Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura ROJENIA JAKIEGOŚ TAM PISARZA. RECENZJA KSIĄŻKI „POCHWAŁA CIENIA” JUN’ICHIRŌ TANIZAKIEGO

Okładka książki; źródło: futu.pl

14.01.2017 | 16:06
Autor: Martyna Wyleciał

Jun’ichirō Tanizaki, niczym wprawny erudyta, snuje swoją opowieść o cieniu przez wieki kształtującym japońską wrażliwość, o którym powoli się zapomina w pędzie ku nowoczesności.

Wydawnictwo Karakter podjęło się zadania, zdawałoby się, nieco karkołomnego. Bo jak tu wydać liczący zaledwie kilkadziesiąt stron esej o estetyce japońskiej sprzed ponad osiemdziesięciu lat i zainteresować nim współczesnego czytelnika? Widać przepis na to jest bardzo prosty: włożyć dużo serca w powstanie książki.

„Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizakiego ukazała się 5 października 2016 roku nakładem wspomnianego wydawnictwa. To niewielka książeczka w kolorze brudnego różu z kaligrafią autorstwa Masakazu Miyanagi na okładce przedstawiającą tytuł zapisany znakami kanji. Pierwotnie esej ukazał się w Japonii w 1933 roku, do tej pory, jak informuje nota z tyłu książki, był

tłumaczony na wiele języków, studiowany na wydziałach architektury i historii sztuki na całym świecie.

Co takiego jest w tym dziele, że stało się tak sławne? Jun’ichiro Tanizaki (1886–1965) to jeden z uznanych japońskich pisarzy. Jest autorem takich powieści jak „Niektórzy wolą pokrzywy” (Tade kū mushi) czy „Dziennik szalonego starca” (Fūten rōjin nikki), znany jest także z tego, że przełożył na współczesny japoński wybitne dzieło japońskiej literatury: „Opowieści o księciu Genjim” (Genji monogatari). Tanizaki żył w okresie wielkich modernizacji, kiedy to zamknięta do tej pory Japonia otworzyła się na świat i zaczęła przechodzić głębokie transformacje społeczne, polityczne i kulturowe. Pisarz był ich świadkiem i wielokrotnie zabierał głos na temat zachodzących zmian, czy to bezpośrednio, czy też poruszając tę problematykę w swoich powieściach. 

„Pochwała cienia” to znaczący głos w tej dyspucie. Tanizaki bowiem w swoim krótkim eseju przekazuje refleksje nie tylko na temat tego, co Japonia przyjęła od Zachodu, ale i tego, co rodzime i naturalne dla Japończyków, podkreślając zarazem wagę tego drugiego. Przez wszystko przebija się pewna melancholia. Szybkie tempo zmian sprawiło, że autor – niemłody w chwili pisania tekstu – zaczął tęsknić za tym, co tradycyjnie japońskie. Swoim esejem postanowił więc niejako zaapelować do Japończyków, by w pędzie ku nowoczesności nie zapomnieli o tym, co stanowi sedno ich kultury.

Tym, co według Tanizakiego stanowi sedno japońskiej kultury, jest cień, którym przez wieki przesiąknęli Japończycy – ich domostwa, ubrania czy oni sami. Głęboka estetyzacja życia codziennego to coś, co leży w naturze Japończyków, a autor zdaje się to świetnie rozumieć, tym bardziej, że dla niego od czasów, gdy żyło się bez jakichkolwiek wpływów z Zachodu, minęły zaledwie dekady, mimo że czytelnika dzieli od tego okresu ponad sto lat.

Według autora Japończycy od zawsze żyli w cieniu. Ich domostwa miały dachy z dużymi okapami, werandy dodatkowo utrudniały słońcu dotarcie do pomieszczeń. Wyobraźnię Japończyków „zawsze pobudzał gęsty mrok”. Natura mieszkańców Japonii sprawiła, że łatwiej się godzili z zastaną rzeczywistością. Gdy więc przyszło im żyć w mroku, zamiast – jak człowiek Zachodu – starać się „usunąć najmniejszy nawet cień”, przyzwyczaili się do niego i dostosowali się tak, by możliwie jak najlepiej wykorzystać walory takiego życia.

[…] my lubujemy się w odcieniach i kombinacjach cienia, oni wolą barwy wchodzące w skład światła widzialnego. W wyrobach ze srebra lub miedzi my cenimy sobie pokrywające je śniedź i patynę, oni polerują zastawę, uważając wszelki nalot za brudny i niehigieniczny. Aby zredukować do minimum cień w swoich mieszkaniach malują sufity i ściany na jasne kolory. Kiedy my zakładamy ogrody, wypełniamy je gęstą roślinnością, oni – rozległymi, płaskimi trawnikami.

Według Tanizakiego tylko Japończycy rozumieją prawdziwą naturę cienia. Nauczyli się dostrzegać w nim piękno i wykorzystywać go tak, by jeszcze podkreślać ciemność – na przykład japońskie parawany pokryte laką i płatkami złota najpiękniej prezentują się w zacienionych, tradycyjnych pomieszczeniach.

Tendencja do nadmiernego oświetlania pokoi, domów i miast, którą przejęła modernizująca się Japonia, kłóci się z wielowiekową tradycją. Tanizaki niejednokrotnie porównuje Japończyków z ludźmi Zachodu, ale robi to w sposób subtelny. Autor wypowiada się w bardzo neutralnym tonie, bez nadmiernej krytyki. Zawsze stara się znaleźć argumenty za i przeciw, choć wie, że

nie ma oczywiście mowy, byśmy mieli zawrócić z miejsca, do którego dotarliśmy, i zaczynali wszystko od nowa.

Można poczuć, że zachodni sposób życia mu nie odpowiada, a jednak dostrzega jego walory. Nawołuje do umiaru i przewiduje, że dalszy rozwój cywilizacyjny będzie nie tylko zmorą dla starszych ludzi, takich jak on, ale doprowadzi do wyniszczenia środowiska oraz zubożenia japońskiej kultury.

Obraz samego Jun’ichirō Tanizakiego, jaki wyłania się z eseju, to portret nieco zrzędliwego starszego pana. Ciągle wspomina, że za jego czasów to wszystko było inaczej i poniekąd lepiej, a jego największym problemem jest to, że budując dom nie mógł sobie znaleźć odpowiedniego oświetlenia czy ogrzewania, które pasowałoby do japońskiego wystroju. Ale jednocześnie nie sposób nie czuć do niego sympatii.

Bije od niego wielka czułość i rozkochanie w japońskiej tradycji oraz w tytułowym cieniu, który jest mu, jako Japończykowi, tak bliski. Sam mówi o sobie, że „gdera”, „snuje mrzonki, których spełnić nie sposób”. Ma jednak w tym gderaniu mnóstwo racji i wielką wrażliwość, pozwalającą mu dojrzeć na przykład delikatną strukturę japońskiego papieru, który „zachowuje się jakby obejmował i wchłaniał [światło] jak puszysta powierzchnia pierwszego śniegu”, czy znaleźć przyjemność w piciu zupy z lakowanej czarki, co staje się „swego rodzaju doznaniem mistycznym”. Nawet wyjście do toalety urasta do rangi rytuału (część o japońskiej wygódce jest jednym z najbardziej zachwycających rozdziałów, który wspaniale oddaje japońską mentalność). Wszystko to opisywane jest w myśl zasady, że „poczucie piękna wyrasta z realnego życia”.

Odpowiadającemu za tłumaczenie Henrykowi Lipszycowi udało się oddać naturalny ton wypowiedzi Tanizakiego. Stało się to dzięki jego wrażliwości językowej oraz, wydaje się, dogłębnemu zrozumieniu autora. Język tłumaczenia nie jest ani zbyt literacki, ani zbyt potoczny. Parafrazując tłumacza: ma się wrażenie, jakby słuchało się Tanizakiego gdy opowiada o swoich przemyśleniach znajomym przy czarce sake.

Książka jest dodatkowo opatrzona wstępem, w którym wyjaśniono nieco realia powstania „Pochwały cienia” oraz przybliżono postać autora. Zawiera on także kilka bardzo cennych, ale nienachalnych przemyśleń tłumacza na temat treści eseju. Wszystko to pozwala czytelnikowi wynieść jak najwięcej z lektury..

Pozycję wydano zgodnie z naukami mistrza Tanizakiego: przytłumione kolory okładki, miękki papier nieodbijający światła, grube, przyjemne w dotyku kartki. Można odnieść wrażenie, że autor byłby zadowolony z tego, jak wydano jego dzieło. Niestety tak artystyczne wydanie skutkuje wysoką ceną tej niewielkiej książeczki. Jednakże jest to dobra inwestycja, bo nie tylko płaci się za doskonałą treść, bardzo dobre tłumaczenie, ale także za znakomitą oprawę.

Jest tylko jedna kwestia, która może budzić niewielkie zastrzeżenia: wprowadzony przez tłumacza sztuczny podział na króciutkie rozdzialiki. Mogłyby one zostać pominięte, dzięki czemu lektura byłaby płynniejsza. Można jednak zrozumieć decyzję tłumacza. Rozdziały pomagają w pewien sposób lepiej śledzić nurt myśli Tanizakiego, który płynnie przeskakuje od jednej dygresji do drugiej, jak podczas zwykłej rozmowy – czego ważenie ma się przez całą lekturę.

Jest to książka, do której będzie się chciało z przyjemnością wracać, choćby tylko po to, żeby „posłuchać”, jak mistrz Tanizaki pięknie opowiada o japońskiej kulturze i codzienności. O tym, jak znajduje przyjemność w najmniejszym drobiazgu – układzie cieni we wnęce takonoma w tradycyjnym japońskim pokoju, czerwonej barwie zwilżonych ust aktora teatru no, ukrytej w ciemności urodzie japońskich kobiet... Czytanie tej książki jest relaksem ze względu na znakomity język tłumaczenia i poruszane tematy, ale również swoistą nauką o tym, jak odnajdywać piękno i spokój, tak jak potrafią to robić Japończycy. Zostawia również miejsce na refleksję nad tym, dokąd zmierzamy i co straciliśmy. Zadziwiające, ile emocji może dostarczyć gderający starszy pan z odległej Japonii XX wieku.  

 

Pochwała cienia
Autor: Jun’ichirō Tanizaki
Wstęp i przekład: Henryk Lipszyc
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2016

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

architektura   literatura   kultura  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy