Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Polityka „NIESPODZIEWANE” WYBORY, STARA WŁADZA

Premier Abe; źródło: BBC

04.11.2017 | 23:03
Autor: Olga Podsiadło

Pomimo ostrej konkurencji premier Shinzō Abe i jego Partia Liberalno-Demokratyczna zdołali zwyciężyć w wyborach. Jak do tego doszło?

Podczas niecałego miesiąca pomiędzy oficjalnym ogłoszeniem przez Abe rozwiązania izby niższej parlamentu (25 września) a przyśpieszonymi wyborami (22 października) w japońskiej polityce wydarzyło się bardzo wiele. Sam wynik głosowania jest oczywiście niezwykle istotny, jednakże wydarzenia go poprzedzające również zasługują na omówienie. Mimo tego, iż w istocie stan sprzed wyborów, kiedy to Partia Liberalno-Demokratyczna (PLD) i jej koalicjant Kōmeitō posiadali większość bezwzględną w obu izbach parlamentu, nie uległ zmianie, to na japońskiej scenie politycznej zdecydowanie zawrzało.

Korea Północna, skandale, a decyzja o wyborach

Aby zmienić konstytucję Japonii, co jest jednym z podstawowych celów premiera (w szczególności rewizja 9. artykułu skupiającego się na obronności), konieczna jest bezwzględna większość w izbie niższej i wyższej japońskiego parlamentu. Jednak formacja Shinzō Abe wraz z koalicjantem mieli ją już w momencie, gdy premier ogłaszał przedterminowe wybory. Po co więc było rozwiązanie całej izby?

Sytuacja zaczęła nabierać tempa już 17 września bieżącego roku, kiedy to media podały, że premier Abe rozważa rozwiązanie izby niższej i przedterminowe wybory. Teoretycznie wybory powinny odbyć się do grudnia 2018 roku, kiedy to kończy się kadencja izby niższej. Oficjalnie premier potwierdził przedterminowe wybory niedługo po pierwszych doniesieniach mediów – już 25 września. Datę rozpoczęcia kampanii ustalono na 10, a wyborów na 22 października bieżącego roku. Abe argumentował podjęcie swej decyzji „narodowym kryzysem” w Japonii, który, jego zdaniem, w dużej mierze opera się na zagrożeniu ze strony Korei Północnej. W rzeczywistości jednak media oraz opozycja wskazują na nieco inne motywy kierujące premierem. Przede wszystkim Abe wraz z gabinetem musieli zmagać się z problemem spadku notowań w związku ze skandalami Kake Gauken oraz Moritomo Gakuen. W momencie ogłoszenia wyborów poparcie dla premiera zaczęło miarowo wzrastać. Jednym z czynników tego wzrostu było zajęcie zdecydowanego stanowiska w sprawie agresywnej polityki nuklearnej Korei Północnej.

W porównaniu z bardzo niskim poparciem dla Partii Demokratycznej (PD), PLD wypadała bardzo dobrze. Co więcej, opozycyjna PD była kompletnie rozbita, podczas gdy PLD stopniowo zyskiwała w oczach Japończyków: sondaż przeprowadzony przez portal  „Nikkei Asian Review” pokazywał, że PLD może liczyć na poparcie rzędu 44% głosów, a PD zaledwie 8%. Osłabienie przeciwnika zdecydowanie sprzyjało wygranej koalicji PLD-Kōmeitō. Ponadto w obozie opozycyjnym panował chaos między innymi z powodu zmiany lidera ugrupowania największej partii opozycyjnej, czyli PD, a premier zamierzał wykorzystać tę sytuację. Abe obiecał również wyjaśnienie wszystkich kwestii związanych z jego powiązaniami z wyżej wymienionymi placówkami edukacyjnymi, a zdaniem polityków z opozycji przedterminowe wybory miały być narzędziem do odwrócenia uwagi od tychże obietnic. W stronę partii rządzącej zostało wysunięte również oskarżenie o wykorzystywanie Korei Północnej do swoich politycznych celów – zarzut wystosowany przez samą... Koreę Północną. Pjongjang posądził PLD o nadużycie „straszenia” programem nuklearnym tegoż kraju. Mimo zarzutów płynących z wielu stron w momencie przedstawiania planów odnośnie możliwego rozwiązania izby, jedynym rzeczywistym przeciwnikiem koalicji rządzącej była Partia Demokratyczna, ciesząca się zaledwie jednocyfrowym poparciem. Jednakże niedługo potem sytuacja na japońskiej scenie politycznej uległa przeobrażeniu.

Koike i Partia Nadziei

Początkowo wydawało się, że PLD nie będzie miała realnego przeciwnika w przyśpieszonych wyborach i faktycznie wszystko wskazywało na bezproblemową wygraną. Mimo że niektórzy z polityków PLD obawiali się nieprzychylnego wyniku, a komentatorzy prognozowali możliwe problemy w wygranej, to sondaże były jednoznaczne. Jednakże zaraz przed oficjalnym ogłoszeniem rozwiązania izby media zawrzały, a wygrana PLD przestała być taka oczywista. Wszystko za sprawą gubernator Tokio Yuriko Koike i nowo założonej formacji politycznej, na której czele stanęła. 25 września nowa partia polityczna o zasięgu ogólnokrajowym pod nazwą Partia Nadziei (Kibō no Tō) została przez Koike oficjalnie przedstawiona. Cała opinia publiczna, łącznie z mediami, zarówno japońskimi, jak i zagranicznymi, zawrzała. Koike jest postacią niezwykle charyzmatyczną, łamiąca wiele stereotypów japońskiej sceny politycznej. Więcej na temat kariery samej polityk można przeczytać w tekście „Yuriko Koike – nowy symbol zmian w Japonii?”, jednakże tutaj warto prześledzić po krótce ostatnie poczynania Koike. Przede wszystkim istotna jest jej zeszłoroczna wygrana w wyborach – był to pierwszy raz w historii, kiedy kobieta została gubernatorem stolicy Japonii. Co więcej, podczas startu Koike nie doczekała się poparcia ze strony partii-matki, czyli PLD, przez co jej wygrana była w pewien sposób postrzegana jako porażka Abe. Latem bieżącego roku Koike odeszła z PLD i oficjalnie stanęła na czele ugrupowania o lokalnym zasięgu pod nazwą Tokijczycy Pierwsi (Tomin First no Kai). Już od momentu jej startu w wyborach na gubernatora Tokio polityk była postrzegana jako oczywista konkurentka Abe, a nadchodzące wybory do Tokijskiego Zgromadzenia Metropolitarnego jeszcze bardziej podsycały napięcie pomiędzy politykami. W rzeczywistości okazało się, iż Koike po raz kolejny „zwyciężyła” z premierem – w wyborach, które miały miejsce 2 lipca, Tokijczycy Pierwsi pokonali PLD, zdobywając więcej miejsc w zgromadzeniu. Warto podkreślić silny wydźwięk takiego wyniku; prasa na całym świecie rozpisywała się o ogromnej porażce PLD w japońskiej stolicy, podkreślając jednocześnie rosnącą siłę gubernator. Zaraz po wygranej Koike ustąpiła z funkcji przewodniczącej ugrupowania, po raz kolejny podsycając plotki o tworzeniu większej formacji politycznej, a nawet o rychłym starcie Koike na najważniejsze stanowisko w państwie.

Wraz z oficjalnym ogłoszeniem powstania Partii Nadziei cała opinia publiczna zaczęła zwiastować premierowi znaczne problemy i możliwość nieuzyskania upragnionej przez niego większości. Sytuację podgrzewała również złożona przez premiera obietnica – jeżeli PLD wybory przegra, to Abe ustąpi ze stanowiska premiera (dyplomatycznie nie wspominał jednak, co będzie, gdy PLD jedynie nie uzyska bezwzględnej większości), co zniweczyłoby jego szanse na zostanie najdłużej urzędującym premierem w powojennej Japonii. Wstępne badania opinii publicznej potwierdzały przypuszczenie, iż rządząca koalicja przez zdecydowane posunięcia Koike może spodziewać się problemów. Zgodnie z pierwszym tego typu sondażem, który miał miejsce na 3 tygodnie po ogłoszeniu wyborów, PLD miało 24,1% poparcia, a Partia Koike 14,8%. Do obiecujących prognoz doszło również poruszenie u pozostałych partii opozycyjnych. Natychmiast po ogłoszeniu powstania Partii Nadziei wielu polityków (zarówno z opozycji, jak i szeregów PLD) wyraziło chęć dołączenia do Koike. Sama gubernator również działała błyskawicznie, spotykając się z politykami partii opozycyjnych. Co więcej, Partia Demokratyczna oficjalnie ogłosiła, że rezygnuje ze startu wyborach, a duża cześć polityków PD zdecydowała się na wystartowanie z list Partii Nadziei. Co więc sprawiło, że mimo tak obiecujących początków Koike poniosła w wyborach porażkę?

Partia Demokratyczna, manifest Koike i spadające słupki

Po początkowo udanych negocjacjach z innymi partiami z obozu opozycji oraz sprzyjających wynikach sondaży Partia Nadziei napotkała trudności. Przede wszystkim Koike oznajmiła, że nie przyjmie wszystkich polityków z Partii Demokratycznej. Szanse na wystartowanie z list jej partii mieli otrzymać jedynie ci z poglądami pokrywającymi się z wyznawanymi przez gubernator – partia miała być ideologicznie koherentna. Chodziło głównie o kwestie bezpieczeństwa narodowego oraz zmiany pacyfistycznego artykułu 9. japońskiej konstytucji. Koike, mimo że często jest ukazywana jako przeciwnik Shinzō Abe, w rzeczywistości ma poglądy bardzo podobne do przejawianych przez premiera. Koike jest politykiem prawicowym, nie liberalnym, i wielu zarzucało jej ogromne podobieństwo do oficjalnej linii PLD.

Kolejnym problemem był fakt, że nie podano informacji, kto z Partii Nadziei miał zostać kandydatem na przewodniczącego partii, a co za tym idzie przyszłego premiera. Najbardziej naturalnym wyborem była oczywiście Koike – założycielka partii, niezwykle charyzmatyczna i ciesząca się dużym poparciem. Jednakże Koike od samego początku zapowiadała, że będzie chciała pozostać na stanowisku gubernatora stolicy i nie będzie kandydowała w tych wyborach. Do samego końca oficjalnie nie ogłoszono kandydata na przewodniczącego Partii Nadziei. Media oraz inni politycy, w tym także również ci z ugrupowania gubernator, byli przekonani, że to Koike, mimo swoich stanowczych sprzeciwów, obejmie stanowisko. Jednakże, tak jak zapowiadała polityk, nie wzięła udziału w wyborach. Taka niepewność wśród wyborców zdecydowanie wpłynęła na zmniejszenie się wyniku Partii Nadziei w ostatecznym głosowaniu. W dodatku poparcie dla Partii Nadziei w kolejnych sondażach stopniowo spadało, rosnąc na rzecz koalicji rządzącej.

Tymczasem bardziej liberalna część polityków PD, którzy zostali przez Koike odrzuceni, stanęła przed trudnym wyborem odnośnie swojej przyszłości. Naprzeciw ich potrzebom wyszedł Yukio Edano, były członek Partii Demokratycznej. 3 października ogłosił powstanie Konstytucyjnej Demokratycznej Partii Japonii (KDPJ), która od początku istnienia cieszyła się dużą popularnością wśród internautów. Dla wyborców o liberalnych poglądach to, co miał do zaproponowanie Edano, mogło się okazać najlepszą opcją. Politycy KDJP silnie podkreślali fakt zbieżności ideologicznej partii Koike i koalicji rządzącej oraz to, iż nie dają oni wyborcom żadnej alternatywy. W wyborach pojawił się więc kolejny nowy gracz, który mógł pozyskać część niezdecydowanego elektoratu.

Powrót do starej formuły, a rzeczywistość postwyborcza

Pomimo wielu zmian, jakie zaszły na japońskiej scenie politycznej, Partia Liberalno-Demokratyczna w wyborach 22 października zdołała zabezpieczyć większość w izbie niższej. PLD zyskało w tych wyborach 284 miejsca, a jej koalicjant Kōmeitō 29 miejsc. Partia Nadziei, pomimo wystawienia aż 235 kandydatów, zdołała pozyskać jedynie 50 mandatów. Partię Koike „pokonała” także Konstytucyjna Demokratyczna Partia Japonii poprzez wywalczenie 55 miejsc w izbie niższej. Najbardziej podstawowy wniosek z tych wyborów jest jeden: społeczeństwo dało premierowi oraz PLD przyzwolenie na wdrażanie zapowiadanych przezeń zmian. Pewnym jest, że premier ten mandat od Japończyków w stosowny sposób wykorzysta.

Analizując wyniki wyborów, śmiało można stwierdzić, że decyzja o odrzuceniu liberalnych członków Partii Demokratycznej z pragmatycznego punktu widzenia okazała się dla Koike błędna. KDPJ pozyskało więcej mandatów niż Partia Nadziei, będąc atrakcyjną alternatywą dla wyborców o niekonserwatywnych poglądach. Jeżeli chodzi o Partię Demokratyczną, to jej lider Seiji Maehara (wybrany na przewodniczącego partii nie tak dawno temu) obwieścił, że zrezygnuje ze stanowiska i poniesie odpowiedzialność za porażkę swojej formacji politycznej. Co ciekawe, Maehara silnie nakłaniał Koike do kandydowania do izby, tak by potem mogła zostać premierem. Ta jednak niezłomnie odmawiała, co wylicza się jako jeden z czynników wpływających na porażkę jej partii. Politycy PLD podkreślają natomiast, że do zwycięstwa ich formacji w dużej mierze przyczyniło się rozdrobnienie wśród opozycji i brak skonsolidowanej przez nich alternatywy dla polityki partii rządzącej. Faktem jest, że zmiany te zachodziły w tak szybki sposób, że wyborcy mogli odczuć niepewność w stosunku do propozycji wysuwanych przez nowych kandydatów. Na froncie Partii Nadziei, mimo niekwestionowanej porażki w wyborach, walka nie wygasła. Koike oficjalnie oznajmiła, że nie ma zamiaru rezygnować z pozycji lidera partii. Ze środowisk wewnątrzpartyjnych dobiegały głosy domagające się dymisji Koike, mówi się również o możliwym odejściu niektórych polityków. Koike jednak podkreśliła, że zdystansuje się od ogólnokrajowej polityki i pozostawi ją w rękach członków swojej partii.

W tym momencie wszystko wskazuje na to, że Abe w rzeczywistości zostanie najdłużej urzędującym premierem w historii powojennej Japonii. 1 listopada zgodnie z wynikami głosowania Abe po raz kolejny został wybrany na tę funkcję. Oczywiście trzeba mieć na uwadze fakt, że polityka jest nieprzewidywalna i wszystko może ulec zmianie w bardzo krótkim czasie i z nieoczekiwanych przyczyn. Idealnym obrazowaniem tego twierdzenia jest powyższy komentarz i to, jak przebiegły tegoroczne wybory do izby niższej japońskiego parlamentu. Należy podkreślić, że były one dla Japonii bardzo istotne. Na japońskiej scenie politycznej, która jest niezwykle hermetycznym tworem, zdołały wykształcić się nowe formacje. Pomimo że władza pozostała wciąż w tej konserwatywnej części japońskiej siły politycznej, to z uwagą należy obserwować, jak będzie rozwijała się sytuacja.

ŹRÓDŁA

Reuters
Japan Times
Japan Times II
Japan Times III
Japan TImes IV
Japan Times V
Nikkei
Nikkei II
The Diplomat
Asahi Shimbun
Asahi Shimbun II
Japan Today
Japan Today II
Mainichi Shimbun
The Japan Times VI

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

Abe   wybory  

NASZE ARTYKUŁY

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy