Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Muzyka BYĆ PO PROSTU SOBĄ – WYWIAD Z JULIĄ BERNARD

Zdjęcie Julii Bernard; źródło: archiwum prywatne.

20.10.2017 | 18:55
Autor: Agnieszka Demidowska

Z Julią Bernard rozmawiamy o kulisach powstawania jej debiutanckiego albumu, pracy wokalistki i japońskim rynku muzycznym.

Choć od jej występu w programie „Nodojiman: The World” minęło już kilka lat, to młoda wokalistka wciąż nie daje nam o sobie zapomnieć, prężnie współpracując z muzykami zarówno w Polsce, jak i w Japonii. W zeszłym miesiącu wydała swój pierwszy krążek pt. „Japoland”. Jak przez ten czas zmieniło się jej życie? O tym w poniższym wywiadzie. Zapraszamy do lektury!

1 września miała miejsca premiera Twojego albumu pt. „Japoland”. Czy mogłabyś nam opowiedzieć, jak doszło do jego powstania? Jak wyglądał proces powstawania tego krążka? Ile czasu zabrało nagranie wszystkich piosenek?

Nie mam agenta, nie wstąpiłam też do żadnej agencji, tzw. geinōjin jimusho (jap. 芸能人事務所 [przyp. red.]), natomiast, jak na pewno wszyscy wiedzą, od wielu lat interesuję się Japonią i do tej pory robiłam wszystko, żeby tam regularnie latać. Mam zresztą teraz videobloga – zawsze jak jestem w Japonii lub w Polsce, to coś nagrywam. Na YouTube’a od wielu lat wgrywałam również covery piosenek i w zeszłym roku znalazła je taka pani, która ma na imię Megumi. Ona i jej mąż mają firmę eventową w Japonii – pracują z różnymi profesjonalnymi muzykami. Ta pani zainteresowała się mną i zaproponowała, że mi pomoże. Nie jest ona moją menadżerką – po prostu chciała mi pomóc.

W tym roku byłam już chyba cztery razy w Japonii: w styczniu, marcu, maju, a mój ostatni wyjazd był w sierpniu. Wszystkie te nagrania zostały jednak „poczynione” w maju. Zebraliśmy muzyków i w studio nagrań po prostu nagraliśmy covery znanych utworów japońskich, takich z lat 50. czy 60. oraz jeden polski utwór, Małgośka. Oczywiście pani Megumi załatwiła wszelkie sprawy związane z prawami autorskimi.

Utwory zostały zaaranżowane na nowo przez jedną panią z zespołu, panią Keiko, która jest wspaniałą aranżerką i pianistką. Ona zresztą na tej płycie nagrała klawisze, a także zaaranżowała te utwory, czyli na przykład przearanżowała znaną, starą popową piosenkę na utwór bardziej jazzowy. Niektóre piosenki zostały wręcz przerobione na heavy metal. Ponieważ ja lubię jazz, a oprócz tego rocka, zresztą w Polsce mam swój zespół Dead Maiko, to poprosiłam panią Megumi o przearanżowanie tych piosenek w oryginalny sposób. Wszystkie nagrania zostały… nagrane [śmiech] w maju, w ciągu jednego dnia. Do tego dochodzą jeszcze moje wokale – większość również nagrałam tego dnia, ale chyba dwie czy trzy piosenki nagrałam już tutaj w Polsce, u mojego chłopaka w studio nagrań.

A skąd pomysł na tytuł?

Muszę przyznać, że na ten pomysł wpadła pani Megumi i generalnie jest to połączenie Japonii i Polski – Japan-Poland. Są różne czytania, bo można na przykład używać spolszczonej wersji i mówić „Dżapoland”, a można też po japońsku – „Japōrando” czy po angielsku „Japoland” [śmiech].

Ja zresztą, jak występuję, to często mówię o sobie, że jestem mostem pomiędzy Japonią a Polską – kakehashi (jap. 架け橋 [przyp. red.]) – i właśnie bardzo mi się spodobał ten pomysł pani Megumi, żeby tak nazwać moją płytę. Są na niej niby znane stare japońskie piosenki, ale jednocześnie jestem też na tym albumie ja, w tym sensie, że są to nowe aranżacje. Ja oczywiście staram się mieć jak najlepszą wymowę po japońsku, ale na pewno słychać tam akcent polski, plus oczywiście jest tam ta piosenka Maryli Rodowicz, Małgośka, więc to jest taki właśnie mix japońsko-polski i stąd ten tytuł. 

Jakie piosenki znalazły się jeszcze na Twoim krążku i kto decydował o ich wyborze?

Można tam znaleźć znane japońskie utwory, między innymi Sotsugyō Shashin (jap. 卒業写真 [przyp. red.]), który zaśpiewałam po raz pierwszy w wieku 17 lat, kiedy to poleciałam do Japonii i wzięłam udział w programie wokalnym „Nodojiman”. Kto decydował o ich wyborze? W sumie ja, oczywiście w porozumieniu z muzykami i właśnie z panią Megumi. 

Jak już powiedziałaś, oprócz utworów w języku japońskim na płycie znajduje się również jedna polska piosenka – „Małgośka” Maryli Rodowicz. Jak to się stało, że akurat ona pojawiła się na krążku?

Mam wrażenie, że Japończycy coraz bardziej interesują się Polską. Na przykład, jak ja występuję, to mimo że śpiewam po japońsku, to czasem, podczas mojego MC, czyli konferansjerki, opowiadam troszkę o Polsce. Czasem uczę też polskiego, zresztą to też jest mój zawód – jestem nauczycielką. Pamiętam, że to było jeszcze dwa lata temu, jak występowałam z klawiszowcem Pedro: polecieliśmy do Japonii, żeby wystąpić na Dniach Polski w Tokio w Roppongi i tam zaprezentowaliśmy się z tym utworem. A dlaczego Małgośka? No bo to jest tak znany utwór w Polsce, a jednocześnie mam wrażenie, że melodia jest tak chwytliwa i fajna, że po prostu postanowiłam, że chcę Japończyków nią zarazić. Ta piosenka się tak spodobała Japończykom, że tak naprawdę ten utwór znalazł się na tej płycie nie dlatego, że ja się uparłam, ale dlatego, że Japończycy powiedzieli, że jest to fajny utwór.

Zresztą z japońskim bandem grałam go na niektórych koncertach. Moja przyjaciółka, gitarzystka Gon-chan, która mi często robi harmonię czy chórki, dośpiewywała tam właśnie „ej głupia”, więc było to naprawdę zabawne. Można to zobaczyć na niektórych nagraniach na Youtube’ie, jeżeli wpisze się „Julia Bernard” czy „koncerty”. 

„Japoland” jest płytą przeznaczoną na rynek japoński, lecz czy Twoi polscy fani będą lub są w stanie nabyć Twój album?

Tak, Polacy również będą mogli nabyć mój album. Tak naprawdę najlepiej jest zakupić wersję digital, ponieważ jest ona dostępna w Internecie. Oczywiście Polacy mogą go też zakupić bezpośrednio od pani Megumi, tam z Japonii, ale ja teraz wracając stamtąd, przywiozłam ze sobą sporo tych płytek, ponieważ wiem, że koszt przesyłki z Japonii do Polski jest jednak bardzo wysoki. Dlatego właśnie można zamówić te płytki u mnie. Wystarczy, że napisze się do mnie prywatną wiadomość na fanpage’u.

Co oznacza dla Ciebie wydanie własnej płyty? Czy jest to może coś w stylu spełnienia marzeń?

Na pewno jest to coś niesamowitego, bo pasjonuję się Japonią od wielu lat i wreszcie udało mi się wydać moją płytę. Tak naprawdę własnym nakładem można by powiedzieć, bo tak jak już wspominałam, nie mam menadżera ani żadnej agencji, więc to jest nadal na taką bardzo małą skalę. Marzy mi się po prostu kiedyś podpisać kontrakt, żeby ktoś profesjonalnie się mną zajął i też żebym mogła pisać swoje piosenki w Japonii, ale mam nadzieję, że to wszystko przede mną…

Poza tym cieszy mnie, że naprawdę wspaniali muzycy, w tym moja najlepsza przyjaciółka Gon-chan, zgodzili się ze mną współpracować. Bardzo dużo osób mi w tym pomagało i nadal pomaga, i to jest dla mnie najważniejsze. Oczywiście album to wspaniała rzecz, ale dla mnie najważniejsze jest przede wszystkim to, że jak jest chęć i współpraca, to wszystko jest możliwe.

Źródło: archiwum prywatne. 

Jak będzie wyglądać jej promocja? Czy masz w planach trasę koncertową, na przykład w Japonii? A może masz jeszcze plany, aby piosenki z płyty zaprezentować polskiej publiczności?

Tak jak już wspominałam, na płycie są covery i teraz, jak byłam właśnie na przełomie sierpnia i września w Japonii, to miałam takie dwa duże występy, jeden w Tokio, a drugi w Nagano, i tam promowałam swój album, na takich minikoncertach. Oczywiście moje koncerty zostały też nagrane, niedługo wgram je na YouTube'a. Myślę, że tak, że będę cały czas powracać do tej Japonii i promować moją płytę.

Jedynym problemem jest w sumie fakt, iż zasady przyznawania wiz obcokrajowcom są bardzo restrykcyjne i wielu rzeczy nie mogę w Japonii robić. Na przykład tak naprawdę nie mogę występować legalnie w miejscach, gdzie jest serwowane jedzenie, picie czy po prostu alkohol… a to jest w sumie główny sposób promowania muzyków w Japonii, ponieważ u nich są tzw. live house’y – takie kluby z muzyką na żywo, jazzową czy rockową, no i trudno, żeby tam nie było serwowane jedzenie, dlatego teraz, jak byłam [w Japonii, przyp. red.], to nie mogłam występować w takich miejscach.

Cały czas kombinujemy, żeby w końcu jakaś agencja się mną zajęła i żebym dostała wizę artystyczną… tzn. ja teraz byłam na wizie w Japonii (Entertainer Visa), ale miała ona sporo ograniczeń. Gdyby tak udało mi się podpisać w końcu kontrakt… 

Czym dla Ciebie różnią się koncerty w Japonii i w Polsce?

Japońska publiczność jest naprawdę niesamowita. Mam wrażenie, że jak już Japończycy przychodzą na koncert, to faktycznie słuchają i są naprawdę bardzo oddani temu, do tego stopnia, że niektórzy moi fani potrafili przejechać kilkaset kilometrów na mój koncert, dosłownie na godzinę czy dwie, aby pojawić się w zupełnie innym mieście. Są bardzo życzliwi, aczkolwiek skryci. To też zależy od miejsca, od publiki czy wieku, ale na przykład niektórzy słuchają, siedząc w skupieniu i się nie ruszając, więc to ja muszę ich rozruszać i wtedy zaczyna się robić fajnie.

Uważam, że Polacy nie doceniają aż tak początkujących muzyków. Chodzi mi o to, że jeżeli zespół nie jest w Polsce wypromowany na maksa, to bardzo ciężko jest mu zbudować publikę. W Japonii też jest to trudne, ale fani, jak są oddani, to oni są już wierni do końca. Oni na każdy koncert będą przychodzić, będą wspierać i też pomagać właśnie, jeżeli chodzi o wydawanie płyty i tak dalej. W Japonii jest to bardzo rozwinięte.

Na pewno lubię koncertować i w Japonii, i w Polsce. Żeby zrozumieć, o co mi chodzi z tą Japonią, to też trzeba trochę ten kraj poznać, ponieważ jest on mimo wszystko specyficzny. Sporo ode mnie wymagano na przykład jeżeli chodzi o koncerty. Uwagi nie dotyczyły wyłącznie sposobu śpiewania, ale również stroju, ruchu scenicznego czy nawet tzw. MC, czyli konferansjerki. W Japonii jest przyjęte, że jeżeli jest się właśnie debiutującym zespołem, grupą idolek czy właśnie wokalistką solową, to oprócz tego, że się śpiewa, to jeszcze między piosenkami zabawia się publikę, i na przykład osoby trochę bardziej nieśmiałe nie radzą sobie z tym. Ta moja konferansjerka, czy to po polsku, czy po japońsku, jest taka dosyć bukiyō [jap. 不器用, przyp. red.], taka awkward. Ja sporo żartuję, nie jestem bardzo oficjalna i na przykład było tam sporo próśb do mnie, żebym podczas konferansjerki mówiła bardziej oficjalnie.

Z kolei jak zaczynałam mówić takim ładnym, grzecznym japońskim, to mówiono, że powinnam mówić w sposób bardziej kawaii, że wcale nie muszę się tak pięknie zwracać do publiki i to troszeczkę było męczące, ponieważ już sama nie wiedziałam do końca, jak powinnam się zachowywać. Oczywiście takie uwagi są motywujące. Fajnie by było jednak, jakby były mi one przekazywane w bezpośredni sposób. Japończycy jednak mają to do siebie, że nigdy nie mówią nic wprost, dlatego często dopiero po jakimś czasie dowiadywałam się, że np. strój nie pasował, że powinnam była się więcej ruszać itp. Myślę jednak, że to temat na oddzielny wywiad [śmiech].

Co zmieniło się przez te lata, od kiedy wystąpiłaś w japońskim programie „Nodojiman”?

Na pewno dojrzałam [śmiech]. Gdy poleciałam po raz pierwszy do Japonii, miałam 17 lat, a teraz w tym roku kończę 24. Przede wszystkim trochę sobie poukładałam w głowie, na czym mi tak naprawdę zależy. Gdy byłam nastolatką, to widziałam Japonię jako raj. Był to kraj, w którym chciałam mieszkać na 100%. Mówiłam sobie, że zrobię wszystko, żeby tylko móc tam robić karierę. A teraz mam takie wrażenie, że bardziej mi nawet zależy na takim spełnieniu artystycznym, muzycznym, i żeby móc być po prostu sobą.

Zmienił się też mój image, ponieważ gdy poleciałam tam po raz pierwszy, to lubiłam klimaty kawaii, byłam taką lolitką i wszyscy mówili, jaka to jestem urocza, a ja tak naprawdę od zawsze kochałam muzykę rockową. Kilka lat temu zmieniłam kolor włosów na wiśniowy, zrobiłam tatuaże i mam ich całkiem sporo, czego Japończycy nie do końca tolerują. Miałam nawet z tego powodu trochę problemów, ponieważ nawet teraz, jak byłam w Japonii, to mimo że jestem już, może to dziwnie zabrzmi, dorosła i promuję swoją płytę, to była odgórna prośba, żebym zakrywała tatuaże.

Czuję jednak, że te zmiany są dobre. Stałam się pewniejsza i zaczęłam walczyć o swoje. Mimo mojej miłości do Japonii poczułam, że nie chcę i nie dam zrobić z siebie produktu czy laleczki tylko po to, żeby móc występować na scenie i być podziwiana. Najważniejszą wartością stało się dla mnie po prostu bycie autentyczną i naturalną.

Zresztą w Polsce mam swój zespół Dead Maiko – to właśnie nawiązanie do japońskiej maiko, czyli młodej gejszy. W tym zespole robię muzykę rockową, taką mocną, taką jak lubię. Moim marzeniem teraz byłoby tak naprawdę, aby z tym polecieć do Japonii, ale zobaczymy jeszcze, jak to będzie…

Dead Maiko z piosenką pt. No Key; źródło: deadmaiko/YouTube.

A jak oceniasz japoński rynek muzyczny? Czy uważasz, że osobie za granicy trudno jest się na nim przebić?

Uważam, że jest bardzo trudno, zwłaszcza jeżeli chodzi właśnie o taką muzykę rockową. Gdy byłam w Japonii, współpracowałam również z pewnym realizatorem dźwięku, panem Ichigo. Kiedyś siedliśmy razem przed komputerem i analizowaliśmy japoński rynek muzyczny, porównywaliśmy z zagranicą czy nawet z Polską i próbowaliśmy znaleźć pewien kierunek, w którym powinnam zmierzać, jeżeli chciałabym tworzyć swoją muzykę.

Jest na przykład taki zespół Paramore. Na początku ich numery były mocne, ale z biegiem lat ich twórczość stała się łagodniejsza. Ten realizator dźwięku powiedział mi, że tak naprawdę w Japonii nie ma miejsca dla takiej mocnej hard rockowej muzyki, bo to się po prostu nie sprzeda. W sumie w Polsce też tak jest i właśnie, tak jeszcze powiem, wracając do tego przykładu zespołu Paramore, że już taki lżejszy rock jest ok, ale że najlepiej tak naprawdę sprzedaje się tam pop czy jakieś takie słodkie dźwięki, które mi nie do końca się podobają. Jak widać, osobom chcącym grać muzykę rockową w Japonii jest trudno, ale mam nadzieję, że nie jest to niemożliwe.

Jakie masz plany na przyszłość? Czy jest jeszcze coś, co chciałabyś osiągnąć na rynku muzycznym w Polsce i/lub w Japonii?

Może najpierw powiem o Polsce: mam zespół Dead Maiko, na którym się skupiam i wkładam w to całe moje serce. Ja piszę teksty, a drugi członek zespołu, czyli Dudzik, który jest perkusistą w zespole Kabanos, PLAN i Ereles, zajmuje się stroną muzyczną. Obecnie jesteśmy w trakcie poszukiwań pozostałych członków zespołu, dlatego serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych. Do końca roku mamy zamiar skończyć już nasz materiał i od przyszłego roku zacząć koncertować najpierw po Polsce, a później się okaże…

W planach jest też Japonia, ale zobaczymy, jak to będzie. Oprócz tego w Polsce robię też trochę rzeczy solo – współpracuję z różnymi muzykami. Niedawno zaczęłam współpracę z takim bitbokserem, nazywa się Marcel, i on właśnie bitboksuje, a ja tworzę różne linie melodyczne.

Jeżeli chodzi o Japonię, to chcę na razie skupić się na promocji „Japoland”. Chcę też bardzo dużo działać w Internecie, bo mam wrażenie, że siła Internetu jest jednak ogromna. Mam więc zamiar cały czas wgrywać jakieś utwory, videoblogi, próbować swoich sił na castingach internetowych – może znowu mi się uda wystąpić w programie typu „Nodojiman”, no i przede wszystkim też być sobą i tworzyć muzykę, którą czuję i która daje szczęście i radość innym.  

Na koniec chciałabym Cię poprosić o kilka słów dla czytelników naszego dziennika.

Chciałabym wszystkich serdecznie pozdrowić i powiedzieć, że warto walczyć i wierzyć, że marzenia się spełniają. Nie poddawajcie się – ja w wieku 17 lat w życiu bym nie pomyślała, że uda mi się polecieć aż tyle razy do Japonii i poznać tylu wspaniałych ludzi. Poza tym zawsze podkreślam, że podróże, zwłaszcza te samotne, naprawdę rozwijają i kształcą. Ja w sumie cały czas latam tam sama i mimo, że zdarzają się trudne i stresujące sytuacje, to ja czuję się coraz mocniejsza, coraz silniejsza i bardziej pewna tego, co tak naprawdę chcę robić w życiu, dlatego życzę wszystkim dużo wytrwałości i siły w walce o własne marzenia.

Chciałabym też podziękować wszystkim, którzy przeczytali ten wywiad. Zapraszam serdecznie na moje kanały YouTube'owe, jeden to juliainjapan – tam możecie znaleźć videoblogi dotyczące Japonii, ale nie tylko, i on jest po polsku, drugi kanał nazywa się Aralka1234 i tam można znaleźć moje występy. To jest z kolei kanał po angielsku i po japońsku. Oprócz tego zapraszam na swój fanpage i na Instagrama.

Serdecznie dziękujemy za rozmowę!

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

muzyka   rock  

NASZE ARTYKUŁY

Tofu w kuchni japońskiej

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy