeroki uśmiech, przeplatany momentami zamyślenia czy zdziwienia. W promieniowaniu szczęściem nie ustępował jej junny, który po koncercie przyznał, że granie na gitarze – na scenie, ale i dla relaksu – sprawia mu zawsze ogromną radość. 

W miarę upływu czasu muzyka stawała się coraz bardziej energetyczna i transowa; nic więc dziwnego, że muzykom trudno było wytrwać w jednym miejscu. Nastrój udzielił się także perkusiście. Ponieważ nie mógł opuścić stanowiska... nieco je rozmontował, solidaryzując się tym samym z kolegami w niestandardowym podejściu do wyrażania scenicznych emocji. 

Podczas koncertu artyści nierzadko wchodzili ze sobą w muzyczny dialog. Dotyczyło to zwłaszcza gitarzystów, którzy często zwracali się ku sobie (w tym miejscu nie można nie wspomnieć synchronicznego, rozpoczynającego drugą piosenkę wyskoku na doprawdy imponującą wysokość w wykonaniu dwóch z nich).

FUMI, która sporą część występu spędziła poza sceną, nie zapominała o kolegach, towarzysząc im nieraz zarówno w charakterze tancerki, jak i jako wokalistka. Jej gibkość i elastyczność podkreśliła zmiana stroju – w drugim utworze po kimonie przyszedł czas na koszulkę z logo zespołu i sportowe spodenki, potem – na czarne i białe koronki, marynarkę i szpilki. Jak opowiedziała „Japonii-Online”, jej kondycja jest efektem codziennego treningu oraz wielu lat ćwiczeń. FUMI zaczęła tańczyć w wieku 15 lat; dziś jest absolwentką kierunku „Musical” (大阪芸術大学 – Osaka University of Arts). 

W trzeciej kompozycji powrócił, słyszalny już podczas próby, charakterystyczny stukot kołatki, ale piosenka ta była warta zapamiętania z uwagi na fakt, że scenę po raz pierwszy opuścił Teraoka. Utwór ten, choć nie tak szybki jak poprzednie, mógł miejscami przyprawić o zawrót głowy: głównie za sprawą niepokojących dźwięków budzących skojarzenia z „komputerowym errorem”, które wraz z gitarowo-elektronicznym łoskotem wzniecały niemałe muzyczne zamieszanie. Jak zdradził „Japonii-Online” Teroaka, sceniczne napięcie wzbudza w nim potrzebę zrelaksowania się poprzez... położenie się na podłodze. Tak też się stało i – choć pomysł ten może wydawać się zaskakujący – reakcja Teraoki świetnie się wpisała w odrealniony klimat występu.

Chwilę później za mikrofonami stali junny, Vicky i FUMI (co nie przeszkadzało jej w tańcu, nieco mniej wówczas ekspresyjnym). Mimo że nie wszyscy byli dobrze słyszalni, to powtarzane przez nich, niczym mantra, frazy, zapętlane, nakładające się na siebie, odbijające się dziwnym echem sprawiały wrażenie porywającego akustycznego, dezorientującego chaosu. I tym razem Teraoka znalazł się na podłodze. Naturalnie nie przerywając gry. Warto w tym miejscu dodać, że głosy artystów nie dominowały w żadnym momencie występu theKyoto; były uzupełnieniem, ważnym dodatkiem, ale nieraz trudno było ocenić, czy dochodzą zza mikrofonu, czy z samplera.   

Piąty, ostatni utwór rozpoczął się agresywnym, niemal trashowym intrem, okraszonym ekscytującym pochodem szybkich, elektronicznych dźwięków, stojącym w kontrze do osadzonego rytmu bębna. Przebijał się przez nie sygnał ambulansu, co dodatkowo podgrzewało atmosferę. junny sięgnął po czekający na swój moment megafon; przesterowany wokal, ociągający się beat, nieśpieszne, uporczywe gitarowe motywy, hipnotyczny taniec FUMI (to ze związanymi apaszką rękami, to owijającej się obi) tworzyły gęstą, hałaśliwą przestrzeń, w której łatwo było się zagubić. Jedynym drogowskazem wytyczającym szlak w tej muzycznej mgle było ostre „Hey!” wykrzykiwane raz po raz przez muzyków. Piosenkę zwieńczyła trwająca kilkanaście sekund jednostajna, świdrująca nuta (syrena? efekt gitarowy?)... Trudno było wrócić do rzeczywistości! 

Głośna polska Jesień

Po występie the Kyoto na scenie pojawiła się grupa Jesień. Muzycy podkreślili, że świetnie się czują, mogąc wystąpić w towarzystwie japońskich gości. Zespół dał około 50-minutowy koncert, podczas którego słuchacze poznali niejedno muzyczne oblocze tria. Obok piosenek mrocznych i ciężkich można było usłyszeć utwory punkowe i wykrzyczane, znalazło się miejsce i dla przeraźliwie smutnej ballady, i dla kompozycji undergroundowej, wręcz szemranej; w setliście melancholia przeplatała się z agresją, psychodela z tajemnicą, a długie frazy instrumentalne z fragmentami zdominowanymi przez wokal. Toruńscy muzycy, podobnie jak artyści z theKyoto, zdawali się porozumiewać bez słów. 

Jesień: od lewej: Maciej Karmiński, Szymon Szwarc 

Jesień: Maciej Karmiński

Jesień: Michał Groszewski

Punk rock disco!

Muzyczny wieczór w klubie Dom zakończył zespół silveronion. Około godziny 23:00 na scenie pojawili się ubrani w marynarki Teraoka (maskę zastąpił delikatny makijaż), vicky i Dr.G. Już w pierwszym utworze pojawiła się różnica w stosunku do stylu theKyoto – na pierwszy plan wysuwał się agresywny wokal Teraoki, a cały utwór, choć niepozbawiony elektronicznych smaczków, brzmiał po prostu punkrockowo – i to w konkretnej, ostrej odsłonie.

W kolejnej piosence, rozpoczętej podobnie jak w trakcie występu theKyoto od podskoku, gitarzyści byli w dalszym ciągu bezlitośni dla instrumentów, a Teraoka także dla swoich strun głosowych. Powtarzanej głównie przez basistę frazie „You wanna disco!”, okraszonej  doprawdy nieludzkim rykiem, towarzyszyły raz po raz dopowiedzi vicky'ego. Opętańczy nastrój udzielił się części kilkudziesięcioosobowej publiczności – niektórzy zaczęli skakać, porywając do wspólnego szaleństwa słuchającą występu kolegów FUMI. vicky eksplorował klub; po popisach na barze, przyszedł czas na granie na głośniku. Po koncercie przyznał wprawdzie, że takie zachowanie może i bywa niebezpieczne, ale podczas występów jest tak podekscytowany, że nie ma to dla niego znaczenia. 

Warto także nadmienić, że w trakcie drugiej piosenki vicky zmienił gitarę (w przysposobieniu nowego instrumentu pomógł mu stojący pod sceną junny). Jak wyjaśnił później, „w tej srebrnej był kłopot z dźwiękiem”. 

Następny utwór obfitował w zapętlone sample o dramatycznym, wywołującym ciarki na plecach brzmieniu, maniakalnym wokalu obu gitarzystów i dużą porcję przesterowanej elektroniki. Publiczność tańczyła, a uszczęśliwiony vicky, nie przerywając gry, pozował fotografom. Komputerowe efekty rozpoczęły także piosenkę czwartą, w której Teraoka, dla odmiany, zdawał się być momentami pogrążony we własnych myślach. 

Po tej piosence nastąpiła seria podziękowań skierowanych do słuchaczy, po czym muzykami zawładnęło regularne pogo. Gitarzyści, napędzani niewidzialną siłą, skakali po scenie jak piłki (vicky„zdobył” następny głośnik), a Teraoka kolejny raz upadł na podłogę. Piosenka ta okazała się być ostatnią zagraną przez silveronion. Muzycy zeszli ze sceny wśród oklasków i próśb o bis, który niestety nie nastąpił. Nie oznacza to jednak, że w klubie zapanowała cisza; już po chwili za konsoletą stanął DJ i rozpoczęła się impreza pt. „Movember After Party”. 

Po koncercie założyciel obu formacji Hidehiro Teraoka zdradził „Japonii-Online”, że muzyczne inspiracje czerpie z punk rocka i techno, wymienił także twórczość The Prodigy, Fatboy Slima i Nine Inch Nails. Efektem takich, a nie innych muzycznych zainteresowań, a także charyzmy (jego i towarzyszących mu artystów), swobody oraz łatwości w spontanicznym dzieleniu się emocjami jest potężna dawka świeżych, nieprawdopodobnych, trudnych do zaszufladkowania wrażeń i solidnie zakorzenionych wspomnień. Dzięki nim nie pozostaje nic innego, jak wypatrywać kolejnej wizyty theKyoto (a może i silveronion) w Polsce.
______________________________________
*Informacje o zespołach na podstawie wydarzenia na Facebooku
** 
PA to osoba pełniąca w zespole rolę akustyka i DJ-a, podczas występów zwykle znajduje się z tyłu sali 

Setlisty (za informacją zespołów):
theKyoto: „maicosan”, „dance”, „Hieizan”, „jisonshin”, „call”
Jesień: „Przestałem”, „Czarnoksiężnik w amoku”, „Hawaje”, „Postaw”, „Mistrzowie słowa”, „Bozia”, „Pokoik”, „Okresy”, „Czemu”
silveronion: „BAD SWEEP”, „DISCO BABY”, „TAXI”, „CONSIDER”, „COSMIC”  

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

koncert   muzyka   taniec  

NASZE ARTYKUŁY

Serce Kiusiu – Fukuoka

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy