Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Film RAZ, DWA, TRZY, RĄCZKĘ TRACISZ TY. RECENZJA FILMU „KAMISAMA NO IU TŌRI”

Plakat filmu; źródło: Gold Poster

02.02.2016 | 17:06
Autor: Piotr Sarota

Na opisywany film Takashiego Miike wiele osób czekało, zachęconych świetnym trailerem z morderczym Darumą. Czy jednak było warto? Chyba nie do końca...

Takashi Miike bez wątpienia należy do grona najciekawszych tworzących obecnie reżyserów, a każdy jego film wzbudza jeśli nie zainteresowanie, to przynajmniej ciekawość. Wynikającą zazwyczaj z prostego faktu: filmy Miike dalekie są od normalności, a absurdalne połączenia, groteska, grube żarty i przekraczanie granic to tylko niektóre z jego znaków rozpoznawczych. Kamisama no iu tōri w zapowiedziach jawił się jako dzieło zakręcone, obiecujące zdecydowanie dziwne i nietypowe rozwiązania. Niestety, okazało się, że owa „dziwność” jest w dużej mierze jedyną zaletą tego filmu.

Kamisama no iu tōri jest adaptacją mangi Muneyukiego Kaneshiro i Akeji Fujimury pod tym samym tytułem. Nie jest to nowość w przypadku Miikego – jeśli przyjrzeć się jego twórczości okaże się, iż większość z jego filmów jest adaptacjami mang (Ichi the Killer), anime (Yattaman), gier komputerowych (Ace Attorney) lub zwyczajnie remake’ami (Szczęście rodu Katakuri, Harakiri – śmierć samuraja, 13 zabójców). Taka sytuacja niesie ze sobą jednak pewien problem w odniesieniu do oceny konkretnych obrazów: z jednej strony znajomość tekstów wyjściowych pozwala często dostrzec przewrotność strategii twórczych reżysera i znacząco zwiększyć atrakcyjność produkcji (casus Ichi the Killer, gdzie lektura oryginału ujawnia w pełni przekształcenie z poważniej opowieści gangsterskiej w czarną komedię). Z drugiej jednak należy oceniać film jako osobne, zamknięte dzieło, potrafiące obyć się bez kontekstu oryginału i wciąż zrozumiałe. Ostatecznie nie po to ogląda się adaptację komiksu, by trzeba było następnie i tak ów komiks przeczytać, żeby zrozumieć film. I tutaj właśnie leży problem nowego Miikego.

Kadr z filmu; źródło: dailymotion.com

Na początku Kamisama no iu tōri poznajemy Shuna Takahatę – ucznia szkoły średniej, którego najkrócej można by określić mianem pasożyta: dzień spędza na graniu w gry, na wszystko reaguje z dziwną apatią, w szkole głównie śpi. Słowem: jego życie jest rozczarowujące i nudne. A przynajmniej tak każe nam sądzić reżyser, całkowicie odpuszczając sobie ekspozycję postaci i zadowalając się prostymi stereotypami, mającymi widzowi wystarczyć za opis bohaterów (wszak nuda jest czymś niezwykłym i wcale nie dotyka każdego licealisty przynajmniej raz w miesiącu). Wszystko zmienia się, gdy nagle głowa nauczyciela eksploduje kaskadą czerwonych kuleczek, a w klasie pojawia się demoniczny Daruma, mordujący po kolei kolejnych uczniów. Szybko okazuje się, że wszyscy znajdujący się w szkole zostali wciągnięci przez nieznane siły w grę, której stawką będzie życie.

Jedno trzeba Miikemu przyznać: potrafi nawet najbardziej dziwaczne pomysły zaaranżować na ekranie tak, że stają się jeszcze dziwaczniejsze, a przy tym nieodmiennie ciekawe i zabawne (choć często jest to dość makabryczny humor). Inspiracji dla filmu szukać można w różnych miejscach: w tzw. batsu games, które zakładają, że w przypadku jakiegoś zadania przegrany musi poddać się mało przyjemnej karze; tradycyjnych, japońskich maskotkach/amuletach, jak Maneki Neko, wspomniany Daruma lub Kokeshi, zazwyczaj kojarzonych pozytywnie, lecz w filmie Miikego zamieniających się w bezlitosne maszyny do zabijania; wreszcie wspomnianej mandze Kaneshiro i Fujimury. Efekty w swej makabrze, grotesce i kiczowatości są wspaniałe: każde spotkanie z demonicznymi zabawkami kończy się krwawo, obfitując przy tym w dobrze budowane napięcie i zaskakujące zwroty fabularne. Nie da się ukryć, że gry te ogląda się z przyjemnością i stanowią największą zaletę Kamisama no iu tōri. Pod warunkiem jednak, że ogląda się je jako osobne sekwencje. Bo gdy zebrać je do kupy, całość okazuje się cokolwiek chybotliwa. By nie powiedzieć – bezsensowna.

Kadr z filmu; źródło: onderhond.com

Tak naprawdę z filmu Miikego widz właściwie nie dowiaduje się, czemu służyć ma cała ta zabawa w mordowanie. Co śmieszniejsze, reżyser wprowadza sporo wątków, które na to pytanie mogłyby odpowiedzieć: liczne ujęcia rozemocjonowanego tłumu, zawzięcie oglądającego transmisję wspomnianych gier (zapominającego chyba, że to ich własne dzieci zostają zgniecione, spalone, zjedzone albo pocięte), mogące stanowić krytykę bezrefleksyjnego społeczeństwa, czerpiącego radość z oglądania cudzych porażek. Pojawiają się refleksje dotyczące natury Boga/boga/bogów, tego co czynią i na co pozwalają, oraz fragmenty odnoszące się do przezwyciężania ograniczeń i działania w sytuacjach ekstremalnych. Zauważyć można wreszcie tajemnicze postaci brodatego kloszarda oraz podstarzałego hikikomori, obydwu w widoczny sposób związanych z wydarzeniami, w których udział bierze Shun. I co? I nic – koniec końców okazuje się, że nic z tego tak naprawdę nie ma znaczenia, a widz liczący na jakieś zamknięcie, ba, już nawet nie zamknięcie, ale logiczne podsumowanie, zostaje de facto z niczym, a wspomniane wątki pozostają wolne jak ptaki i odlatują w siną dal jak bociany na zimę, pozostawiając po sobie jedynie wielkie pytanie: ale właściwie co się stało?

Zwiastun filmu; źródło: Gomorrahizer / YouTube

Ktoś kiedyś powiedział, że Miike kręci filmy albo dziwne, albo dobre. I choć wielokrotnie obydwa te bieguny spotykały się i szły ramię w ramię, w przypadku Kamisama no iu tōri opinia ta jest jak najbardziej prawdziwa. To dziwny film, mający sporo świetnych rozwiązań realizacyjnych, znakomitych pomysłów w odniesieniu do makabrycznych gier, sporo humoru, groteski i kiczu, ale wszystko to zostaje zmarnowane przez brak spójności, wątki prowadzące do słodkiego nigdzie, skrótowość oraz schematyzm. Cóż, pozostaje liczyć, że kolejne filmy reżysera okażą się zdecydowanie lepsze. 

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

popkultura   folklor  

NASZE ARTYKUŁY

Serce Kiusiu – Fukuoka

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy