Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Technika BRZMIENIE MADE IN JAPAN

Roland JP-8000; źródło: Stripped Productions | YouTube

24.03.2017 | 14:39
Autor: Krzysztof Kliszcz

Syntezatory wyprodukowane przez takie firmy jak Roland czy Yamaha po dziś dzień stanowią przykład technologii, która ukształtowała brzmienia muzyki z ubiegłych kilku dekad.

Jak brzmiały lata 80.? O tym temacie można opowiadać na wiele sposobów – przytaczając konkretnych artystów, opisując ówczesne trendy, czy nawet powołując się na tak nieuchwytne idee, jak niepowtarzalna „magia” tamtych czasów. Podchodząc do zagadnienia nieco bardziej analitycznie, można też zawsze spróbować zidentyfikować pewne elementy, w skład których wchodziły całe gatunki muzyczne. Jednym z takich elementów jest brzmienie danych instrumentów – zaś w przypadku muzyki popularnej lat 80. – instrumentów syntetycznych.

Termin „brzmienia” syntezatora jest nieco skomplikowany i mało klarowny. W skrócie oznacza to, jaki dźwięk rozbrzmiewa, gdy zagrana zostanie nuta na syntezatorze: czy dźwięk jest krótki i przypomina pianino, czy może jest rozciągnięty, rozmyty i przypomina sekcję instrumentów smyczkowych? Na brzmienie może składać się wiele czynników, takich jak kształt oscylatorów, częstotliwości harmoniczne, tembr, wysokość granej nuty, efekty specjalne typu pogłos czy echo. Syntezatory na ogół posiadają wiele parametrów do ustawienia, dzięki czemu jedno takie urządzenie może być w stanie wydobyć z siebie szeroką gamę najprzeróżniejszych brzmień.

Brzmienia mogą być bardzo różne i przywoływać wiele skojarzeń. Nie bez powodu brzmienie danego syntezatora przywodzi na myśl konkretnego artystę (dla przykładu: elektryczne organy Eminent 310 Unique kojarzą się z albumami Equinox oraz Oxygene Jeana Michela Jarre'a). Zdarza się jednak sytuacja, kiedy charakterystyka danego syntezatora definiuje cały gatunek. Przykładowo ARP Solina String Ensamble był tak popularnym syntezatorem, że po dziś dzień kojarzy się z nim scenę disco lat 70. Zjawisko to jest jednak mniej widoczne w dzisiejszych czasach, głównie za sprawą szerokiej gamy instrumentów software'owych, często bardzo różniących się od siebie barwą dźwiękową.

Japońska myśl techniczna miała swój wkład nie tylko w to, jak brzmieli konkretni artyści, ale również jak przez dłuższy czas brzmiały całe gatunki. To firmom takim jak Yamaha, Korg czy Roland zawdzięczamy to, że muzyka popularna lat 80. była taka, a nie inna. Pierwszym przykładem instrumentu, który odcisnął się na zawsze w historii muzyki pop, jest niegdysiejszy flagowy produkt Yamahy, czyli DX7. Ten pionierski syntezator spopularyzował stosunkowo nową metodę generowania dźwięku, czyli syntezę FM (skrót od frequency modulation, czyli modulacja częstotliwości). Nowe rozwiązanie technologiczne było jednak dosyć skomplikowane, a programowanie nowych brzmień raczej toporne i mało intuicyjne. Trudność w korzystaniu z urządzenia przyczyniła się do tego, że większość artystów wykorzystywała wyłącznie zaprogramowane już fabrycznie ustawienia. Mimo że biblioteka ustawień nie była mała, to nietrudno było o to, aby dane dźwięki przewijały się w wielu kompozycjach. To właśnie dzięki tym wbudowanym barwom muzycy i zespoły tacy jak: Phil Collins (One More Night), Billy Ocean (There'll Be Sad Songs), A-ha (Take On Me) czy Wham! (Everything She Wants), brzmieli tak, a nie inaczej.

Pierwsza komercyjna wersja Yamahy DX7; źródło: Vintage Synth

Ciekawostką jest to, że projekt fikcyjnej postaci Hatsune Miku, znanej jako twarz syntezatora mowy Vocaloid, wzorowany był właśnie na wyglądzie DX7. Nie jest to jednak tak dużą niespodzianką, biorąc pod uwagę fakt, że za Vocaloidem stoi również firma Yamaha.

Dokładnie widać, które elementy projektu postaci zostały zaczerpnięte z budowy DX7; Źródło: airgeneralpong | YouTube

Kolejnymi krokami milowymi w muzyce były syntezatory firmy Roland. Klasyki takie jak automaty perkusyjne TR-707, TR-808 i TR-909 były nieodzownymi narzędziami wielu producentów muzycznych lat 80. oraz 90., reprezentujących takie gatunki jak R&B czy hip hop. Obecnie większość ówczesnych brzmień perkusyjnych jest uznawana za dosyć „oklepane” (zwłaszcza sławetny cowbell). Z drugiej strony, częstym zjawiskiem jest nostalgiczny powrót do „klasyki”, stąd też możliwe, że automaty perkusyjne Rolanda jeszcze nieraz zabrzmią.

Mała próbka perkusyjnego brzmienia cowbell z TR-808 z 1980 roku; źródło: Paul Smith | YouTube

Przykład wykorzystania TR-808 w utworze Afrika Bambaata; źródło: Nicolas Schneider | YouTube

Mimo że wspomniane automaty perkusyjne wyprodukowano w latach 80., to nabrały one statusu kultowych dopiero w latach 90., głównie dzięki muzyce elektronicznej. Z tych brzmień korzystali tacy muzycy jak chociażby: 808 State, Air, Bushflange, Future Sound of London, Moby, Norman Cook (Fatboy Slim), Orbital, Aphex Twin, Überzone, Underworld czy The Chemical Brothers.

Roland TR-808; źródło: Rolandus

Roland to jednak nie tylko automaty perkusyjne, ale też cała gama przeróżnych syntezatorów. Najsłynniejszym z nich jest monofoniczny syntezator basu TB-303. Pierwotnie miał on imitować brzmienie gitary basowej. Z czasem, prawdopodobnie za sprawą przypadku, odkryto zupełnie inne oblicze TB-303. Okazało się, że odpowiednio zaprogramowany i przesterowany potrafił stworzyć tak specyficzny, rezonujący dźwięk, że aż określono go mianem acid (kwasowe, potoczniej nazywane kwaśne). Niespodziewany efekt eksperymentów z produktem Rolanda zrewolucjonizował scenę muzyki elektronicznej, dzięki czemu powstały takie gatunki jak m.in.: acid house, acid techno czy goa i psychedelic trance.

Kilka wyselekcjonowanych przykładów wykorzystania TB-303; źródło: Järvinen

Roland zdobył uznanie również wśród twórców muzyki trance (zwłaszcza holenderskiego trance), takich jak: Ferry Corsten, Rank 1 czy Johan Gielen. Syntezator JP-8000 był popularny pod koniec lat 90. i na początku lat 2000 przede wszystkim dzięki sławetnemu brzmieniu supersaw.

Omawiając temat japońskich syntezatorów, nie sposób również nie wspomnieć o dorobku firmy Korg. MS-20 to znany ze swojego ciepłego brzmienia półmodularny instrument. Natomiast Polysix z 1981 roku charakteryzował się 6-głosową polifonią (oznacza to, że syntezator jest w stanie zagrać 6 dźwięków jednocześnie) oraz ciepłym, organicznym brzmieniem. Oba syntezatory stanowiły podstawę wielu profesjonalnych, a także amatorskich studiów muzycznych.

Korg MS-20; źródło: musicradar

Obecnie możliwe jest obcowanie z tymi klasykami bez konieczności posiadania ich w wersji analogowej. Istnieje wiele software'owych syntezatorów dostępnych w cenach znacznie niższych, niż ich fizyczne odpowiedniki. Niemiecka firma Native Instruments posiada produkty takie jak FM7 oraz FM8 dla tych, którzy chcą za niewielkie pieniądze osiągnąć brzmienie z Yamahy DX7 (niemiecki syntezator ma nawet zimportowane takie same brzmienia jak w klasyku z lat 80.). ReBirth od szwedzkiego Propellerheads czy polski Phoscyon od D16 stanowią dobrą replikę TB-303. Istnieje mnóstwo komputerowych synthów potrafiących wytworzyć charakterystyczne brzmienie supersaw. Podobnie, istnieje duża liczba aparatów perkusyjnych w sam raz dla amatorów linii produktów sygnowanych „TR” od Rolanda. Nawet Korg posiada swoje komputerowe odpowiedniki takie jak Polysix czy MS-20 z Korg Legacy Collection.

W obliczu niewiarygodnie olbrzymiej ilości dostępnych na rynku software'owych syntezatorów, należy jednak zadać pytanie, czy komputerowe brzmienia dorównają tym z fizycznych instrumentów? Innymi słowy, czy brzmienia cyfrowe dorównają analogowym? Spór trwa tak długo, jak długo istnieją syntezatory cyfrowe. Taki konflikt bardzo trudno rozstrzygnąć, a to za sprawą tego, że obie strony posiadają swoich wielkich zwolenników.

ŹRÓDŁA

Vintage Synth
Vintage Synth
Bobby Blues
Vintage Synth

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

muzyka   technologia  

NASZE ARTYKUŁY

Czy Japonia lubi drony?

Wokół dworca Shinjuku

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

KONKURS

Konkurs

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy