Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura W ROLI KLARY – CLARA, CZYLI WYWIAD Z CLARĄ USHIZAKĄ, JAPOŃSKĄ BALETNICĄ Z OPERY KRAKOWSKIEJ

Clara Ushizaka w spektaklu „Dziadek do orzechów” / fot. Victor Korpusenko

12.08.2016 | 18:32
Autor: Klaudia Adamowicz

O edukacji baletowej, wizerunku i przyszłości baletu w Japonii, o ulubionych tancerzach oraz o pracy w Polsce opowiada odtwórczyni głównej roli w „Dziadku do orzechów”.

Skąd pomysł zostania baletnicą?

Rozpoczęłam naukę baletu w wieku 6 lat. W pobliżu miejsca, w którym pracował mój tata, było studio baletowe. Kompletnie nie znałam wtedy baletu, może widziałam wcześniej jakieś przedstawienie, ale nic z tego nie pamiętałam. Mimo to pomyślałam, czemu by nie spróbować.

Czyli nieprzerwanie od 6 roku życia aż do teraz ćwiczyłaś balet?

Pomiędzy 6 klasą podstawówki a początkiem gimnazjum miałam przerwę. Potem jednak wystąpiłam w konkursie, było to wspaniałe przeżycie i pomyślałam, że chciałabym powrócić do ćwiczeń. W gimnazjum, a potem w liceum miałam jeszcze więcej zapału, brałam udział w konkursach. W końcu wyjechałam za granicę.

Czyli nie chodziłaś do szkoły baletowej?

W Japonii nie ma szkół baletowych, można raczej mówić o studiach baletowych. Każdy może je otworzyć, każdy może nauczać. Edukacja jest zupełnie inna niż w Europie, nie ma szkół państwowych.

A jak z edukacją na zaawansowanym poziomie?

Istnieją studia baletowe przy zespołach baletowych i one oferują zajęcia na każdym poziomie. Dają też możliwość występów.

A po wyjeździe za granicę dołączyłaś do zespołu baletowego?

Tak. Tutaj [w Krakowie – przyp.red.]. 

Od razu?

Tak, to mój pierwszy zespół. Najpierw przez rok uczęszczałam do szkoły baletowej w Houston, następnie kolejny rok w Monachium. W końcu po audycji [przesłuchaniu – przyp.red] zaczęłam pracować w Operze Krakowskiej.

Skąd pomysł, aby wybrać właśnie Kraków? Czemu nie inne miasto?

Świat baletu jest niezwykle surowy. Wysyłałam maile ze zdjęciem, historią kariery, wideo do różnych miejsc z zapytaniem o audycję. Początkowo nie przychodziły żadne odpowiedzi. W końcu odezwali się z dwóch zespołów: z Ameryki i z Krakowa. Kiedy udało mi się dostać do Krakowa, bardzo się cieszyłam, w końcu mogłam podjąć pracę.

W Operze Krakowskiej jest więcej japońskich tancerzy.

W tej chwili trójka. To stosunkowo mało. W Polskim Balecie Narodowym w Warszawie jest 6 czy 7, w Poznaniu koło 4, we Wrocławiu 6, w Łodzi chyba 10. Gdziekolwiek by na świecie nie szukać, można znaleźć wielu zdolnych japońskich tancerzy.

Dlaczego decydują się na pracę za granicą?

Nie mogą znaleźć zatrudnienia u siebie. W Japonii są zespoły baletowe, jednak nie zarabiają pieniędzy i tancerze w większości pracują na życie w inny sposób. Niezwykle trudno żyć w Japonii wyłącznie z baletu…

Kiedy oglądałam w Nowym Teatrze Narodowym w Tokio „Kopciuszka”, byłam przekonana, że w Japonii jest dużo pieniędzy na balet. Te wszystkie wystawne stroje i dekoracje…

Nowy Teatr Narodowy jest nieco wyjątkowy, bo należy do państwa. Ma najwięcej pieniędzy. Oprócz tego ma własny teatr. Spośród wszystkich zespołów baletowych w Japonii chyba tylko on może się poszczycić własnym teatrem.

Naprawdę? Pomimo tego, że sam balet jest w Japonii tak popularny?

Oglądanie przedstawień baletowych nie cieszy się popularnością. Ceny są wysokie, a oprócz tego balet jest postrzegany jako rozrywka dla bogatych. Dlatego też zwykli ludzie prawie w ogóle nie przychodzą do teatru. Mimo to wiele osób chce uczyć się baletu, stąd tak liczne studia tańca.

Czyli od oglądania ludzie wolą samodzielną naukę.

Często zdarza się, że rodzice zapisują dzieci. Nie chodzi nawet o sam taniec, ale o piękną postawę. Wielu dorosłych z tego samego powodu uczęszcza na zajęcia. W moim studiu baletowym również były zajęcia dla dorosłych.

W Europie szkoły baletowe dla dorosłych, jakkolwiek istnieją, nie są jeszcze tak popularne.

W Japonii ćwiczy się balet dla zdrowia. Traktuje się go podobnie do siłowni, jogi czy fitnessu. Niektórzy nie mieli też w dzieciństwie pieniędzy czy też czasu na zajęcia. Przypomniało mi się, że w moim studiu baletowym matka i córka razem uczyły się baletu (śmiech).

A jaka metoda nauki baletu jest najbardziej popularna? Francuska, rosyjska?

To już zależy od studia i od danego nauczyciela.

Rosjanie przyczynili się do rozpowszechnienia baletu w Japonii, więc myślałam, że przyjęła się również ich szkoła.

Niekoniecznie. Jednak występy Rosjan były i nadal są niezwykle popularne. Byłam kilka razy na przedstawieniach Teatru Maryjskiego, kiedy przyjeżdzali z występami do Sendai. Mówiąc szczerze, w Japonii występy zachodnich tancerzy cieszą się znacznie większą popularnością od występów Japończyków. Ciągle istnieje silne przeświadczenie, że balet to coś z zagranicy. Sądzi się, że Europejczycy mają lepszy styl, balet bardziej do nich pasuje. Ludzie chętniej ich oglądają.

I nic się to spojrzenie nie zmienia?

Być może nieco się zmieniło. Coraz więcej dzieci uczy się baletu, balet staje się bliższy. Konkursy są również coraz bardziej japońskie w swoim charakterze. Na początku punkty i rywalizacja nie były takie ważne, w końcu balet ma być sztuką. Jednak Japończycy starają się coraz bardziej. W artykule, który czytałam, było napisane, że w Japonii jest rocznie ponad 100 konkursów baletowych. Myślę jednak, że jest ich znacznie więcej. Zaczyna to bardziej przypominać sport niż sztukę. No, ale Japończycy tacy już są. Lubią dawać z siebie wszystko.

I mimo to nie ma popularnych japońskich tancerzy?

Niektórzy są bardzo popularni, np. Yoshida Miyako czy Kumakawa Tetsuya. Kiedy jest ich występ, przychodzi bardzo dużo ludzi. Są to jednak wyjątki, normalnie japońskie zespoły baletowe nie są znane. Dla przykładu moja koleżanka ze studia dostała się do zespołu w Japonii, jednak oprócz tańca musiała… sama sprzedawać bilety na przedstawienia. Poza tym, jak już mówiłam, balet ma silny wizerunek rozrywki dla bogatych. I w sumie nie jest to kłamstwem. Sama nauka pociąga za sobą wydatki. Lekcje, pointy, trykoty, wszystko to jest drogie.

I nie ma żadnych stypendiów.

Nie ma, nie ma. To nie państwowa szkoła. Występy w konkursach również pociągają kolejne wydatki. Jedno przedstawienie może nawet kosztować 50 000 jenów (ok. 1872 zł*).

Mimo to tyle osób chce się go uczyć. Widać, że balet cieszy się popularnością w shōjo mangach. Czy może to mieć jakiś związek?

Z pewnością ma. W moim jednak przypadku nie było to powiązane.

Czyli ucząc się baletu, nie myślałaś o byciu księżniczką?

Pierwszy raz, gdy tańczyłam w konkursie, byłam księżniczką Aurorą (śmiech). Ciągle wychodzą baletowe mangi. Popularnym motywem jest udział w konkursach. Balet w Japonii to chyba jednak rzeczywiście przede wszystkim konkursy (śmiech). Kiedy wychodzi jakaś manga o balecie, to wzrasta również ogólne zainteresowanie, poza tym ludzie dzięki temu lepiej rozumieją cały baletowy świat.

Ale rzeczywistość i marzenia mogą się różnić…

Istnieją różne mangi. Historia, którą ostatnio czytałam, była bardzo realistyczna. Mam na myśli „Maihime Terepsikola”. To historia dwóch sióstr. Starsza z nich rani się w nogę, nie może już więcej tańczyć i decyduje się popełnić samobójstwo. To nawet zbyt realistyczne… I zdecydowanie różni się od wczesnych mang i obrazu bajkowych księżniczek.

Jeśli odejdziemy od obrazu bajkowych, zachodnich księżniczek, to czy jest szansa na popularność baletu z jakimiś motywami tradycyjnymi?

Można czasem spotkać coś takiego. Połączenie baletu, kimon, tradycyjnych opowieści. To w sumie bardzo ciekawe, jednak jakkolwiek by na to nie patrzeć, kiedy myśli się o balecie, to do głowy przychodzi „Jezioro łabędzie”, „Śpiąca królewna”, „Dziadek do orzechów”. Dlatego też w Japonii taniec współczesny również nie jest szczególnie znany ani popularny.

Czyli połączenie baletu z tradycyjnymi sztukami nie ma szans na rozwój? Np. balet i teatr no?

W Houston widziałam Hanę Sakai tańczącą balet do muzyki wadaiko. Najpierw sama nie byłam pewna, co o tym sądzić, jednak efekt okazał się oszałamiający. Naprawdę zaskoczyła mnie siła wyrazu przedstawienia, do którego muzycznym podkładem było tylko wadaiko. Sądzę, że jednak ma to jakiś potencjał.

Balet może przyjmować różne formy. A jaki jest Twój obraz baletu?

Nie myślę już teraz o księżniczkach. Oczywiście lubię barwne i bajkowe przedstawienia jak „Romeo i Julia”. Lubię również „Giselle”, w konkursach dużo razy tańczyłam tę sztukę. To nie jest opowieść o księżniczce, ale o dziewczynie ze wsi, potem zresztą zamienia się w ducha (śmiech). Dla mnie balet to przede wszystkim historia, w oparciu o którą trzeba wejść w określoną rolę. Czasem, jak w przypadku choreografii Balanchine’a, nie ma historii, wtedy trzeba wyrazić ciałem samą muzykę. Historia, wejście w rolę i taniec, tym dla mnie jest balet.

A jakie jest Twoje ulubione przedstawienie? „Romeo i Julia”?

Dokładnie. Choć widziałam je tylko na wideo. Uwielbiam historie o miłości, oprócz tego istnieje tak wiele wersji tego baletu. Moja ulubiona to wersja Kennetha MacMillana.

A masz jakichś ulubionych tancerzy baletowych?

Uwielbiam włoską tancerkę Alessandrę Ferri. Teraz ma ponad 50 lat, ale nadal wspaniale tańczy. W jej przypadku nie chodzi tylko o samą technikę, lecz również o talent aktorski. Naprawdę wspaniale odgrywa wszystkie swoje postaci. Lubię również Yoshidę Miyako, Sylvię Guillem. Jest ich zbyt dużo, by wszystkich wymieniać.

Które przedstawienia z Opery Krakowskiej lubisz najbardziej?

„Dziadka do orzechów”. To właściwie jedyny klasyczny balet, cała reszta to modern dance. Wolę klasyczny balet, jednak moje studio nauczało również contemporary dance, więc nie mam z nim problemu. Lubię również „Kopciuszka”, jego komediową atmosferę. Ogólnie mało jest baletowych przedstawień w Krakowie… Jest jeszcze „Orfeusz i Eurydyka” – połączenie baletu i opery z piękną muzyką. Dużo występuję również w operach, np. „Madama Butterfly”.

Skoro w Krakowie jest mało przedstawień baletowych, to myślałaś może o pracy w innej operze?

Myślałam, jednak w Krakowie mogę występować zarówno w baletach, jak i w operach, a ja uwielbiam połączenie śpiewu z tańcem na scenie. Jak w musicalach czy Takarazuce, więc sprawia mi to naprawdę wielką przyjemność.

Lubisz Takarazukę?

Polubiłam w gimnazjum. Mój tata pracował jako nauczyciel w żeńskiej szkole w Fukushimie i jedna z jego byłych uczennic została top star musumeyaku w Takarazuce w trupie yukigumi. Nazywała się Shirahane Yuri. Miałam okazję zobaczyć jej ostatnie przedstawienie, to był mój pierwszy kontakt z Takarazuką, która zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Próbowałam się nawet do niej dostać, jednak się nie udało. Potem brałam lekcje śpiewu, jednak z czasem zrozumiałam, że to balet jest tym, co wolałabym robić. Miałam również wziąć udział w amerykańskim konkursie baletowym Youth America Grand Prix. Przeszłam kwalifikacje krajowe i miałam jechać na finał do Nowego Jorku. Moja nauczycielka baletu powiedziała, abym porzuciła ostatecznie marzenia o Takarazuce. Może czasem trochę żałuję.

No, ale Twoje imię jest idealne właśnie dla baleriny. Klara z „Dziadka do orzechów”.

Dużo osób mi to to mówi (śmiech). Ludzie często mnie pytają, czy rodzice lubili balet i dlatego tak mnie nazwali. Prawda jest taka, że moja rodzina to katolicy i dlatego zarówno ja, jak i moje rodzeństwo mamy europejskie imiona.

Jak się je zapisuje? W katakanie?

W kanji. Miałam dwie inne koleżanki Clary, jednak tylko moje imię zapisywało się w kanji. Reszta w hiraganie.

Katolicy w Japonii to rzadkość.

Tylko 0,3%. Z protestantami 1%. Mizuki, solistka z Opery Krakowskiej, również jest katoliczką. To było niesamowite, kiedy przyjechałam do Krakowa i okazało się, że jest tu inna Japonka katoliczka, podczas gdy w Japonii nie znałam żadnych innych katolików ćwiczących balet.

Na koniec zapytam jeszcze tylko o to, jak widzisz przyszłość baletu w Japonii?

Wielu wybitnych japońskich tancerzy tańczy za granicą, gdyby tylko wrócili do kraju… Wspaniały jest np. Kumakawa Tetsuya. Gdyby tylko pojawiło się więcej takich osób, nie tylko dobrych w tańcu, lecz również w zarządzaniu, gdyby założyli własne zespoły, to może i w Japonii balet stałby się bardziej popularny. W Europie balet ma bardziej wizerunek sztuki, w Japonii to coś barwnego, kawaii, balet ma w sobie duży potencjał.

_________________

Tłumaczenie i edycja: Klaudia Adamowicz

Czytelników zainteresowanych tematem baletu zachęcamy do lektury artykułu Klaudii Adamowicz pt. En pointe przez historię baletu w Japonii.

_________________

Wyliczono na podstawie kursu średniego walut NBP z dnia 12.08.2016 r.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

teatr   taniec  

NASZE ARTYKUŁY

Czy Japonia lubi drony?

Wokół dworca Shinjuku

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

KONKURS

Konkurs

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy