Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura POLONEZ PO JAPOŃSKU. WYWIAD Z PRZEDSTAWICIELAMI ZESPOŁU PIEŚNI I TAŃCA SGH

Fot. Zespół Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

06.11.2016 | 17:04
Autor: Krystian Karolak

O polonezie, polskiej i japońskiej kulturze ludowej oraz planach na przyszłość rozmawialiśmy z przedstawicielami Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej.

W sierpniu tego roku na łamach dziennika „Japonia-Online” opisywaliśmy udział polskich tancerzy w obchodach 60-lecia Japońskiej Federacji Folklorystycznej, a także o polonezie zatańczonym podczas tego jubileuszu, w którym wzięło udział 2,5 tys. osób – tancerzy polskich i japońskich. Przedstawicieli Zespołu Pieśni i Tańska Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie zapytaliśmy m.in. o wrażenia z pobytu w Kraju Kwitnącej Wiśni oraz o to, jak wyglądały przygotowania do tego niezwykłego tańca, który zaprezentowano w Japonii.

Nie tak dawno Zespół Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej miał okazję odwiedzić Japonię, by wziąć udział w obchodach 60-lecia Japońskiej Federacji Folklorystycznej. Jak doszło do nawiązania współpracy i co najbardziej zainteresowało Japończyków w Polsce?

Gabriela Sidz: Japońska Federacja Folklorystyczna już od dawna interesowała się polską kulturą i tańcami narodowymi, a jej członkowie wielokrotnie przyjeżdżali do Polski. Z kolei nasz choreograf, ze względu na to, że wychował się w Japonii, został zaproszony, aby uczyć Japończyków polskich tańców. Ścisła współpraca naszego Zespołu z Japońską Federacją rozpoczęła się w lipcu ubiegłego roku, kiedy mieliśmy okazję poprowadzić warsztaty dla Japończyków oraz zaprezentować nasz koncert. Członkowie Federacji zwiedzali wtedy nasz kraj, a także oglądali występy różnych zespołów, aby zapoznać się z naszą kulturą ludową. Jak się później okazało, warsztaty i koncert tak spodobały się Japończykom, że zaprosili nas do uświetnienia obchodów 60-lecia Japońskiej Federacji Folklorystycznej i w ramach tego wydarzenia zaprezentowania koncertów podczas tournée po Kraju Kwitnącej Wiśni.

Odniosłam wrażenie, że Japończycy mają podobną wrażliwość do Polaków – niesamowicie podoba im się nasza muzyka, a szczególnie utwory Chopina. Reagowali bardzo dynamicznie na żywiołowe polskie tańce ludowe i zachwycali się naszymi wielobarwnymi strojami. Jeden z przedstawicieli Japońskiej Federacji Folklorystycznej podczas spotkania opowiedział nam wzruszającą historię o tym, że odwiedzał on Polskę jeszcze w czasach PRL-u, następnie w pierwszych latach po odzyskaniu wolności, a także teraz i obserwował, jak nasz kraj się zmieniał, Polacy zaś byli dla niego zawsze tak samo życzliwi.

Z archiwum Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej

Spędziliście Państwo kilkanaście dni w podróży po Japonii. Do jakich miejsc konkretnie zawitał Zespół i jak został przyjęty przez gospodarzy?

G. Sidz: W Japonii zostaliśmy przyjęci jak gwiazdy wielkiego formatu. Nikt z nas przed tym wyjazdem nie chciał wierzyć naszemu choreografowi, że w tak odległej Japonii polskie tańce mogą być aż tak popularne. Tymczasem czekało nas rozdawanie autografów, pozowanie do zdjęć, burze oklasków i bisy po koncertach. Zachwyciła nas też gościnność i życzliwość Japończyków, którzy dbali o nas na każdym etapie podróży. Podczas tournée wzdłuż wschodniego wybrzeża Kraju Kwitnącej Wiśni odwiedziliśmy Kioto, Kobe, Tokio, Tachikawę, Mito oraz Sendai. Nie tylko koncertowaliśmy, ale mieliśmy też okazję zwiedzić najpiękniejsze miejsca na trasie naszej podróży, np. świątynię Tōdaiji w Narze czy świątynię poświęconą bóstwu Inari pod Kioto. W Tokio oczywiście nie zabrakło wyprawy na słynne skrzyżowanie w Shibui.

Czy podczas pobytu w Japonii nadarzyła się okazja do nauki tradycyjnych japońskich tańców ludowych? Jeśli tak, jak przebiegał ich trening i ile w przybliżeniu trwał?

G. Sidz: Takich okazji mieliśmy nawet kilka. Podczas każdego wieczoru integracyjnego z Japończykami w każdym mieście mieliśmy okazję poznać tradycyjne tańce japońskie. Najbardziej zapamiętamy chyba taniec z wachlarzami wokół stołów podczas kolacji w Kioto, gdyż był on tak odmienny od tego, co tańczymy na co dzień. W Sendai zaś zostaliśmy przebrani w yukaty i wraz z Japończykami zatańczyliśmy ich taniec, którego wcześniej nas nauczyli. Niektórzy z naszych tancerzy zostali prawie mistrzami w tańcach japońskich i byli bardzo chwaleni przez członków Federacji oraz zapraszani do wspólnego tańca.

Z archiwum Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej

Choreografia jest jednym z istotnych elementów każdego z tańców, które wymagają od tancerzy bardzo dobrego zgrania się z pozostałymi osobami i zaznajomienia się z utworem. Proszę powiedzieć, jak wyglądały warsztaty poloneza z Japończykami? Czy pojawiły się elementy dla nich wyjątkowo skomplikowane?

Jan Makólski-Toho: Od kilku lat jeżdżę do Japonii, prowadzę tam naukę polskich tańców. Podczas warsztatów uczyłem właśnie tego poloneza, który później Japończycy, korzystając np. z nagrań z warsztatów, sami ćwiczyli. Nie mogłem dotrzeć do 2500 osób, które docelowo tańczyły poloneza, dlatego miałem także zajęcia z prowadzącymi, którzy następnie przekazywali w całej Japonii to, czego się nauczyli i zaznajamiali z polonezem kolejne osoby, aby wykonanie poloneza na tyle osób z różnych regionów było możliwe. Kroki i figury poloneza nie są aż tak skomplikowane, więc nie było to problemem. Jedynie wydawało im się, że jest to skomplikowany taniec ze względu na jego długość.

Gdyby można było porównać taniec ludowy z Polski i Japonii, który wydał się Panu bardziej zróżnicowany i dlaczego?

J. Toho: Wydaje mi się, że polski taniec ludowy jest bardziej zróżnicowany, ale nie tylko w porównaniu z tańcami japońskimi. Uważam, że polski taniec ludowy jest jednym z najbardziej zróżnicowanych tańców świata. Już same nasze tańce narodowe są bardzo zróżnicowane, a do tego dochodzą przecież bardzo rozmaite i ciekawe tańce regionalne.

Z archiwum Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej

Jak Japończycy postrzegają naszą kulturę ludową?

J. Toho: Większość uczestników moich zajęć, warsztatów zna różne tańce świata, których mają okazję się uczyć, ale cały czas podkreślają, że lubią polskie tańce ze względu na piękną muzykę. Okazuje się, że Japończycy polubili nie tylko muzykę Chopina, ale lubią również polską muzykę ludową. Widocznie coś mamy wspólnego w głębi duszy.

G. Sidz: Ja za to czułam, że oni są po prostu zakochani w polskiej kulturze ludowej. Noszą nasze polskie stroje, znają melodie, kroki tańców, a niektórzy nawet uczą się polskiego! Rozmawialiśmy z Japończykami, dla których polska kulturą stała się prawdziwą pasją – wiedzą mnóstwo o naszym kraju, odwiedzają go co roku. To, ile serca i wysiłku wkładają w naukę polskich tańców, budzi podziw. Razem ze znajomymi z Zespołu porównywaliśmy to do zainteresowania w Polsce tańcami towarzyskimi albo salsą, które pojawiło się poprzez różne programy telewizyjne. Mniej więcej takich wymiarów jest to zainteresowanie polskimi tańcami ludowymi w Japonii. Spotkaliśmy Japończyków, którzy jeździli za nami przez Japonię, aby obejrzeć nasze koncerty, a na większość z nich zabrakło dla wszystkich chętnych biletów i miejsc w teatrach.

W przypadku niemal każdego tańca narodowego poza układem choreograficznym konieczne jest przywdzianie odpowiedniego ubioru. W jaki sposób Japończycy zorganizowali strój do poloneza i czy były z tym związane jakieś problemy?

J.Toho: Nie znam wszystkich uczestników ani szczegółów, a Japończycy te stroje w dużej mierze uszyli sami według wzorów np. z Internetu lub kupili podczas pobytu w Polsce. Jednak zazwyczaj przy gromadzeniu strojów do układu występują problemy (nawet w Polsce są duże problemy przy kompletowaniu strojów ze względu np. na brak materiałów do szycia strojów). W tym przypadku każda grupa mogła tańczyć w strojach, w jakich chciała, więc o tyle, przypuszczam, było to łatwiejsze niż ubranie 2500 osób w identyczne stroje, stąd ta różnorodność podczas występu.

Jest Pan od wielu lat związany z tańcem i nauczaniem. Czy zechciałby się Pan podzielić ciekawymi anegdotami dotyczącymi nauki tańca Polaków i Japończyków?

J. Toho: Kiedy pierwszy raz pojechałem uczyć tańca do Japonii, byłem już po kilku latach prowadzenia zajęć w Szkole Głównej Handlowej. Na pierwszych zajęciach z Japończykami było ok. 80 osób (to tyle, ile mniej więcej liczy cały nasz Zespół SGH). Przez całe zajęcia wykonywali to, co mówiłem i pokazywałem, ale było tak cicho, że aż pomyślałem, że chyba te zajęcia im się nie podobają. Po zajęciach dowiedziałem się, że byłem w błędzie, gdyż dopiero wtedy zasypali mnie pytaniami i zachwytami, że tak im się to wszystko podobało. W Polsce natomiast często w trakcie zajęć jest bardzo wesoło i bardzo dobrze, bo w sumie o to też chodzi w tańcu. Jednak wtedy trudniej o koncentrację na technicznych aspektach tańca i moich uwagach. Myślę, że taki złoty środek by się przydał i dla Polaków, i Japończyków, więc powoli do tego dążymy.

Z archiwum Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej

Każda podróż prędzej czy później dobiega końca, ale pewne wrażenia w szczególny sposób pozostają w pamięci. Co zapamiętają z tej wizyty tancerze z Zespołu Pieśni i Tańca SGH?

G. Sidz: Do końca życia pozostaną już w mojej pamięci niesamowite wrażenia z koncertów. A szczególnie jeden moment: światło na scenie jest przygaszone, kilka tancerek, w tym ja, wychodzi w góralskich strojach i zaczynamy śpiewać polskie pieśni. Po tym krótkim repertuarze stajemy bliżej mikrofonów i wybrzmiewają pierwsze dźwięki japońskiej piosenki „Akatombo” (tradycyjna i bardzo znana piosenka japońska). Była to specjalna niespodzianka przygotowana od nas dla japońskiej widowni. Na początku widzimy zdezorientowanie na twarzach widzów, lecz po chwili, gdy słyszą pierwsze słowa piosenki, śpiewane przez nas po japońsku, na sali zrywają się gromkie brawa, a cała publiczność zaczyna śpiewać z nami. Ta historia powtarzała się podczas każdego z koncertów.

Niesamowity był też moment, kiedy w Tachikawie wręczano nagrodę i podziękowania dla naszego choreografa, a cała widownia wstała i zaśpiewała dla niego i dla nas „Sto lat” po japońsku. Po koncertach zaś Japończycy podchodzili do nas wzruszeni i dziękowali nam za koncert, gestami pokazując, że podczas niego wręcz płakali.

Nasi tancerze zapamiętają też na pewno wszystkie wieczory integracyjne i przygotowane przez Japończyków atrakcje, konkursy, wspólną zabawę i tańce. Japonia zrobiła na nas ogromne wrażenie – to kraj o innej mentalności, kulturze i futurystycznych miastach. Początkowo trudno nam było przyzwyczaić się do lewostronnego ruchu, automatów w restauracjach czy zwyczaju kłaniania się. Z czasem weszło to nam w krew, a podróże, szczególnie takie z Zespołem, gdzie można poznać świat od mniej turystycznej strony – kształcą i uczą życia.

Jakie są Państwa plany na przyszłość związane z Japonią?

Już wiemy, że w przyszłym roku to nas odwiedzi grupa Japończyków i będziemy mieli wspólne warsztaty taneczne i wieczór integracyjny. Nasz Zespół bardzo spodobał się japońskiej publiczności, a koncerty w Japonii były bardzo udane, więc myślę, że to nie był ostatni wyjazd naszego Zespołu do Japonii, a tyko początek udanej współpracy z miłośnikami polskiego tańca w Japonii.

Bardzo dziękuję Państwu za rozmowę i w imieniu dziennika „Japonia-Online” życzę dalszych sukcesów oraz ponownego odwiedzenia Japonii.

***

Źródło: oficjalna strona Zespołu Pieśni i Tańca SGH w Warszawie

Jan Tatsuhiko Makólski-Toho – choreograf i instruktor Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Większość swojego życia spędził w Japonii i paradoksalnie to właśnie tam zrodziła się jego fascynacja polską kulturą ludową. Po przyjeździe do Polski na studia zaczął tańczyć w Zespole Pieśni i Tańca Politechniki Warszawskiej oraz Zespole „Wisła”, z którego wywodzi się ZPiT SGH. Ukończył Instruktorski Kurs Kwalifikacyjny, a w 2002 roku został chórzystą i tancerzem Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Nadal bardzo często odwiedza Japonię, aby uczyć tam polskich tańców ludowych.

Z archiwum Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej

Gabriela Sidz – tancerka Zespołu Pieśni i Tańca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Z tańcem ludowym związana od 9 lat, karierę taneczną rozpoczynała w Zespole Pieśni i Tańca Białostocczyzny „Kurpie Zielone”. Mówi, że folklor od dziecka miała we krwi, gdyż jej rodzice także byli tancerzami ludowymi i poznali się w zespole. Na co dzień łączy pasję ze studiami i pracą. Uwielbia podróżować z Zespołem i poznawać świat od mniej turystycznej strony. Tournée po Japonii było spełnieniem jej marzeń z dzieciństwa, kiedy to oglądając anime „Dragon Ball”, postanowiła kiedyś odwiedzić ojczyznę Son Gokū. 

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

Polska-Japonia   taniec  

NASZE ARTYKUŁY

Rāmen z Hokkaido i Honsiu

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy