Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film NOSZĄC MIECZ W SERCU. RECENZJA FILMU „THE BOY AND THE BEAST”

Plakat filmu; źródło: The Film Stage

14.01.2018 | 17:40
Autor: Piotr Sarota

Japońska animacja zdaje się mieć słabość do motywów „znanych i lubianych”, nawet jeśli utraciły już swą świeżość. Jednak czasem i one pozwalają stworzyć coś intrygującego.

Mamoru Hosoda niewątpliwie należy do grona najciekawszych twórców współczesnej animacji. Choć brak mu na koncie spektakularnego sukcesu pokroju Spirited Away (2001) Hayao Miyazakiego czy Your name (2016) Makoto Shinkaia, reżyser powoli rozwija swój styl, łącząc popularne motywy anime z bardziej indywidualnym spojrzeniem na tematy: relacji międzyludzkich, rodziny czy też przemian w obrębie kultury. Jego ostatni film The Boy and the Beast jest pod tym względem niewątpliwie godnym następcą Summer Wars (2009) oraz Wilczych dzieci (2012). 

Fabuła filmu koncentruje się na chłopcu imieniem Ren. Niepogodzony ze śmiercią matki i postawiony wobec perspektywy, w której ma zostać adoptowany przez dalszą rodzinę, ucieka z domu. Błąkając się po ulicach, spotyka natrętnego nieznajomego, który po krótkiej sprzeczce okazuje się bestią: humanoidalnym niedźwiedziem imieniem Kumatetsu. Nie dość na tym: oferuje Renowi możliwość zostania jego uczniem, o ile tylko chłopak się odważy. Wiedziony ciekawością raczej niźli determinacją Ren idzie za bestią, trafiając do Jūtengaikrainy połączonej ze współczesnym światem, istniejącej równolegle doń. Nie mogąc powrócić do świata ludzi, chłopak – nie bez oporów – postanawia przyjąć ofertę Kumatetsu, co wkrótce okazuje się dosyć problematyczne, jako że Kumatetsu to wojownik niewątpliwie silny, ale przy okazji również uparty, leniwy, gburowaty... i mający ambicję zostać Wielkim Mistrzem w Jūtengai. Szybko jednak wychodzi na jaw, że w trakcie nauki role ucznia i nauczyciela nie będą tak oczywiste, jak z początku mogłoby się wydawać.


Kadr z filmu; źródło: imdb.com

Karate Kid

The Boy and the Beast można rozpatrywać na trzech zasadniczych poziomach. Pierwsze dwa stanowią rozwinięcie tropów znanych z poprzednich filmów Hosody, koncentrujących się z jednej strony na wykorzystaniu schematów fabularnych znanych z innych filmów, z drugiej zaś – spojrzeniu na kształt relacji rodzinnych i refleksji na ich temat. Karate Kid, tytuł filmu Johna G. Avildsena z 1984 roku, pojawia się w śródtytule nieprzypadkowo: trudno o bardziej kultowy przykład historii młodego adepta szkolącego się w sztukach walki pod okiem starszego mistrza. Znajdziemy tu podobny punkt wyjścia i chęć nauki wynikającą z poczucia słabości; trening rozpoczynający się od zwykłych sprawunków domowych; proces zdobywania kolejnych specjalności oraz następujący wraz z nimi wzrost potencjału duchowego, wreszcie wielki turniej wieńczący okres nauki. Niemniej Hosoda wprowadza kilka zasadniczych zmian w tym schemacie. Nauka Rena (a właściwie Kyuty, bo takie imię nadał mu Kumatetsu) trwała niemal dekadę, jednak reżyser cały trening „załatwia” jedną, sprawnie zmontowaną serią ujęć – co ma sens o tyle, że w przypadku chłopca sztuki walki są raczej środkiem do osiągnięcia celu niż celem samym w sobie. Jego chęć stania się silniejszym nie wynikała z istnienia przeciwnika, którego należy pokonać, ale raczej z konieczności skonfrontowania się z nową rzeczywistością: w obcym świecie, bez rodziny, z odium człowieka pośród bestii. Wreszcie to nie Kyuta staje do walki w turnieju, lecz Kumatetsu, mierząc się z przeciwnikiem zdającym się górować nad nim pod niemal każdym względem – zarówno fizycznym, jak i przede wszystkim duchowym. Ten wątek odsyła nas do drugiej kwestii, czyli sposobu, w jaki Hosoda kreuje relacje między bohaterami. Summer Wars było swoistą apoteozą rodzinnych więzi, ukazaniem wielopokoleniowej familii oraz zderzeniem modelu opartego na bliskości z „samotnym wilkiem” pozostawionym samemu sobie. W Wilczych dzieciach zaś zaprezentował trud samotnej matki zmuszonej zmierzyć się z perspektywą wychowania dwójki dorastających dzieci zawieszonych między światami.The Boy and the Beast jest naturalną kontynuacją tych filmów, prezentującą dla odmiany powolne budowanie relacji rodzinnych od podstaw. Kyuta powoli zaczyna odnajdować sens w życiu: odseparowany od starego świata znajduje w Kumatetsu i jego kompanach namiastkę rodzinnego domu, zaś postawny wojownik po raz pierwszy czuje odpowiedzialność za kogoś więcej niż samego siebie. Hosoda, prezentując ich wzajemne treningi, pokazuje jednocześnie ważną rzecz, jaką jest fakt, iż w przypadku relacji międzyludzkich nie istnieje sztywna hierarchia – tutaj nie ma mistrza i ucznia, ale dwie jednostki, które zarówno wnoszą coś do relacji, jak i z coś z niej wynoszą – w tym przypadku byłoby to chociażby poczucie przynależności.


Kadr z filmu; źródło: imdb.com

Być tylko człowiekiem

Siłą The Boy and the Beast jest to, że można oglądać go na rożne sposoby. Można widzieć w nim głównie film o tworzeniu się relacji rodzinnych i wspólnym przedzieraniu się przez piętrzące się przeciwności losu. Można spoglądać na niego jako na film z gatunku coming-of-age, gdzie bohater powoli dorasta, konfrontując się z nowymi doświadczeniami, buntując się wobec władzy rodzicielskiej i wchodząc w pierwsze kontakty damsko-męskie. Można też – tak jak ja w tym przypadku – widzieć w filmie Hosody refleksję na temat budowania swojej tożsamości w ramach społeczeństwa oraz percypowania tego społeczeństwa przez pryzmat migranta. Reżyser buduje w swoim filmie wyraźną dychotomię pomiędzy Kyutą a synem rywala Kumatetsu – Ichirōhiko. Obydwaj „noszą w sercu ciemność”, jednak wynika ona z nieco innych przesłanek. Dla Ichirōhiko rzeczywistość Jūtengai jest tą „bazową”: całe swoje świadome życie spędził właśnie tutaj, w rodzinie Iōzena, budując swoją tożsamość w kontekście tego świata – jako syn dumnego wojownika, członek społeczności, bestia. Z czasem jednak ta otaczająca go wizja zaczyna pękać, lecz nie z powodów zewnętrznych nacisków, ale z wewnętrznego poczucia niedopasowania. Zgrzyt pomiędzy – w tym przypadku – fizycznymi ograniczeniami a pewnym modelem, jaki budowało się przez lata, doprowadza do wybuchu agresji, w tym przypadku skierunkowanym w „Obcego”, jakim jest Kyuta. Agresja ta jest tym większa, iż chłopak nie ma sztywnych ram tożsamościowych, w które musi się dopasować. Fakt bycia po części intruzem w tym świecie sprawia, że musi porzucić swoją poprzednią tożsamość i zacząć budować nową (symbolicznie zresztą odmawia podania Kumatetsu swojego imienia, przez co zostaje mu nadane nowe imię, używane tylko wśród bestii). Jego trening sztuk walki jest jednocześnie procesem socjalizacji w nowej kulturze: wraz z rozwojem swoich umiejętności zdobywa większą akceptację jako członek Jūtengai. Podobnie też jak Ichirōhiko, Kyuta staje wobec kryzysu tożsamościowego; pewnego dnia przypadkiem trafia na powrót do ludzkiego świata, gdzie spotyka Kaedę, licealistkę, którą wybawia od szkolnych chuliganów. Pod wpływem spotkania zaczyna uczyć się wraz z dziewczyną, nadrabiając edukacyjne zaległości z okresu życia z bestiami. Czyni to jednak z równym zapamiętaniem, jak studiowanie technik miecza: metodycznie i wręcz zachłannie. Kiedy jednak konfrontuje się z Kumatetsu, by z nim o tym fakcie porozmawiać, następuje kłótnia, po której Kyuta włóczy się po mieście, zadając na koniec Kaede pytanie: „Czym jestem, człowiekiem czy bestią?". To tożsamościowe rozdarcie jest symptomatyczne: wybór jest trudny, ale jest to wybór pomiędzy dwoma równoważnymi opcjami, pomiędzy którymi można zachować pewną płynność, decyzja zaś nie oznacza całkowitego zerwania z drugą stroną. Analogia pomiędzy kulturą a relacjami ludzkimi jest zresztą poręczna także pod tym względem, że w obydwu przypadkach następuje sprzężenie zwrotne: akcja powoduje reakcję, biorąc coś, człowiek jednocześnie stara się też coś dorzucić, a trwanie w tej samej pozycji, zamknięcie na zmiany i wpływ, najczęściej skończyć się musi frustracją i rozczarowaniem.


Trailer filmu; źródło: youtube.com/Madman

Dusza wojownika

Jak wspominałem, nic nie stoi na przeszkodzie temu, żeby całą powyższą interpretację zignorować i oglądać The Boy and the Beast po prostu jak film o dorastającym chłopcu, szukającym swego miejsca w świecie. Hosoda całkiem nieźle znajduje balans pomiędzy efektownymi walkami a młodzieńczymi problemami, komedią a dramatem, oprawiając to wszystko w bardzo miłą dla oka animację, sytuującą się gdzieś pomiędzy realizmem Shinkaia a mocno stylizowanymi pracami Miyazakiego. Fakt, operuje często grubą kreską, a znane z anime tropy czasem biorą górę w starciu z autorskim stylem, niemniej The Boy and the Beast to kolejny przykład na to, że japońska animacja trzyma się całkiem nieźle i nie samym Ghibli stoi. 

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

film   animacja  

NASZE ARTYKUŁY

Azjatycki cytrus yuzu

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy