Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film NIEDYSKRETNY UROK NIEŚMIERTELNOŚCI. RECENZJA FILMU „MIECZ NIEŚMIERTELNEGO”

Plakat filmu; źródło: IMDB

04.04.2018 | 23:22
Autor: Piotr Sarota

Niewielu filmowców może pochwalić się posiadaniem ponad stu filmów na koncie. Takashiemu Miike już z tego powodu należy się szacunek, czy jednak w tym przypadku ilość idzie w parze z jakością?

Takashi Miike niewątpliwie jest filmowym ewenementem – trudno bowiem znaleźć współczesnego reżysera, który mógłby pochwalić się tak wielką filmografią. Miike nie lubi zamykać się w obrębie jednego gatunku (kręcił chyba wszystko począwszy od filmów samurajskich, przez komedie i horror, aż po SF), na swoim koncie ma zarówno szereg ekranizacji komiksów (Ichi the Killer, As the Gods Will), jak i niejeden remake (13 zabójców, Hara-Kiri: śmierć samuraja); produkcje prezentujące przemoc w wersji niemal ekstremalnej (Gra wstępna) oraz nakierowane na młodszego odbiorcę (Yattaman). Znajdziemy tam wreszcie obrazy wybitne, całkiem niezłe, zwyczajnie słabe lub absolutnie niezapadające w pamięć. Do jakiej kategorii zalicza się Miecz nieśmiertelnego będący jubileuszowym – bo setnym – filmem enfant terrible japońskiej kinematografii? Trudno do końca powiedzieć, choć niewątpliwie jest to od początku do końca film Miike – ze wszystkimi tego zaletami i mankamentami.

Sto to liczba magiczna

Manji, protagonista Miecza nieśmiertelnego, to antybohater idealny: cyniczny, sponiewierany psychicznie i fizycznie oraz uparty do niemożliwości. Swego czasu był szanowanym samurajem, lecz gdy został perfidnie wykorzystany przez swego pana, nie zawahał się przed zaszlachtowaniem go oraz całej jego obstawy. W której niestety był również mąż jego siostry. Gdy ta na widok zbrodni traci rozum, obiecuje się nią zaopiekować. Jednak wkrótce Machi ginie, zamordowana przez łowców nagród, a Manji, nie mając już innego powodu by żyć, atakuje grupę, kładąc pokotem dobrą setkę wojowników. Jednak zamiast oczekiwanej śmierci, świadkująca walce tajemnicza Yaobikuni daje mu... nieśmiertelność. Pół wieku później Rin, córka mistrza dojo, jest świadkiem jak Kagehisa Anotsu, głowa szkoły Ittō-ryū, z zimną krwią zabija w pojedynku jej ojca. Oszczędzona jedynie za sprawą młodego wieku dziewczyna poprzysięga zemstę, zaś spotkana na cmentarzu Yaobikuni radzi dziewczynie, by odnalazła nieśmiertelnego wojownika, jeżeli oczywiście faktycznie zależy jej na zemście...


Kadr z filmu; źródło: imdb.com

Miecz nieśmiertelnego to zdecydowanie bardziej „mainstreamowy” film Miike: nie znajdziemy tutaj tak zakręconego konceptu jak w świetnym Yakuza Apocalypse ani przemocy porównywalnej do tej z Lekcji zła, niemniej jednak i tak reżyser miejscami sobie pofolgował. Wojownik noszący na ramionach spreparowane głowy swoich ofiar, androgyniczny Anotsu okazujący się prawdziwym terminatorem, Manji rozglądający się po lesie w poszukiwaniu własnej odciętej dłoni – w chwilach takich jak te wychodzi na wierzch Miike, jakiego wielu lubi: potrafiący połączyć powagę ze slapstickowym nieraz humorem, dodać odrobinę makabry i dramaturgii oraz doprawić to wszystko odrobiną przerysowania oraz sporą liczbą ubitych statystów. Dzięki temu nawet w scenach, gdzie trup ściele się gęsto a bohaterowie dokonują absolutnej rzezi, całość nie tonie w krwistym sosie dosłowności, ale raczej jawi się jako sprawnie zrealizowany, brutalny spektakl, pełen tańczących ostrzy i latających kończyn. Miike w ogóle ma rękę do obrazów: Miecz nieśmiertelnego pod względem zdjęć prezentuje się bardzo solidnie, niezależnie od tego czy mówimy o bardziej statycznych kadrach (chatka Manjiego, scena treningu Anotsu), czy o dynamicznych sekwencjach walk jak w przypadku pojedynku protagonisty z zabójczo skuteczną Makie w ciemnej uliczce miasta.

Także od strony treściowej można znaleźć w Mieczu nieśmiertelnego sporo motywów typowych dla reżysera oraz jego dość niestandardowego ich traktowania. Wystarczy wskazać na clue filmu, czyli wątek zemsty. Już samo spotkanie Rin i Manjiego nie przebiega w przewidywany sposób, kiedy ten wprost pyta: Jeśli zabiję tylko dlatego, że poprosiłaś, nie będę niczym więcej niż mordercą. Jak mam zadecydować, kogo zabić? Być może jest to cynizm człowieka, który nie ma po co żyć, niemniej jest w tym sporo racji – czy zemsta jest wystarczającym powodem, by zabić? Jak na ironię wraz ze wzrostem determinacji wojownika, by pomóc Rin odkrywanych jest coraz więcej szczegółów dotyczących Anotsu i jego motywacji, wprowadzających sporo ambiwalencji w ten trójkąt, a nawet do pewnego stopnia podważających argumentację Rin, w myśl zasady „każdy uważa, że jest bohaterem w swojej opowieści”. I – jak to często bywa u Miike – prawdziwe, bezwzględne zło czai się gdzieś obok, zunifikowane, posiadające prawdziwą władzę i nie wahające się jej użyć, by sprzątnąć z szachownicy zbędne pionki, gdy wykonają już swoje zadanie. Co gorsza, jego ostateczne pokonanie jest w zasadzie niemożliwe: tak jak w 13 zabójcach można usunąć objaw, pojedynczy tryb machiny zła, ale cała reszta dalej działa, ukazując podejmowane przez bohaterów działania jako chwalebne, ale jednak w gruncie rzeczy pozbawione znaczenia.


Kadr z filmu; źródło: imdb.com

Kogo mam zabić?

Fakt, iż Miecz nieśmiertelnego to wykapany Miike oznacza też, że film cierpi na problemy dla reżysera typowe. Jednym z najważniejszych jest kulejąca selekcja materiału. Oryginalna manga Hiroakiego Samury liczyła trzydzieści jeden tomów i skompresowanie tego do jednego filmu kinowego nie mogło obyć się bez cięć. I choć reżyserowi udało się nakręcić film dramaturgicznie i fabularnie dość spójny, jest w nim wiele wątków, które potraktowano skrótowo (poszczególni członkowie Ittō-ryū, Mugai-ryū) oraz takich, które zredukowano na tyle drastycznie, iż stały się niemalże pretekstowe i zbędne (szalony Shira). Skrótowo potraktowano niestety również relację Manjiego i Rin. W przypadku samuraja (znakomicie sportretowanego przez Takuyę Kimurę) nie można właściwie narzekać: jawi się jako postać niejednoznaczna, świetny wojownik, który jednak często wygrywa tylko dlatego, że można go kroić niczym befsztyk, a on i tak poskłada sie do kupy, człowiek zmęczony, ale i pełen determinacji. O ile jego sylwetkę i motywacje przedstawiono dostatecznie dobrze, o tyle w przypadku Rin widz pozostaje z zagadką, co właściwie sprawiło, że Manji zgodził się na prośbę dziewczyny. Brak tu scen, które w sposób bardziej obrazowy ukazywały rodzącą się między nimi więź lub chociaż takich, które sugerowałyby rozwój samej Rin. Tymczasem, mimo iż trenowała pod okiem głowy dojo, jej umiejętności walki (jak i charakter...) są zerowe, a głównym zadaniem, jakie przed sobą stawia, jest dużo krzyczeć, roić o zemście i wpędzać swego ochroniarza w kłopoty, kontynuując tym samym tradycję irytujących bohaterów dziecięcych japońskiego kina. Pewien problem można mieć również z finałową sceną batalistyczną, która, choć urokliwa, nosi zbyt duże podobieństwo do tego, co reżyser pokazał w 13 zabójcach: podobną dynamikę, zwierzęcość i dosadność, ale zaskakująco pozbawioną głębi i ciężaru. Oglądając wyczyny Manjiego i Anotsu, nie ma się wrażenia, że oto mamy przed sobą zwieńczenie ich drogi i efekt podjętych wyborów; zamiast tego przebija świadomość, że Miike potrzebował czegoś z wykopem, by zakończyć film na wysokiej nucie.


Trailer filmu; źródło: YouTube/ Movieclips Film Festivals & Indie Films

Chwilami Miecz nieśmiertelnego przywodzi na myśl najlepsze dokonania reżysera, z jego niebanalnym humorem, niejednoznacznymi rozwiązaniami fabularnymi i rzeczywistością „wypadającą” ze swoich ram, by zaraz potem zaskoczyć sporą zachowawczością i skrojeniem pod bardziej komercyjną publikę. Nie jest to film zły: oferuje sporo rozrywki na niezłym poziomie i wystarczającą ilość „miikekowszczyzny”, by wywindować obraz ponad średni poziom samurajskiego kina w sosie fantasy. Raczej jednak nie trafi na listę „kultowych filmów Takashiego Miike”, wypchnięty przez starszych i bardziej „rosłych” braci pokroju przywoływanych 13 zabójców. Niemniej, dla fanów nietuzinkowego kina japońskiego wciąż jest do pozycja warta zobaczenia. 

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

samuraje   film  

NASZE ARTYKUŁY

Muminkomania w Japonii

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy