Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Społeczeństwo BUDUJĄC MOSTY POMIĘDZY JAPONIĄ I RESZTĄ ŚWIATA – HISTORIA FARIZY ABIDOVEJ

Fariza Abidova, założycielka SOPHYS Corporation i Trusted Corporation; źródło: archiwum prywatne.

23.04.2017 | 19:09
Autor: Agnieszka Demidowska

Wyjazd do Japonii i praca w tym kraju może być dla niektórych spełnieniem marzeń, lecz w rzeczywistości wielu obcokrajowcom trudno przyzwyczaić się do japońskiego stylu pracy. Co można wtedy zrobić?

Fariza Abidova wychowała się w Samarkandzie w Uzbekistanie. Dorastając, zawsze była zainteresowana obcymi językami i kulturami. Znając 5 języków, tadżycki, rosyjski, uzbecki, turecki i perski, od dziecka czuła, co jest potrzebne do efektywnej komunikacji między ludźmi z różnych kultur. Rozpoczęcie nauki angielskiego i japońskiego, jak również wyjazd do Kraju Kwitnącej Wiśni były dla niej naturalnymi decyzjami. Póki co Fariza założyła w Japonii 2 firmy: światową firmę konsultingową o nazwie SOPHYS Corporation oraz Trusted Corporation – platformę łączącą przedsiębiorstwa z całego świata. Jej głównym zajęciem jest prowadzenie specjalnych szkoleń z zakresu komunikacji międzykulturowej dla japońskich biznesmenów – Fariza pomaga zapobiec nieporozumieniom między pracownikami, pozwala na osiągnięcie wzajemnego zrozumienia i otwarcie się na inne narody. W tej rozmowie zapytaliśmy Farizę, jak to się stało i jak to jest założyć własną firmę w Japonii. 

Przed przyjazdem do Japonii nigdy nie byłaś za granicą. Dlaczego zdecydowałaś się odwiedzić właśnie ten kraj i co było celem twojej wizyty?

Tak, to prawda. Jestem z Uzbekistanu, a do Japonii przyleciałam 11 lat temu. Przyleciałam tu na stypendium, aby studiować na uczelni zwanej Kobe University. Robiłam wtedy badania na temat stosunków międzynarodowych, skupiłam się w nich na komunikacji międzykulturowej. To było celem mojego pobytu. Przed przybyciem do Japonii nigdy nie byłam za granicą – był to mój pierwszy raz, pierwsze doświadczenie, miałam wtedy ok. 19 lat i byłam zwykłą studentką. Czemu akurat Japonia? Cóż, zawsze chciałam zwiedzić obce mi kraje – było to moim marzeniem od kiedy miałam 12 lat, ale w tym czasie nie miałam w głowie żadnego konkretnego kraju. Oglądałam oczywiście filmy i programy telewizyjne i one wzbudziły we mnie chęć wyjazdu do Ameryki czy Europy. Nigdy nie sądziłam, że ostatecznie wyląduję w Japonii, ale jako dziecko oglądałam też japońskie filmy, więc w pewien sposób znałam ten kraj. Gdy byłam na studiach, ciągle szukałam możliwości wyjazdu, stypendium – moich rodziców nie stać było na pokrycie kosztów czesnego na zagranicznej uczelni, nie mogliśmy sobie na to pozwolić pod względem ekonomicznym – tak więc nieustannie poszukiwałam tego rodzaju możliwości. Jeśli chodzi o te stypendia, których wymogiem była znajomość języka angielskiego, to konkurencja była bardzo duża. W końcu większość studentów na mojej uczelni uczyła się tego języka. W przypadku języka japońskiego konkurencja była dosyć niska. Ze względu na znaki kanji duża ilość osób nie mogła rozpocząć nauki tego języka na poważnie. Osobiście chciałam odwiedzić Japonię, ponieważ japoński był moim drugim językiem na studiach. Studiowałam lingwistykę angielską i mogłam wybrać japoński jako drugi język i z tego powodu postanowiłam aplikować o stypendium japońskiego rządu. Dostałam je na szczęście i ostatecznie znalazłam się tutaj. 

A w jaki sposób wpadłaś na pomysł, aby rozpocząć własną działalność? Co chciałaś robić w Japonii? 

Po studiach przez ok. 6 miesięcy pracowałam właściwie jako wolny strzelec, a później… od zawsze chciałam realizować własne projekty i myślę, że miałam dobre pomysły, ale byłam bardzo sfrustrowana, wiedząc, że potrzebuję pozwolenia od mojego szefa, zgody na dalsze działania. Tak więc od samego początku nie podobało mi się to. Zawsze chciałam być tą osobą, która podejmuje decyzje, chciałam być moim własnym szefem. Dlatego nie chciałam zatrudniać się w japońskim przedsiębiorstwie i dlatego pracowałam jako wolny strzelec. Uczyłam japońskich biznesmenów angielskiego i dzięki temu doświadczeniu zauważyłam, iż mimo że Japończycy potrafią mówić w tym języku, to jeśli chodzi o komunikację, na przykład gdy przychodzi do takich rzeczy jak self-branding czy prezentacja sprzedaży, to wszystko jest wciąż wykonywane w bardzo japońskim stylu – ze skromnością, pokorą, lecz bez żadnej pewności siebie. Wtedy pomyślałam, że być może połączenie tematu moich badań, komunikacji międzykulturowej, z nauką angielskiego byłoby dla mnie ciekawą szansą. Angielski biznesowy, tyle że ze zrozumieniem kultury innych ludzi. Chciałam rozwinąć tego rodzaju program szkoleniowy i wtedy wpadłam na pomysł założenia własnego biznesu. Pomyślałam, że i tak nie mam nic do stracenia, żadnego ryzyka, pracowałam w końcu jako wolny strzelec, więc nie musiałam się bać o to, że straciłabym stabilną i dobrze płatną pracę, nie miałam nawet oszczędności. W dodatku w dzisiejszych czasach, jeśli założy się własną firmę, to zawsze można pracować z domu na komputerze i nie ma żadnych stałych opłat, prawda? Tak więc z tym nastawieniem, że „nie mam nic do stracenia”, założyłam moją pierwszą firmę SOPHYS Corporation. To było ok. 7 lat temu. 

Z jakimi trudnościami musiałaś się zmierzyć podczas zakładania swojej firmy? Z pewnością nie było to łatwe, prawda? 

Tak, zakładanie własnej firmy w jakimkolwiek kraju jest trudne, robienie biznesu samo w sobie jest bardzo trudne. Tak właściwie to sam proces rejestracji firmy był dosyć krótki i nie jest to nawet tak kosztowne. Problemem było przyciągnięcie pierwszego klienta, który byłby skłonny zapłacić za moje usługi. Wszyscy mówią, że po założeniu własnej firmy trudniejsze jest przetrwanie aniżeli zdobywanie klientów, więc kolejne 2 lata spędziłam udoskonalając mój program. Chciałam stworzyć coś unikalnego, a zarazem praktycznego, z czym mogłabym wejść na rynek, ponieważ w tym czasie funkcjonowało już sporo firm, które organizowały podobne szkolenia o tym samym temacie. A aby wejść na rynek, trzeba mieć coś naprawdę oryginalnego, coś, co przyciągnęłoby uwagę potencjalnych klientów. Ja nie miałam żadnej marki ani osiągnięć, więc to było dla mnie jedynym możliwym wyjściem. Postanowiłam stworzyć cały program bez szukania informacji w Internecie, tak aby wszystko było tylko moje. Pisałam o tym, co dla mnie byłoby doskonałym programem szkoleniowym, na jaki chciałabym sama siebie zapisać, i na tej podstawie udoskonalałam go przez 2 lata.

W tym czasie w celu stworzenia dla siebie marki, wraz z naprawdę znaną firmą w Japonii, prowadziłam również darmowe warsztaty. Byli tam też sławni CEO czy profesorowie, więc miałam prawdziwie szczęście, że mogłam wtedy przy nich prezentować własne pomysły. Dzięki temu udało mi się zdobyć partnerów biznesowych albo projekty, mogłam zacząć robić coś więcej, ale zdobycie pierwszego klienta zajęło mi 2 lata. Przez ten czas pracowałam też dorywczo, ucząc angielskiego i robiąc tłumaczenia i myślę, że właśnie to było najtrudniejszą częścią tego wszystkiego. 

Podczas jednego ze szkoleń; źródło: archiwum prywatne. 

A jakie umiejętności czy cechy były dla ciebie najbardziej istotne w tym czasie? Czego potrzebuje obcokrajowiec, aby skutecznie rozpocząć tam własną działalność?

Myślę, że znajomość języka japońskiego jeszcze przed przybyciem do Japonii bardzo mi pomogła. Zwłaszcza jeśli chodzi o robienie biznesu, w Tokio na przykład wielu ludzi umie mówić po angielsku, lecz jeśli chcesz zacząć z nimi współpracować, to od razu zaczynają wątpić w swoje umiejętności językowe, uważają, że będzie im trudno dogadać się z nami i dlatego nie powinni zabierać się za żaden projekt. Tak więc myślę, że zdolności językowe są koniecznością, jeśli chce się prowadzić działalność nakierowaną na japońskich klientów. Pomaga im to w komunikacji i powiedziałabym nawet, że wszystko powinno być przeprowadzane w języku japońskim. Ponadto uważam, że zdolności komunikacyjne same w sobie oraz rozumienie kultury, stylu życia Japończyków, na przykład wiedza o tym, że tutaj interesy prowadzi się na podstawie sieci powiązań, są niezmiernie pomocne.

Porozmawiajmy więc o SOPHYS, twojej firmie. W jednym z artykułów, w których się pojawiłaś, można przeczytać, że SOPHYS to firma konsultingowa rozwijająca światowe talenty. Chciałam cię zapytać, czym jest dla ciebie „światowy talent”? 

To bardzo dobre pytanie. To tak właściwie pierwszy raz, kiedy ktoś mnie o to zapytał. „Światowy talent” to… w przypadku osób zajmujących się prowadzeniem biznesu, myślę, że znajomość angielskiego jest absolutną koniecznością, bo nieważne do jakiego kraju pojedziesz, zawsze będziesz się komunikować w tym języku, prawda? To powinno być podstawą. Drugą rzeczą jest oczywiście zrozumienie i szacunek dla odrębnych kultur, co pozwala na lepsze porozumienie. Do tego dochodzą umiejętności techniczne, bo nawet jeśli jesteś dobra w komunikowaniu się z innymi, ale niezbyt wprawiona w obszarze swojej specjalizacji, to ludzie nie będą cię traktować poważnie. Stracą do ciebie szacunek. Dlatego uważam, że umiejętności techniczne są równie ważne. Te 3 cechy powinna mieć każda osoba zajmująca się biznesem na światową skalę. 

I to właśnie definiuje „światowy talent”? 

Tak, do tej pory jeśli ktoś znał język, to nie wiedział nic o kulturze. Jeśli posiadał umiejętności techniczne, to nie potrafił mówić po angielsku. Zawsze czegoś brakowało. Powiedziałabym, że kombinacja tych 3 cech jest idealna. 

SOPHYS oferuje szeroką gamę programów szkoleniowych, które są podzielone na różne poziomy. Mają one na celu pomóc pracownikom rozwijać różne umiejętności w zależności od ich pozycji w firmie. Powiedziałabyś nam coś więcej na ten temat? 

Oczywiście. Kiedy przeprowadzałam wywiady do moich badań, zauważyłam, że w zależności od posiadanej roli zmienia się zestaw potrzebnych umiejętności. Prowadzimy wiele warsztatów dla menedżerów – oni potrzebują na przykład wiedzy o zarządzaniu zasobami ludzkimi, ryzykiem czy projektami. Jednakże naszymi odbiorcami jest również wielu ludzi zajmujących się sprzedażą. Oni z kolei muszą wiedzieć nieco więcej o socjalizacji, umiejętności tworzenia własnych sieci znajomości, a także o negocjacjach i prezentacji, tak więc wszystkie szkolenia wyglądają inaczej. Zawsze wierzyłam, że temat warsztatów powinien być ściśle powiązany z potrzebami i rolą pełnioną przez moją publiczność. To dlatego je dostosowuję. Dopasowuję je, patrząc na branże moich klientów, jak również ich funkcje, dzięki czemu mogą oni odnieść się do ich treści, a tym samym bardziej nią zainteresować.

W dodatku jeśli chodzi o tematy warsztatów, gdy jest to na przykład  „sprzedaż i prezentacja”, prosimy firmy, aby używały autentycznych tematów projektów. Dzięki temu mogą oni przećwiczyć je z nami, wykorzystać swój know-how i tworzone wtedy dokumenty, takie jak prezentacja wyników sprzedaży – formy, z których mogliby skorzystać następnego dnia. Zależało mi na tym, aby były jak najbardziej praktyczne. To dlatego stworzyłam tyle rodzajów szkoleń. 

Prowadząc takie szkolenia, musisz nieustannie kooperować z japońskimi firmami, które zatrudniają obcokrajowców. Z jakimi problemami zazwyczaj się zmagają? Czy istnieją wspólne problemy? 

Tak, większość z nich zmaga się z licznymi nieporozumieniami. Spowodowane jest to tym, iż wszystko jest tutaj inne, na przykład wizerunek profesjonalnej osoby, wymagania czy czas pracy. Różnią się priorytety, więc pojawianie się nieporozumień nie jest niczym zadziwiającym, prawda? Przykładowo w Japonii, w typowej japońskiej firmie, gdy tam pracujesz, to twój szef oczekuje od ciebie, abyś konsultowała z nim wszystko, za co się zabierzesz – wiesz zapewne o hōrensō, to bardzo ważna rzecz – musisz się z nim konsultować, prosić o rady, a jeśli napotkasz jakikolwiek problem, to musisz go zgłosić. Takie są wymagania. Ale obcokrajowcy zazwyczaj o tym nie wiedzą, ponieważ w innych krajach, jeśli zostanie ci przydzielone konkretne zadanie, to twoim obowiązkiem jest praca nad nim, zaś w przypadku komplikacji musisz sama sobie z nimi radzić. Wtedy dopiero prezentujesz wyniki swojej pracy. Jeśli ciągle będziesz pytać swojego szefa o rady, to ten może pomyśleć, że nie jesteś wystarczająco zdolna do tej pracy. Tak więc ten wizerunek [bycia profesjonalną osobą] jest przeciwieństwem [wizerunku japońskiego]. To dlatego zagraniczni pracownicy zwykle są przeświadczeni o tym, że gdy napotkają jakiekolwiek trudności, to nie mogą o nich nikomu powiedzieć i sami starają się z nimi uporać. Tymczasem może im to przysporzyć wielu kłopotów. Ich szef powiedziałby im „musisz mi mówić”, a ich relacja z firmą pogorszyłaby się. To jeden z przykładów.

Większość młodych ludzi, z którymi rozmawiałam, mówiła: „czuję się tak, jakbym był w pudełku, nie wiem, czy dobrze pracuję, nie mam pojęcia, czy moje podejście jest poprawne, czy mój szef jest zadowolony, czy moi współpracownicy są zadowoleni”. Nie wiedzą o tym. A jeśli jest się obcokrajowcem, to bardzo trudno się tego domyślić. Japończycy mają w końcu honne i tatemae, „prawdziwe uczucia” i „to, co rzeczywiście wyrażają”, a te emocje różnią się od siebie. Dlatego myślę, że dla zagranicznych pracowników jest to trudne i bardzo ich to stresuje.

Z tego powodu podczas moich warsztatów zawsze posługuję się analizą konkretnych przypadków związanych właśnie z tego rodzaju problemami. Wypisujemy fragmenty epizodów, w których na przykład taka osoba zajmuje się takim projektem i napotyka taki problem: jakbyś go rozwiązała? Jak myślisz, jaka jest jego przyczyna? Opierając się na analizie kulturowej, sprawiam, aby [japońscy pracodawcy] trochę pomyśleli, dostrzegli problemy i potencjalne rozwiązania.  

Więc tak zazwyczaj rozwiązujecie problemy w firmie – przeprowadzacie studium każdego przypadku? Nie masz może żadnych wzorów postępowania? 

Tak, mamy coś takiego. Mamy gotowe do użytku materiały dla każdej branży, które przygotowałam przy okazji przeprowadzania wywiadów. Rozmawiałam wtedy z 200 japońskimi menedżerami pracującymi za granicą i zmagającymi się z podobnymi wyzwaniami. Przeprowadziłam również ankiety, którym poddałam 500 zagranicznych pracowników japońskich firm. Po odkryciu konkretnych przypadków zaczęłam ich używać podczas warsztatów jako sytuacje, które wydarzyły się naprawdę. Pokazuję im, „w taki sposób ci ludzie mogli rozwiązać ten problem” albo „w taki sposób nie można było rozwiązać tego problemu”. Więc tak, mamy wzory, ale ja nadal pytam moich klientów, z jakimi komplikacjami się zmagają. Zazwyczaj, w zależności od branży, wciąż są one bardzo do siebie podobne.

W japońskiej telewizji; źródło: archiwum prywatne. 

Załóżmy, że mamy japońską firmę z wieloma zagranicznymi oddziałami. Co takie przedsiębiorstwa muszą zrobić, aby utrzymać się na rynku i odnosić sukcesy?

Najlepszym sposobem jest to, co przeprowadzane jest teraz. Robi się tak dopiero od niedawna, ale w każdym razie większość japońskich firm wysyła swoich menedżerów za granicę, aby ci nadzorowali tamtejsze oddziały, prawda? Do tej pory jechali tam bez żadnego przygotowania czy informacji. Po prostu jechali tam i zarządzali w japońskim stylu. To z kolei wywoływało wiele problemów – wielu pracowników odchodziło, nie było zadowolonych czy zmotywowanych do pracy. Ale teraz japońskie przedsiębiorstwa z wyprzedzeniem zapewniają szkolenia podobne do moich. A ja mówię im, na przykład tym menedżerom: tego rodzaju problemy mogą się pojawić, tego typu nieporozumienia przeważnie występują w tym kraju lub w tej branży, a tak wygląda rozwiązanie, to jest strategia, która zawiodła. Trenujemy ich zawczasu, a oni potem wyjeżdżają. W niektórych firmach przeprowadzamy dodatkowe szkolenia, nawet po ich wyjeździe zapewniamy wsparcie w radzeniu sobie z trudnościami, na jakie napotykają. Dyskutujemy o nich, rozwiązujemy je i takie postępowanie sprawdza się. Myślę, że jest to konieczne dla japońskich przedsiębiorstw robiących interesy w różnych krajach. 

Rozumieć inne kultury i potencjalne trudności, z jakimi mogą spotkać się pracownicy.

Zawczasu, aby im zapobiec. Bez wiedzy o nich powstaje mnóstwo nieporozumień, a to sprawia, że zatrudnione osoby odchodzą. Jest to również bardzo kosztowne dla firmy. Gdy ktoś odchodzi, to inne osoby muszą zostać zatrudnione i ponownie przeszkolone. Produkcja się zatrzymuje, a jest to bardzo kosztowny proces i dlatego lepiej wiedzieć o takich rzeczach z wyprzedzeniem i unikać ich. Tak jest o wiele łatwiej. 

Jak uważasz, czy japońskie przedsiębiorstwa w przyszłości ulegną również innym zmianom?

Oczywiście, ostatnio zmieniają się zresztą bardzo szybko. Ze względu na igrzyska olimpijskie w Japonii panuje teraz atmosfera konieczności bycia światowym, zatrudniania większej ilości obcokrajowców, a wiele korporacji czyni z angielskiego język, jakim mają posługiwać się na co dzień ich pracownicy. Nawet Japończycy przeprowadzają między sobą spotkania po angielsku. Ponadto warunki przyznawania wiz stały się łatwiejsze, więc już teraz jest tutaj więcej pracujących obcokrajowców. Japończycy stają się bardziej otwarci i elastyczni, zapewniają warsztaty dla osób zza granicy na temat pracy z Japończykami albo o tym, jak lepiej ich zrozumieć. Tak właściwie to działa to w obie strony, w celu osiągnięcia wzajemnego zrozumienia szkoleni są zarówno Japończycy, jak i obcokrajowcy. Myślę, że to też jest świetny pomysł. Co więcej, gdy Japończycy w firmach cały czas się uczą i mówią po angielsku, to w naturalny sposób stają się bardziej otwarci, ponieważ uczą się więcej o ludziach z innych krajów. Tylko dzięki komunikacji z nimi. Do tego uważam, że w przyszłości [japońskie przedsiębiorstwa] będą jeszcze bardziej światowe. Nie można już przecież zatrzymać tego trendu. 

Więc nie jest to coś, co potrwa tylko do igrzysk?

Nie sądzę. Większość korporacji w Japonii wie, że japoński rynek się kurczy, a populacja, to znaczy liczba urodzeń, spada. Rynek staje się mniejszy, więc aby odnieść sukces firmy muszą robić interesy za granicą. Większa część japońskich dyrektorów jest świadoma tego ryzyka. Obecnie inwestują w krajach Południowo-Wschodniej Azji i w ten sposób rozwijają swoje działalności. Dzieje się to zdecydowanie szybciej niż kiedyś. Jestem tu już od 10 lat i od ostatnich 3 mam wrażenie, że teraz wszystko jest o wiele bardziej dynamiczne. 

Na koniec, od niedawna polscy obywatele mają możliwość aplikowania na program wizowy working holiday. Co mogłabyś powiedzieć tym Polakom, którzy zastanawiają się nad pracą w Japonii albo robieniem interesów z Japończykami? 

Najlepiej byłoby zacząć tworzyć własną sieć znajomości. Byłoby świetnie, gdyby umieli mówić po japońsku, lecz jeśli jeszcze tego nie potrafią, to w Tokio organizowanych jest wiele profesjonalnych wydarzeń, gdzie łatwo mogą poznać innych ludzi. Zazwyczaj chodzą tam międzynarodowi i otwarci Japończycy. Niech po prostu przyniosą ze sobą swoje wizytówki i przedstawią innym swoje pomysły. Oprócz tego często zdarza się tak, że ludzie umawiają się na kawę albo na lunch i jeśli powie im się „hej, mam pewien pomysł, mogę przyjść do twojego biura, nie mógłbyś może poświęcić mi ok. godziny?”, to ci z radością przystaną na taką propozycję. Gdy zaczyna się własną działalność, to dostaje się wsparcie od wielu osób, więc gdy osiągnie się pewien poziom stabilizacji, to chce się dać coś w zamian społeczeństwu i wspierać młodych przedsiębiorców. Tak więc nie bądźcie nieśmiali, wychodźcie, spotykajcie się z innymi, twórzcie własne siatki powiązań. Mówcie innym, co chcecie robić, stwórzcie własną markę. Ja na przykład ciągle mówiłam, że prowadzę szkolenia z komunikacji międzykulturowej i w ten sposób ludzie mnie teraz postrzegają. Jeśli mają do czynienia z projektem na ten temat, to przypominają sobie o mnie, kontaktują się ze mną i pytają o to, co powinni zrobić. Tak więc pokazywanie się innym i budowanie własnej marki jest naprawdę ważne. To jedna z rzeczy, które mogą pomóc.

Jeśli nie to, to w Japonii większość osób zajmujących się biznesem używa raczej Facebooka niż LinkedIn, więc powiedziałabym, że dobrze byłoby stworzyć różniące się od prywatnego profesjonalne konto na Facebooku i używać go jako narzędzia do wyszukiwania innych.

Jeśli jednak chcą pracować dla japońskiej firmy, to myślę, że będzie to dla nich naprawdę dobre doświadczenie – nieważne czy będą tam jako stażyści, czy jako kontraktowi pracownicy. Powiedziałabym, że plusem byłaby znajomość wielu języków. Talenty posługujące się wieloma językami są potrzebne, a jeśli do tego są oni dobrzy w komunikacji, to zawsze będą mile widziani. 

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

biznes   praca  

NASZE ARTYKUŁY

Różne oblicza Tennōji

Tofu w kuchni japońskiej

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy