Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Polityka PREZYDENTURA DONALDA TRUMPA A SOJUSZ JAPOŃSKO-AMERYKAŃSKI

Abe i Trump; źródło: wikimedia

22.02.2017 | 13:56
Autor: Olga Podsiadło

Donald Trump, wkrótce po inauguracji na prezydenta USA, wywiązał się z części obietnic wyborczych – również tych dotyczących bezpośrednio Japonii.

Od początku spodziewano się, że prezydentura Donalda Trumpa nie będzie dla Japonii łatwa. Te przypuszczenia potwierdziły się już 3 dni po jego inauguracji. Wtedy to Donald Trump podpisał dokument oficjalnie umożliwiający wycofanie się Stanów Zjednoczonych z Partnerstwa Transpacyficznego (TPP, ang. Trans-Pacific Partnership), co znacznie skomplikowało dotychczasowe relacje sojuszników.

Abe i Trump – nić porozumienia 

Dynamika kampanii wyborczej w USA przekładała się na szybkość działania japońskiej dyplomacji niemal od samego początku. Gdy Trump został wybrany na kandydata Partii Republikańskiej w wyścigu o fotel prezydencki, do Japończyków dotarło, że wzrastało prawdopodobieństwo kreowania stosunków dyplomatycznych z tym politykiem. Kampania w Stanach stawała się coraz bardziej zażarta, a po skandalu mailowym z Hilary Clinton w roli głównej kandydaci niemal zrównali się w sondażach. Mimo że Amerykanie jeszcze nie zagłosowali, Shinzō Abe już wtedy poprosił sztab Trumpa o zorganizowanie telekonferencji i (w wypadku wygranej kandydata) możliwego spotkania. Po ogłoszeniu, że to Trump zostanie kolejnym prezydentem USA, doszło do bezpośredniego spotkania obu polityków 17 października ubiegłego roku. Zapewnili wówczas o wzajemnej przyjaźni i sile trwania sojuszu japońsko-amerykańskiego, a Abe stał się pierwszym zagranicznym przywódcą, z którym spotkał się prezydent elekt. Abe postawił na bardziej prywatną formę spotkania – ze strony japońskiej uczestniczyli w nim on sam oraz jego tłumacz. Premier odrzucił także propozycję poruszania poważnych tematów jak TPP, jednakże symbolicznie podkreślono wtedy wagę sojuszu japońsko-amerykańskiego. Po 90 minutowej dyskusji przywódcy wymienili się akcesoriami golfowymi – obaj są miłośnikami tego sportu. Obie strony pozytywnie wyraziły się na temat spotkania i swojego współrozmówcy – nieformalny charakter wizyty najwidoczniej doskonale się sprawdził. Tego typu dyplomacja oparta na bliskich i personalnych kontaktach była niejednokrotnie wykorzystywana przez Shinzō Abe. Podobną taktykę przyął chociażby podczas spotkania z prezydentem Filipin Rodrigo Duterte oraz w trakcie kolejnej wizyty w USA, gdy gościł u Trumpa.

Nowy rząd – nowa polityka?

Jednakże zanim doszło do drugiego spotkania Abe i Trumpa, na linii kontaktów Tokio–Waszyngton zaszło kilka poważnych zmian, przede wszystkim personalnych. Caroline Kennedy przestała być ambasadorem USA w Japonii – jej miejsce zajmie William Hagerty. Kennedy była chwalona za ocieplenie relacji japońsko-amerykańskich, przykładowo przez organizację historycznej wizyty Baracka Obamy w Hiroszimie. Hagerty spędził trzy lata w Japonii i pracował między innymi jako doradca w Białym Domu za kadencji Georga W. Busha. Informacja o objęciu stanowiska nie została jeszcze oficjalnie ogłoszona, a doświadczenie Hagerty'ego na arenie Azji, oprócz epizodu japońskiego, pozostaje bliżej nieznane.

Kolejnym ważnym nazwiskiem jest Rex Tillerson. Nowy sekretarz stanu już zdołał wywrzeć na japońskich politykach dobre wrażenie, wypowiadając się odnośnie sporu dotyczącego wysp Senkaku (chiń. Diaoyu) na korzyść Japonii. Podtrzymał on wieloletnie stanowisko Waszyngtonu o przynależności spornego terytorium do Japonii oraz potwierdził gotowość obronną USA (zgodnie z bilateralnym traktatem o bezpieczeństwie z 1960 roku). Tillerson w swoich wypowiedziach po uzyskaniu nominacji kładł nacisk na zacieśnienie więzów z wieloletnimi sojusznikami Stanów Zjednoczonych w Azji – Japonią, Koreą Południową oraz Australią. Z perspektywy dotychczasowych posunięć i komentarzy Tillersona, wydaje się on korzystnym wyborem dla Japonii.

Również i James Mattis, amerykański sekretarz ds. obrony, dwukrotnie potwierdził gotowość USA do podtrzymania dotychczasowych warunków sojuszu – podczas rozmowy telefonicznej pod koniec stycznia bieżącego roku oraz w trakcie swojego lutowego pobytu w Tokio. Mattis podkreślił, że wizyty w Japonii oraz Korei Południowej mają symbolizować to, jak wielką wagę Stany przykładają do regionu Azji. Mimo tego pozytywnego akcentu i wyraźniej chęci kontynuacji sojuszu na dotychczasowych warunkach ze strony sekretarza ds. obrony (oraz samego Trumpa), kwestia zdecydowanie nie jest przesądzona i Japonia nie może pozostać spokojna w tej materii. Problemem wciąż pozostają takie sprawy jak finansowanie baz wojskowych na Okinawie (Trump twierdzi, że to nie Amerykanie, tylko Japończycy powinni ponosić te koszta) oraz rzekome manipulowanie jenem czy ekspansja japońskich firm na amerykańskie rynki. Polityka Stanów Zjednoczonych na tych polach pozostaje niepewna – jak pokazał przykład odstąpienia USA od TPP, Trump jest w stanie wywiązać się z obietnic składanych wyborcom.

TPP – kość niezgody

Jeszcze przed wyborami kwestia TPP stanowiła niemały problem. Zarówno Hilary Clinton, jak i Donald Trump byli przeciwni warunkom tej umowy. Podstawowym jej założeniem było wprowadzenie wspólnych standardów handlowych dla państw uczestniczących. Po długich negocjacjach, które ciągnęły się od 2008 roku, w końcu w 2015 roku przedstawiciele 12 państw doszli do porozumienia. Jednakże umowa wymagała ratyfikacji w każdym w państw członkowskich. „Rozwiązanie” przyszło zaraz po inauguracji Trumpa na prezydenta – już 23 stycznia podpisał dokument, na mocy którego Stany Zjednoczone oficjalnie wycofały się z Partnerstwa Transpacyficznego. Choć ruch ten był przewidywany, komentatorzy twierdzą, że stało się to zbyt szybko, a Stany powinny zaproponować jakąś alternatywę. Podstawowym pytaniem pozostaje teraz, czy umowa będzie w stanie przetrwać bez USA. Australia wysunęła propozycję kontynuacji porozumienia bez uczestnictwa Stanów oraz zaproponowała jako remedium dołączenie do paktu Chin. Odpowiedź ze strony japońskiej była jasna: Abe powiedział, że bez USA umowa nie ma sensu. Pomimo ogromnej wagi, TPP tak naprawdę jest tylko jednym z problemów natury ekonomicznej pomiędzy Japonią a Stanami Zjednoczonymi. Po zaprzysiężeniu Trump ponowił swoje zarzuty wobec Japonii co do manipulacji walutą oraz wpływu japońskich firm na rynek amerykański. Yoshihide Suga, rzecznik rządu japońskiego, w ramach komentarza wyjaśnił, że główną przyczyną łagodzenia polityki pieniężnej jest chęć stabilizacji cen lokalnych oraz przezwyciężenie deflacji. Shinzō Abe również skomentował zarzuty, argumentując, że w 2008 roku Japończycy przyjęli te same zasady odnośnie polityki monetarnej, co Stany Zjednoczone. Tematy gospodarcze, jak obiecał premier, miały zostać poruszone podczas drugiego spotkania z Trumpem.

Rozmowy przy golfie – drugie spotkanie Abe i Trumpa

Zapowiadana jeszcze w zeszłym roku druga wizyta premiera Abe w Stanach Zjednoczonych doszła do skutku 10 lutego 2017 roku. Jeszcze przed przybyciem Abe do USA zapowiadano dyskusje na temat bilateralnego pakietu o nazwie Japan-U.S. Growth and Employment Initiative (tłum. własne: „Japońsko-amerykańska inicjatywa rozwoju i zatrudnienia”). Zgodnie z jego treścią oba państwa miałyby zaangażować się w projekty mające na celu zacieśnienie więzi ekonomicznych, bazując głównie na inwestycjach w infrastrukturę i kreowaniu nowych miejsc pracy. W rzeczywistości przywódcy nie tylko potwierdzili siłę sojuszu japońsko-amerykańskiego, ale i ogłosili nowe ramy współpracy gospodarczej. Mają się one skupiać na trzech elementach: polityce fiskalnej, monetarnej i strukturalnej. Odpowiedzialnymi za wdrożenie planowanych rozwiązań będą amerykański wiceprezydent Mike Pence i Tarō Asō, japoński minister finansów. W dzień wizyty Abe w Waszyngtonie obaj politycy przeprowadzili w Białym Domu wstępne rozmowy, a podróż Pence'a do Tokio jest już planowana. W dyskusji przywódców padła również propozycja zbudowania w USA linii shinkansen (japońskie koleje szybkiej prędkości) łączącej Dallas i Houston w stanie Texas. Poza tym Abe i Trump położyli nacisk na kwestie obronności. Po raz drugi w historii potwierdzono gotowość Stanów Zjednoczonych do obrony Japonii w kontekście broni nuklearnej. Poprzednim razem obietnica objęcia Japonii „parasolem nuklearnym” przez USA padła w 1975 roku podczas prezydentury Geralda Forda. Rosnące zagrożenie ze strony Korei Północnej jest jednym z czynników wpływających na taką deklarację.

Poza oficjalnymi konferencjami wizyta ta była pełna „prywatnych gestów” które, pomimo trudnych początków, idealnie wpasowały się w styl dyplomacji Abe. Klip przedstawiający słynny już 19-sekundowy uścisk dłoni pomiędzy przywódcami oraz zakłopotany wyraz twarzy japońskiego premiera obiegł Internet, a amerykańska prasa określiła wydarzenie mianem „bardzo niezręcznego”. Potem jednak cała wizyta potoczyła się po myśli premiera – po konferencji prasowej Trump zaoferował mu miejsce w Air Force One podczas lotu na Florydę. Wcześniej na lotnisko dostał się prywatnym prezydenckim helikopterem. Następnie politycy rozegrali mecz golfowy, a Trump opublikował zdjęcie na którym „przybija piątkę” z Abe. Prezydent całą wizytę obszernie komentował na Twitterze, zamieszczając niezwykle entuzjastyczne wpisy. Prasa nie omieszkała porównać taktyki Shinzō Abe do tej, którą stosował premier Nobusuke Kishi (dziadek Abe) grając w golfa z prezydentem Dwightem Eisenhowerem. Personalne podejście premiera zdaje się zdawać egzamin, gdyż Trump przystał na propozycję odwiedzenia Japonii jeszcze w tym roku.

19-sekundowy uścisk dłoni Abe i Trumpa; źródło: YouTube/CNN

Sojusz japońsko-amerykański – co dalej?

Mimo wielu znaków zapytania i wciąż nieznanych planów Trumpa, każda ze stron gorąco podkreśla wagę oraz konieczność utrzymania bliskich relacji Japonii ze Stanami Zjednoczonymi. Zarówno premier Abe, jak i prezydent Trump zapewniali o dopełnieniu wszelkich starań, by sojusz nie ucierpiał. Jednakże podejście Trumpa i jego administracji do kreowania całokształtu przyszłej polityki Stanów wobec Japonii oraz całego regionu Azji wciąż pozostaje wielką niewiadomą. Za kadencji Baracka Obamy polityka „zwrotu wobec Azji” była bardzo stabilna, a jej cele pozostawały dla sojuszników jasne. W przypadku Trumpa wciąż nie do końca wiadomo, czego można się spodziewać. Wydaje się, że jego spotkania z Abe (również komentarze ekspertów, że Trump postrzega Abe jako „silnego polityka”) oraz wypowiedzi Tillersona i Mattisa można interpretować jako dobra monetę. Jednakże odejście od TPP pokazało, że Trump jest w stanie wywiązać się z obietnic wyborczych – a te w stosunku do Japonii były niezbyt przychylne. Drażliwymi kwestiami wciąż pozostają takie problemy, jak finansowanie amerykańskich baz wojskowych na terenie Japonii czy niejednokrotnie poruszana przez Trumpa zbyt duża obecność japońskich firm na amerykańskim rynku (więcej na ten temat można przeczytać w komentarzu). Odrzucenie TPP i polityka „America first” pokazują, że prezydent USA będzie niechętny rzekomej „ekspansji” japońskiej na amerykańskie rynki. Problemem w próbie przewidzenia działań Trumpa pozostają zarzuty wobec jego wciąż znikomej wiedzy na temat Japonii oraz całego regionu Azji. Dowodem prawdziwości tych sądów są opinie analityków oraz same działania prezydenta (jak chociażby rozmowa telefoniczna z prezydent Tajwanu, Tsai Ing-wen pozwalająca przypuszczać, że Trump nie miał wtedy pojęcia, czym jest polityka jednych Chin).

Drugą kluczową kwestią jest podejście japońskiego rządu do sojusznika. Biorąc pod uwagę dotychczasowe działania premiera Abe, można się spodziewać, że Japonia będzie zarówno wyciągać ku Stanom rękę, jak i zażegnywać możliwe kryzysy z tym państwem. Już teraz Abe stara się iść wobec USA na wiele ustępstw. Odrzucenie propozycji kontynuacji TPP bez Stanów, milczenie w sprawie zakazu wjazdu do USA niektórych obywateli (pomimo protestów w Tokio) i bardzo prywatna dyplomacja pokazują zdecydowanie premiera w tej kwestii. Co więcej, podczas posiedzenia japońskiego parlamentu, Abe stwierdził, że Japonia powinna kupować od Stanów więcej sprzętu obronnego, co byłoby odpowiedzią na obecne potrzeby kreowania większej ilości miejsc pracy na rynku amerykańskim. To, a także milczenie w sprawie zakazu wjazdu dla imigrantów spotkało się z jawną krytyka ze strony opozycji. Mimo tego w niektórych kwestiach premier pozostaje nieugięty, czego dowodem jest chociażby obwieszczenie podczas sesji izby wyższej japońskiego parlamentu 24 stycznia (czyli już po wyjściu USA z TPP), że Japonia pod żadnym pozorem nie dołączy do wojsk amerykańskich w walce z Państwem Islamskim. Na komentarze odnośnie jego postawy wobec amerykańskiego przywódcy, Abe odpowiedział że „nie ma żadnego innego wyboru” dla Japonii, niż „pokazanie światu bliskich relacji z prezydentem Trumpem”. Po spotkaniach w Waszyngtonie i na Florydzie japońska opinia publiczna wypowiedziała się nad wyraz pozytywnie: aż 70% ankietowanych wyraziło zadowolenie z wizyty. Również profesor Uniwersytetu Tokijskiego, zajmujący się naukami politycznymi, pozytywnie ocenił dyplomację Abe. Fumiaki Kubo stwierdził, że premierowi udało się uzyskać podczas wizyty niemal wszystko, czego chciał, a sposób wypowiedzi Trumpa o Japonii uległ znacznej poprawie. Pochwała przyszła również ze strony amerykańskiej. Michael J. Green, były doradca George W. Busha ds. Azji, stwierdził, że Abe świetnie radzi sobie ze „zdeterminowanymi, autorytarnymi przywódcami”. W rzeczywistości potwierdzenie gotowości do obrony Japonii przez Trumpa, zważywszy na jego poprzednie komentarze, jest sporym osiągnięciem, podobnie jak próba ustalenia nowych warunków porozumienia ekonomicznego po odstąpieniu USA od Partnerstwa Transpacyficznego. Mimo tej pozytywnej percepcji, wciąż są to tylko słowa i obietnice, a Japonia powinna pozostać w gotowości, szczególnie odnośne możliwych skutków ekonomicznych. Biorąc pod uwagę działania Trumpa (czasami zgodne z tym, co obiecywał, czasami kompletnie nieprzewidywalne) można przypuszczać, że ład w Azji Wschodniej ulegnie zmianie. Podobnie jak w latach 70. ubiegłego wieku za rządów prezydenta Richarda Nixona i jego polityki, również teraz sojusznicy USA mogą spodziewać się negatywnych reperkusji. Dla Japonii, która wciąż pokłada duże nadzieje w sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi, będzie to trudna i mozolna próba.

ŹRÓDŁA

The Japan Times I
The Japan Times II
The Japan Times III
The Japan Times IV
The Japan Times V
The Japan Times VI
The Japan Times VII
The Japan Times VIII
The Japan Times IX
Reuters I
Reuters II
Reuters III
Reuters IV
defense.gov
The Guardian I
The Diplomat I
The Diplomat II
The Asahi Shimbun I
The Asahi Shimbun II
The Asahi Shimbun III
The Asahi Shimbun IV
The Asahi Shimbun V
Asia Nikkei I
Asia Nikkei II
Bisnow

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

dyplomacja   USA   stosunki międzynarodowe  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy