Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film DWA SPOJRZENIA NA KINO JAPOŃSKIE

"Film japoński"; Źródło: antykwariat.tezeusz.pl

04.07.2013 | 19:00
Autor: Jakub Klich

FILM JAPOŃSKI Stanisława Janickiego i SFILMOWAĆ DUSZĘ. MAŁA HISTORIA KINA JAPOŃSKIEGO Piotra Kletowskiego

Bardzo często mówi się i pisze o filmie japońskim jako zjawisku specyficznym, odrębnym, nawet niezrozumiałym dla odbiorcy z innego kręgu cywilizacyjnego. Jak sądzę, wynika to z małej lub powierzchownej znajomości historii Japonii i samych Japończyków. Poznanie choćby podstawowych, charakterystycznych cech owej odrębności pomoże w lepszym ich zrozumieniu.

(Janicki, s. 7)

Kino japońskie to obiekt fascynacji. Nie istnieje chyba żadna inna kinematografia narodowa, która budzi tak wielkie emocje i przyciąga swoją specyfiką tak ogromne rzesze oddanych wielbicieli. Świadczą o tym wielkie sukcesy frekwencyjne wielu filmów japońskich, niezliczone fora internetowe skupiające fanów produkcji filmowych z Kraju Kwitnącej Wiśni oraz organizowane dość często zloty pasjonatów, którzy ubierają nawet kostiumy swoich ulubionych bohaterów japońskiej kinematografii. Nazwiska tamtejszych gwiazd, jak choćby Takeshiego Kitano, Tadanobu Asano, Takeshiego Kaneshiro, są znane prawie każdemu kinomanowi. Owa “kultura fanowska” dotyczy w przeważającej mierze produkcji popularnych oraz japońskich filmów animowanych, docierających do Polski ze stale zwiększającym się natężeniem. Niektóre firmy dystrybucyjne zaczęły specjalizować się w importowaniu najnowszych propozycji Japończyków na polu kina rozrywkowego. Dlatego możemy oglądać realizowane w ostatnich latach filmy jidaigeki: “Azumi” Ryuheia Kitamury, “Zatōichi” Takeshiego Kitano; jakuza movies: “Brother” Takeshiego Kitano; japońskie filmy grozy: seria „Ringu” Hideo Nakaty i obrazy Takashiego Miike; oraz dzieła wytwórni Studio Ghibli: “Księżniczka Mononoke”, “Spirited Away. W krainie bogów” i „Ponyo” Hayao Miyazakiego. Niestety, opisana powyżej sytuacja nie dotyczy klasycznych tytułów japońskiego kina. Na próżno poszukiwać można dzieł Kobayashiego, Mizoguchiego, Naruse, Ōshimy czy Imamury. Wyjątek stanowi tu twórczość “cesarza kina”, Akiry Kurosawy, którego dokonania dostępne są na polskim rynku w formie niebywale drogich pakietów filmowych.

Jak łatwo się domyślić, w przypadku refleksji filmoznawczej proporcje wyglądają dokładnie odwrotnie. Stosunkowo dobrze przeanalizowane i opisane jest kino klasyczne, a produkcje popularne nie cieszą się zbyt dużym zainteresowaniem badaczy. Regularnie ukazują się liczne artykuły i eseje dotyczące filmów z lat 50., 60. i 70. XX wieku, ale wciąż brakuje jednej, kompleksowej publikacji dotyczącej historii kinematografii japońskiej. Nie chodzi mi w tym momencie o monumentalne dzieło na miarę osiągnięć Tadao Satō, najznamienitszego historyka w tej dziedzinie, lecz o kompendium wiedzy przeznaczone dla zainteresowanych tematem. Do rangi prawdziwego paradoksu urasta fakt, że tak fascynująca dziedzina wiedzy nie doczekała się szerokiego, rzetelnego opracowania historycznego w języku polskim.

W ciągu ostatnich czterdziestu lat zaledwie troje filmoznawców odcisnęło szczególne piętno na polu refleksji nad filmem japońskim. Pionierką badań jest profesor Alicja Helman, która już w latach 70. opublikowała krótką historię kina japońskiego oraz pracę monograficzną poświęconą twórczości Akiry Kurosawy. Na kolejny ważny tytuł przyszło nam czekać kilkanaście lat. W 1982 roku Stanisław Janicki wydał słynne encyklopedyczne opracowanie pod tytułem “Film japoński”. Chwalebną tradycję kontynuuje doktor Piotr Kletowski, który swoją książką “Sfilmować duszę. Krótka historia kina japońskiego” częściowo wypełnił ową dojmującą lukę w dyskursie filmoznawczym. Recenzja dotyczyć będzie tych dwóch ostatnich tytułów.

Film japoński” Stanisława Janickiego można, bez najmniejszych wątpliwości, określić mianem publikacji przełomowej. Książka wydana przez Warszawskie Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, odpowiedzialne również za serię omówień innych kinematografii, stanowi pierwszy kompleksowy przegląd najważniejszych dzieł kinematografii japońskiej, od jej dziewiętnastowiecznych początków do połowy lat 70. XX wieku. Struktura opracowania jest bardzo prosta: trzy rozdziały odpowiadające trzem okresom historycznym wyróżnionym przez autora: I. Od narodzin do klęski (1897-1945); II. Burzliwe lata (1945-1959); III. Poszukiwania (1960-1976) oraz seria krótkich biografii najważniejszych reżyserów. Warto dodać, że całość wzbogacają niezwykle piękne czarno-białe fotosy. Największą zaletą książki Janickiego jest postawa badawcza, którą określić można mianem “perspektywicznej” lub „kontekstualnej”. Autor zaznacza już na wstępie, że do pisania historii kina japońskiego absolutnie niezbędne jest poznanie dziejów owego kraju i zdobycie podstawowej wiedzy o kulturze wytworzonej przez Japończyków. Po przytoczeniu kluczowych informacji autor stwierdza:

Pamiętając o tych - przedstawionych w uproszczeniu - sprawach, lepiej może rozumiemy ową specyfikę filmu japońskiego. Jego związki zarówno z własną tradycją literacką i artystyczną, jak i korzystanie z wzorów zagranicznych. Jego kręgi zainteresowań i charakterystyczny sposób przedstawiania losów ludzkich, konfliktów i dramatów. Jego styl - tradycyjny i nowoczesny. Żywotność pewnych problemów i długowieczność pewnych motywów i gatunków.

(Janicki, s. 9)

Dzięki temu Janicki, oczywiście w miarę możliwości, unika przyjęcia perspektywy “zachodniego badacza”, która często naznaczona jest piętnem “kolonialnego spojrzenia“. Wiele opisów filmów zawiera wyraźne odwołania do historycznego kontekstu lub estetycznych tradycji japońskich. Na wielkie pochwały zasługuje też częste porównywanie opinii krytyków zachodnich i rodzimych, które wielokrotnie rozmijały się zasadniczo. Przykład może tu stanowić pierwszy film azjatycki wyróżniony Złotą Palmą na Festiwalu Filmowym w Cannes, “Wrota piekieł” Teinosuke Kinugasy z 1953 roku. Prasa europejska rozpisywała się o nim w samych superlatywach, porównywała do “Tristana i Izoldy” lub “Otella”, doszukiwała się inspiracji sztuką teatru  oraz stylem najbardziej subtelnego malarstwa średniowiecznego. Tymczasem Janicki, za opiniami ówczesnej krytyki japońskiej, stwierdza, że:

Japończycy ze zdumieniem czytali te słowa. W Japonii bowiem film Kinugasy uznany został za przeciętny, poprawny utwór historyczny, nie wyróżniający się ani formą, ani ujęciem tematu. (…) Wrota piekieł są w porównaniu np. z Rashōmonem czy filmami Mizoguchiego, zwykłą melodramatyczną opowieścią, jakich wiele w literaturze i kinie japońskim. Nie ma w tym filmie żadnych odniesień do teatru nō, teatru wysublimowanego, umownego, hieratycznego. A kolor, koncepcja plastyczna zostały żywcem przeniesione z tradycyjnego malarstwa, takiego jakie - cytuję krytyków japońskich - pokazuje się wycieczkom szkolnym w każdym prowincjonalnym muzeum….

(Janicki, s. 90)

Źródło: archiwumallegro.pl 

Umieszczenie filmów w kontekście historycznym pozwala też Janickiemu na wyciąganie bardzo ciekawych wniosków o charakterze społeczno-politycznym. Pisząc o filmie ”Seppuku” Masakiego Kobayashiego z 1962 roku, jednym z najdoskonalszych dzieł jidaigeki, które opowiada o młodym samuraju zmuszonym do popełnienia harakiri oraz zemście jego teścia na bezdusznym daimyō, sprawcy tragedii, Janicki dopatruje się w nim, obok perfekcyjnej realizacji i epickiego rozmachu, celnej krytyki japońskiego systemu feudalnego, który - warto dodać - wcale nie zniknął, ale przekształcił się w japoński korporacjonizm:

Kobayashi, przedstawiając z naturalistyczną drobiazgowością ceremoniał harakiri, odziera je z legendy, jaką od wieków było owiane. Demaskuje nieludzki charakter rycerskiego kodeksu, który pod pozorem chronienia czystości moralnej i najszlachetniejszych wartości wykorzystywany bywał dla utrzymania feudalnego systemu niszczenia ludzkiej osobowości, utrzymywania podwładnych w bezwzględnym posłuszeństwie.

(Janicki, s. 135)

Wymienione powyżej cechy „Filmu japońskiego” czynią zeń publikację niezwykle wartościową, nawet pomimo drobnych błędów rzeczowych i nieścisłości przy transkrypcji niektórych nazwisk i tytułów. Jak na pierwszą próbę syntezy wiedzy na temat kinematografii japońskiej, książka okazałą się propozycją wyjątkowo pełną, satysfakcjonującą, którą dodatkowo może stanowić doskonały wstęp do studiów nad kinematografią Kraju Kwitnącej Wiśni. Książka jest łatwo dostępna w antykwariatach i na aukcjach internetowych.

Źródło: yrolsatori.wordpress.com

W roku 2006 na polskim rynku wydawniczym ukazała się druga, ty razem o wiele krótsza, historia japońskiego filmu – „Sfilmować duszę” Piotra Kletowskiego. Pod lekko pretensjonalnym tytułem kryje się opracowanie, w którym autor osiągał coś praktycznie niemożliwego – stworzył syntezę przeszło stuletnich dziejów twórczej działalności japońskich filmowców na zaledwie siedemdziesięciu stronach. Każdy mini-rozdział wypełniają kompetentnie dobrane informacje oraz paradoksalne bogactwo ciekawostek i bardzo zaskakujących kontekstów (najciekawszy pojawi się poniżej). Szczególnie ważne jest pochylenie się badacza nad kinem z lat 1975-1995, które powszechnie uznaje się za okres kryzysu, skrajnej komercjalizacji i często ostentacyjnie się je ignoruje. Książkę Kletowskiego odróżnia od badań Janickiego połączenie perspektywy “kontekstualnej” z “autorską”. Większy nacisk kładzie się tutaj na osobowości twórców i ich wpływ na kształt dziejów całej kinematografii. Na szczęście, potencjalnie niebezpieczne podkreślanie osobistych uwarunkowań i obsesji artystycznych twórców nie prowadzi do wypreparowania ich działalności ze struktury historycznych i społeczno-kulturowych uwarunkowań. Kletowski wydaje się być wystarczająco świadomy najważniejszych współczesnych problemów społeczno-politycznych w Japonii. Za przykład niech posłuży poruszona już wcześniej twórczość Masakiego Kobayashiego. Podczas gdy Janicki poprzestaje na refleksji czysto historycznej, Kletowski rozszerza ją o kontekst nastrojów panujących ówcześnie w Japonii:

W brawurowej „Gospodzie złoczyńców” (Inochi bō ni furō, 1971) - w historii walki wysłannika szoguna z bandą przemytników - zawarł Kobayashi metaforę współczesnej Japonii, zżeranej przez korupcję, społeczny konformizm, przestępcze patologie. Warto zauważyć, że na filmową estetykę Kobayashiego, zwłaszcza na rozwiązania przestrzenne stosowane w jego filmach, przemożny wpływ miały dzieła polskiego reżysera Jerzego Kawalerowicza, zwłaszcza „Matka Joanna od Aniołów” (1961). 

(Kletowski, s. 40)

Podsumowując, można stwierdzić, że obie książki doskonale się uzupełniają i mogą z powodzeniem stanowić wstęp do poznawania historii japońskiego kina. Pozostaje mieć nadzieję, że powstanie rozbudowanego polskojęzycznego opracowania tego fascynującego tematu jest tylko kwestią czasu.

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

sztuka   film   japonofile  

NASZE ARTYKUŁY

Tamago – jajko w Japonii

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Komu macha maneki-neko?

Kitsune - japońskie lisy

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy