Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Społeczeństwo CZYTAM, ABY WYJŚĆ ZE SWOJEJ SKORUPY – WYWIAD Z KAZUKI SAKURABĄ

Kazuki Sakuraba, źródło: Wydawnictwo Literackie.

09.08.2017 | 19:57
Autor: Agnieszka Demidowska

Autorka książki „Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów” opowiada nam o swoich inspiracjach, fascynacji książkami i historii Japonii.

24 czerwca br. Kazuki Sakuraba zawitała na organizowany w Warszawie Big Book Festival. Przy tej okazji znalazła również czas, aby udzielić wywiadu dla naszego dziennika. Autorka zdradziła szczegóły swojej powieści, lecz rozmowa z nami nie ograniczała się tylko do tego tematu. Zapraszamy do lektury!

Na początek w imieniu redakcji dziennika Japonia-Online chciałabym Pani pogratulować polskiego wydania „Czerwonych dziewczyn (…)”.

Serdecznie dziękuję.

Czym została zainspirowana zawarta w książce historia?

Od dziecka bardzo lubiłam powieści z innych krajów. Szczególne wrażenie wywarło na mnie „Sto lat samotności” Gabriela Garcíi Márqueza, które przeczytałam w liceum. Pamiętam, że myślałam o nim wtedy jako o najbardziej intrygującej powieści na świecie. Jest to stuletnia historia pewnej małej wsi w Ameryce Południowej. Co prawda autor opisuje niewielką miejscowość, ale właśnie z tego powodu poczułam, że odzwierciedla on dzieje świata. Zaczęłam się wtedy zastanawiać, czy nie dałoby się w ten sposób opisać Japonii – czy poprzez przedstawienie długiej historii jakiegoś prowincjonalnego miasta w Japonii, naprawdę małego miasteczka na krańcu świata, nie mogłabym osiągnąć odwrotnego skutku i tym samym przedstawić świat takim, jakim jest. Napisałam tę książkę z myślą, że mogłabym w ten sposób stworzyć większą opowieść.

Wszystkie najważniejsze postaci w Pani powieści to kobiety. Jednakże Manyō, Kemari i Tōko Akakuchiba pomimo tego, że są ze sobą spokrewnione, to ich charaktery całkowicie różnią się od siebie. Czy mogłaby Pani opowiedzieć nam o tym nieco więcej?

Tak, reprezentująca pierwsze pokolenie Manyō... Zastanawiałam się nad tym, jak daleko posunięta jest indywidualność każdej osoby, lecz pod koniec powieści bohaterka z trzeciego pokolenia stwierdza, iż możemy żyć tylko jak swoje pokolenie. Myślę, że Manyō prawdopodobnie też w dużej mierze została ukształtowana przez pryzmat swoich czasów, kiedy to mężczyźni byli silniejsi, a kobiety nie były aż tak widoczne. W moim przekonaniu na osoby z tamtego okresu, żyjące w społeczeństwie dosyć klasowym, składają się ludzie, którzy uważają, że obecny poziom życia jest dla nich wystarczający czy też dostateczny. W przeciwieństwie do Manyō, reprezentująca kolejne pokolenie Kemari, żyła w okresie, w którym japońska gospodarka znacznie się podniosła, zmierzała w stronę tzw. bańki. Ponieważ Kemari jest osobą z tego okresu, to wierzy, że dalej kryją się jeszcze bardziej niesamowite rzeczy. Jest to kobieta, która żyła bardziej fikcją aniżeli rzeczywistością i przez to myślę, że dobrze odzwierciedla ludzi z tamtych lat. Jeśli chodzi o trzecie pokolenie, to pragnie ono żyć po swojemu, jako osobne jednostki, a nie jako posłuszni członkowie swoich rodzin. Nie wie jednak, jak żyć – myślę, że jest to pokolenie szukające swojego własnego miejsca i w ten właśnie sposób starałam się przedstawić postać, reprezentującą tę epokę.

Jak Pani myśli, do kogo spośród tych trzech postaci jest Pani najbardziej podobna? Czyżby do Kemari, która została mangaką?

Cóż, pisząc tę powieść, starałam się uważać, aby nie opisywać w niej nikogo z mojego pokolenia, dlatego nie ma w niej osób w moim wieku, ale jako że urodziłam się akurat w okresie pomiędzy drugim a trzecim pokoleniem z książki, to myślę, że jestem po trochu podobna do osób z obydwu tych okresów. Drugie pokolenie opisałam przez pryzmat ludzi urodzonych w roku Ognistego Konia, którzy są niesamowicie silni. Wśród nieco starszych ode mnie osób było sporo silnych kobiet. Oprócz tego, ten aspekt po części rozumiem z powodu mojego wieku, niemniej jednak do Kemari jestem też trochę podobna pod tym względem, że żyjąc fikcją, w świecie swojej wyobraźni jestem silna, lecz w tym rzeczywistym nie mogę w pełni stać się osobą dorosłą. Nie jestem jednak tak silna jak ona i przez to zostaję jakby przez nią przyćmiona, tak samo jak dzieje się to z trzecim pokoleniem, które zostaje stłumione przez dużo silniejsze starsze kobiety. Chcę również żyć na swój sposób, samodzielnie i pod tym względem też trochę przypominam ludzi z późniejszego pokolenia. Powiedziałabym więc, że sytuuję się gdzieś pomiędzy drugim a trzecim okresem.  

W książce pojawia się również magia. Manyō posiada zdolność jasnowidzenia. Jak ważne było dla Pani wprowadzenie tego elementu?  

W Tottori w regionie San’in, gdzie się wychowałam i w którym rozgrywa się akcja powieści, znajduje się Izumo Taisha – miejsce zamieszkiwane przez bogów. Wielu Japończyków podróżuje tam, aby poczuć tę tajemniczą i dziwną atmosferę, która tam panuje. Ze względu na to, że zostałam wychowana właśnie tam, to po lekturze „Stu lat samotności” tak naprawdę wcale nie odniosłam wrażenia, że przeczytałam jakąś dziwną opowieść, lecz uznałam, że jej treść bardziej przypomina mi znaną mi miejscowość, miejsce, w którym żyję. Dlatego też gdy przymierzałam się do opowiedzenia o realiach mojej miejscowości, to dużo łatwiej było mi zawrzeć tu magiczne stworzenia. Z tego powodu, gdy postanowiłam, że aby pisać o Japonii, to najpierw muszę napisać o Tottori, a aby pisać o tym miejscu, do którego jestem tak przywiązana, w opisywanym przeze mnie świecie musiały się pojawić magiczne stworzenia czy dziwne rzeczy. Było więc to dla mnie bardzo ważne.

A jak ważne było dla Pani wprowadzenie wątku ludu Sanka? 

Sanka też jest bardzo istotnym elementem. Jeśli chodzi o Japonię, to panuje przekonanie, że Japończycy od początku zamieszkiwali Wyspy Japońskie i że stanowią jedną grupę etniczną, podczas gdy prawda jest taka, że naród ten stworzyły ludy, które przywędrowały z różnych kontynentów. Można by powiedzieć, że wbrew ogólnemu przeświadczeniu Japończycy są narodem dosyć wieloetnicznym. Od dawna się nad tym zastanawiałam i myślę, że wszyscy już teraz o tym zapomnieli.

Rodzina ze strony mojego ojca ma rysy ludzi z Azji Południowo-Wschodniej, np. Tajlandii czy Wietnamu. Ich skóra jest ciemna, mają też piękne duże oczy. Są też niscy i dosyć krępi. Gdybym pojechała, to pewnie spotkałabym tam wielu ludzi podobnych do mojego ojca. Takich ludzi jest wśród Japończyków sporo – w momencie przyjazdu do Wietnamu od razu stają się popularni, bardzo atrakcyjni.

Rodzina ze strony mojej matki jest zupełnie inna. Bliżej jej do ludzi, którzy przybyli z Półwyspu Koreańskiego czy Mongolii – ich skóra ma jasny odcień, oczy są raczej niewielkie, a brwi takie cienkie. Gdy spotykam przyjeżdżających z Mongolii zawodników sumo, to często myślę sobie, że wyglądają dokładnie jak starszy brat mojej mamy, zupełnie jak Asashōryū [nazwisko zawodnika sumo, przyp. red.]. Pomimo tego, że oboje moi rodzice są Japończykami, to tak jakby pochodzili z innych grup etnicznych. Ich twarze się różnią i gdyby to sprawdzić, to okazałoby się, że w Japonii od dawna można spotkać ludzi przypominających mojego ojca, którzy w powieści nazywani byliby Sanka, o ciemnej skórze i rysach podobnych do Filipińczyków.

Oni pierwsi przybyli do Japonii z kontynentu i zajmowali się polowaniem. Potem pojawili się z kolei ludzie podobni do mojej mamy, z północy, Półwyspu Koreańskiego czy Mongolii i oni trudnili się uprawą, zakładali pola i uprawiali ryż. Ci przybysze zmieszali się następnie z tymi, którzy polowali i osobiście uważam, że jest to bardzo ciekawy i ważny fakt… jednakże byli też tacy, którzy byli przez tych drugich przepędzani i ostatecznie uciekli w góry, a później w opowieściach byli opisywani jako Tsuchigumo, czyli pająki-potwory. Pewnie w Europie było podobnie – bóstwa dawnych wierzeń zaczęto w pewnym momencie przedstawiać jako potwory. Tu jest tak samo. Być może moich przodków ze strony ojca również nazywano ludźmi z gór czy potworami, a krewni ze strony matki byli pewnie tymi z nowo przybyłych grup.

Taka geneza powstania narodu japońskiego jest dla mnie bardzo interesująca, lecz teraz wszyscy o niej zapomnieli i dlatego koniecznie chciałam wprowadzić lud Sanka i napisać o obydwu korzeniach Japończyków. 

Czyli ma to bezpośredni związek z Pani rodziną…

Tak, zastanawiałam się nad tym, czym tak naprawdę jest dla mnie Japonia i pomyślałam, że jest to w gruncie rzeczy państwo imigrantów z dalekiej przeszłości. Gdy zdałam sobie z tego sprawę, to poczułam, że chciałabym podnieść tę kwestię w mojej powieści, zadać nurtujące mnie pytania.

Rzeczywiście, można by się zacząć zastanawiać, czy rdzenni Japończycy w ogóle istnieją.

Oczywiście, lecz ja postrzegam siebie jako Japonkę właśnie przez to, że płynie we mnie krew osób z różnych miejsc. Japonia została w końcu stworzona w ten sposób – przybyli tam ludzie z różnych krajów Azji i zmieszali się. Myślę, że ci wszyscy zmieszani ludzie składają się właśnie na naród japoński.

Zejdziemy teraz na inny temat. W 2007 roku „Czerwone dziewczyny (…)” zostały nominowane do Naoki Prize. Czy spodziewała się Pani tego? Jakie uczucia Pani wtedy towarzyszyły?

Bardzo mnie to zaskoczyło. W tamtym czasie zajmowałam się pisaniem tzw. light novels, było mi bliżej do anime czy komiksów manga, pisałam wtedy dzieła skierowane do młodych ludzi, dopiero niedawno zaczęłam pisać powieści dla dorosłych. Nie spodziewałam się więc, że stanę się kandydatką do odebrania tak prestiżowej nagrody. Kiedy się o tym dowiedziałam, to pamiętam, że bardzo się wtedy zdziwiłam. Zależało mi na podniesieniu wcześniej wspomnianej kwestii, chciałam się zapytać zapominających już o niej czytelników, jak oni postrzegają Japonię, jednakże osoby zasiadające w komisji, która decyduje o przyznaniu tej nagrody, mają po ok. 70-80 lat… Może jest to trochę nieuprzejme z mojej strony, ale nie przypuszczałam, że osoby w tym wieku przeczytały moją książkę. W końcu mają oni mniej więcej tyle lat, co Manyō z pierwszej części i dlatego nie mogłam w to uwierzyć.

Wiedziałam, że wśród moich czytelników są osoby w różnym wieku, ale jakoś nie potrafiłam sobie tego wyobrazić… więc kiedy członkowie komisji przeczytali moją powieść, którą napisałam też w trochę humorystyczny sposób, to byłam zaskoczona, bo nie spodziewałam się od nich komentarzy mówiących, że znane im powojenne realia różnią się od tego, co jest w książce, że wtedy, w czasach ujętych w pierwszej części, było dużo gorzej. Jeśli chodzi zaś o drugą część, to dowiedziałam się, że ponieważ było to inne pokolenie, takie, którego do końca nie znali, to na przykład historia gangów motocyklowych była dla nich bardzo intrygująca.

Z kolei pokolenie z drugiej części, ludzie, którzy w dawnych latach należeli właśnie do gangów, powiedzieli mi, że pierwsza część jest dla nich dużo bardziej interesująca, zaś znane im gangi motocyklowe trochę różnią się od tych z powieści… krótko mówiąc, wydarzyło się wtedy wiele rzeczy, których się nie spodziewałam.

Występująca w „Czerwonych dziewczynach (…)” Kemari Akakuchiba ostatecznie zostaje mangaką, a w Pani dorobku znajduje się również manga pt. „GOSICK”. Jaką siłę w Pani opinii posiadają komiksy manga? Czy mogłaby Pani z perspektywy pisarki opowiedzieć trochę o różnicy między mangami i książkami? 

Oczywiście, istnieje wiele rodzajów komiksów manga, ale ja wychowałam się na mangach dla dziewcząt. Dużo z nich było o miłości, ale były też takie o starciach rodzinnych czy o różnego rodzaju problemach w szkole. Były to mangi, które całkiem dobrze oddawały realia nastolatków. Często mówię, że poprzez mangi przygotowałam się do życia, np. przed zakochaniem się w kimś miałam już za sobą lekturę komiksów o miłości, zanim też weszłam w okres buntu, to wcześniej przeczytałam już mangi o kłótniach z rodzicami. Myślę, że prace sporej liczby mangaków wywarły na mnie ogromny wpływ i dlatego uważam, że mangi dla dziewcząt były dla mnie jak taki życiowy senpai [osoba starsza wiekiem lub o większym doświadczeniu, przyp. red.].

Z drugiej strony książki, ja na przykład bardzo lubiłam czytać powieści zagraniczne, bardziej fascynują mnie ze względu na fakt, iż przez nie mogłam poznać kompletnie inny świat i ludzi, aniżeli rzeczy, które są mi już znane lub już niedługo mi się przydarzą. Na przykład „Nędznicy” Victora Hugo – jest to książka popularna nawet wśród japońskich dzieci, jest często czytana dzięki specjalnemu japońskiemu wydaniu skierowanemu właśnie do nich – z niej dowiedziałam się, że dawniej, w średniowiecznej Francji żyli tacy właśnie ludzie, że był też król, lecz później na skutek rewolucji Francja stała się republiką. Dowiedziałam się, jak żyło się ludziom w tak ciężkich czasach, a wcześniej nie przypuszczałam, że tak właśnie mogło być. Gdybym o tym nie przeczytała, to nie wiedziałabym o tym. Nie mogę się już spotkać z autorem, lecz jego powieść, zapiski i przekonania z epoki, której osobiście doświadczył, pozostały i dzięki ich lekturze możemy poznać nieznany nam dotąd świat, ludzi o innych wartościach niż nasze. Można oczywiście żyć bez znajomości tych światów, ale myślę, że ja raczej czytam, aby wieść życie niepozbawione tej wiedzy.

Nie jestem pewna, czy mogę o to zapytać, ale czy planuje Pani wydanie kolejnej książki? 

Tak, w tej chwili co roku wydawana jest nowa seria „GOSICK”, jej akcja toczyła się zresztą w Europie, lecz później, w nowej serii główny bohater dorasta i emigruje do Stanów Zjednoczonych. Robi to w drugiej połowie lat 20. XX wieku. Tworzę teraz fragmenty, w których bohater, mieszkając na Brooklynie, zmaga się z pewnymi trudnościami i zaczyna pracować. Pisząc tę część, korzystałam również z materiałów Polaków, którzy wyemigrowali do USA. Oprócz tej serii, która  wydawana jest co roku, zajmuję się teraz pojawiającą się w pewnym czasopiśmie serią pt. „Haisenkoku no Jikiru”. Już niedługo powinnam ją zakończyć… Jest to obraz zmian, jakie zachodziły w Japonii od okresu Shōwa do Heisei, czyli od śmierci wcześniejszego cesarza do pojawienia się następnego. W Japonii zmienia się wtedy nazwa danego okresu. My teraz, ja na przykład urodziłam się w 1971 roku, czyli 46. roku Shōwa, a teraz mamy natomiast Heisei. W Japonii są więc dwa sposoby wyrażania dat… Obecny cesarz będzie jeszcze na tronie przez rok, może dwa lata, on oczywiście nadal żyje, lecz ogłosił ostatnio, że w tym czasie chciałby przekazać tron swojemu następcy, więc za ok. 2 lata będziemy mieć nowy okres, skończy się Heisei i nastanie nowy.

Gdy skończyło się Shōwa i rozpoczął się nowy okres, to uważaliśmy to za koniec okresu powojennej klęski i teraz podobnie do tego okresu coś się zakończy i rozpocznie na nowo. W czasie tych dwóch lat ogłoszona zostanie nazwa nowego okresu. Teraz właśnie pojawiają się kolejne fragmenty serii poświęconej analogicznej zmianie z Shōwa na Heisei i gdy zostanie ukończona, gdy zmieni się nazwa okresu, to chciałabym ją wydać w całości.

W trakcie przygotowań do tego spotkania dowiedziałam się, że od dziecka uwielbia Pani czytać książki. Nawet teraz, pomimo tego, że jest Pani bardzo zajęta, to bardzo dużo Pani czyta. Czy mogłaby Pani jeszcze raz powiedzieć o zaletach książek?

Istnieje wiele sposobów czytania książek, są na przykład ludzie, którzy chcą poczuć empatię, czytać o losach ludzi podobnych do siebie, lecz mi najbardziej zależy na lekturze książek tych ludzi, którzy są ode mnie zupełnie inni. Gdy tego nie robię, to czuję się jakbym była zamknięta w klatce i dlatego chcę czytać o zupełnie innych od japońskiej kulturach, chcę wiedzieć o ludziach, którzy myślą inaczej ode mnie. Co prawda są to rzeczy, o które mogę wypytać napotkane osoby, lecz mogę je również zrozumieć poprzez czytanie. Chcę po prostu wyjść ze swojej skorupy i właśnie dlatego tak często czytam książki.

Czy miała Pani okazję zetknąć się z książkami polskich pisarzy? Czy ma Pani ulubionego polskiego autora?

Nie wiem, czy tego pisarza można uznać za polskiego, ale bardzo lubię jedno z dzieł Reinera Zimnika, a konkretnie książkę pt. „Dźwig”. Jest on autorem książek obrazkowych skierowanych do dorosłych. Po wojnie zmieniły się granice, a on stworzył historię o człowieku pozostawionym na dźwigu. Bardzo mi się ona podoba. Jednakże jest tam mowa o obecnym terytorium Polski, a pamiętam, że nazwa tamtejszej miejscowości brzmiała jakoś z niemiecka. Pamiętam, że ten człowiek urodził się na ziemiach niemieckich, które później stały się polskie, ale w każdym razie bardzo go lubię.

Oprócz tego wśród przeczytanych przeze mnie książek są dzieła z serii „Wyobraźnia Wschodniej Europy” – istnieje wydawnictwo, które w ramach tej serii wypuszcza dzieła ze Wschodniej Europy. Kupiłam kiedyś sporo książek z tej serii z zamiarem przeczytania ich, lecz lektury wielu z nich jeszcze nie rozpoczęłam. Ta pozycja w Polsce została chyba skrytykowana, ale bardzo podobał mi się również „Malowany ptak”. W jednym z komentarzy do tej książki przeczytałam, że gdy powstawała, to autora nie było w Polsce, nie wiem więc, co sądzą o niej Polacy. Autor pisał o rzeczach, które działy się w czasie wojny, lecz nie można mieć pewności, czy naprawdę miały miejsce, czy był to tylko jego wymysł i przez to został dosyć mocno skrytykowany, lecz ja bardzo polubiłam tę książkę. Gdy rozmyślałam nad duszą problemu, to uznałam, że opisane w książce rzeczy rozgrywają się po prosu w sercu autora.

Poza tym opiekująca się mną tutaj pani Marta, zajmuje się badaniami nad Bruno Schulzem. Już wcześniej w Japonii z ciekawości kupiłam „Sanatorium pod Klepsydrą” i zamierzam je przeczytać przy okazji kolejnych wakacji. Szkoda, że nie przeczytałam tej książki przez przyjazdem do Polski, w ten sposób mogłabym się tu wypytać o wiele rzeczy, skoro jest tu ktoś, kto zajmuje się tym autorem, ale cóż, przeczytam, gdy wrócę do Japonii.

Na koniec chciałabym Panią poprosić o wiadomość dla czytelników naszego dziennika.

Bardzo mi miło, że polscy czytelnicy mogą teraz przeczytać moją książkę. Od ludzi, którzy już ją przeczytali, słyszałam, że jest między nami wiele cech wspólnych. Ucieszyłam się więc z tego zaskakującego odkrycia – dziwiłam się różnicom kulturowym, lecz myślę, że w gruncie rzeczy jesteśmy wszyscy tacy sami. Istnieją zarówno różnice, jak i punkty zbieżne, dlatego też koniecznie chciałabym, aby wszyscy przeczytali moją powieść.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję!

***

Za zdjęcie i możliwość przeprowadzenia wywiadu serdecznie dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu. 

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

manga i anime   literatura   kobiety   kultura  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy