Cała Japonia w jednym miejscu!
Najświeższe wiadomości, artykuły i ciekawostki

ISSN 2450-3193

Kultura I NIE POTRZEBA NIC POZA NAMI SAMYMI. RECENZJA „WRÓT” NATSUME SŌSEKIEGO

Okładka książki; źródło: empik.com

09.08.2016 | 19:51
Autor: Piotr Sarota

Powinniśmy się cieszyć z faktu, że wybór japońskiej literatury jest coraz szerszy. Ale, jak pokazuje przykład polskiego wydania „Wrót” Sōsekiego, w swej radości nie powinniśmy być bezkrytyczni.

Natsume Sōseki powszechnie uznawany jest za jednego z najważniejszych i najpoczytniejszych współczesnych japońskich pisarzy. Ba, wielu uważa go za znaczącego twórcę wręcz w skali światowej. Polski czytelnik jednak długo nie miał okazji się o tym przekonać. Pisarstwo tworzącego na początku XX wieku Sōsekiego docierało do nas powoli: w latach 70. wydano w naszym kraju Jestem kotem oraz Sedno rzeczy, po czym nastąpiła długa przerwa, którą zakończyła publikacja m.in. Sanshirō oraz Panicza. Teraz na rynku pojawia się kolejna powieść Sōsekiego – czy jednak miłośnicy japońskiej literatury powinni bezwzględnie się w owo wydanie zaopatrzyć?

Sugestia na początek: nie dajcie się zwieść blurbowi na tylnej okładce książki. Opis traktujący o „przeciętnym mężczyźnie skrywającym tajemnicę”, którego może znów „dopaść przeszłość” oferuje zdecydowanie więcej napięcia oraz tajemnicy, niż opowieść faktycznie zawiera, i może być wręcz mylący. Owszem, główny bohater Sosūke jest człowiekiem mało wyróżniającym się z tłumu, pracownikiem biurowym pędzącym spokojne i skromne życie wraz ze swoją żoną Oyone. Egzystują powoli i samotnie w Tokio początku XX wieku, odseparowani od zgiełku wielkiego miasta, po części w wyniku własnego wyboru, po części z uwagi na presję społeczną, a kolejne etapy ich życia wyznaczają przyziemne wydarzenia – choroba, problemy finansowe młodszego brata, kradzież w domu sąsiada czy sprzedaż parawanu należącego do rodziny Sosūke. Dla europejskich modernistów byłaby to niewątpliwie okazja do wnikliwej analizy społecznej, usytuowania jednostki w kontekście szybko zmieniającego się świata, zależności między postępem a tradycją lub odkrycia wewnętrznego wszechświata bohatera, konfrontowanego z kolejnymi problemami i zmianami. I choć Sōseki do pewnego stopnia czyni podobne wysiłki, to jednak do wyników dochodzi zupełnie innymi ścieżkami, opartymi przede wszystkim na pominięciu i wyłączeniu.

Nie chciałbym w tym momencie używać określenia, że podejście Sōsekiego jest bardzo „japońskie”, (jako że oprócz oczywistej tautologii określenie to – przynajmniej dla mnie – w odniesieniu do tekstów kultury ma zabarwienie raczej pejoratywne), niemniej zdecydowanie różni się od m.in. tradycyjnego sposobu budowania dramaturgii, właśnie ze względu na wspomniane pominięcie i wyłączenie. Wystarczy spojrzeć, jak budowany jest świat przedstawiony Japonii początku wieku: Sōseki nie koncentruje się na szerokim opisie przemian i rozwoju, nie tworzy szczegółowego obrazu modernizacji, nie dokonuje jej dogłębnej analizy. Zamiast tego przywiązuje dużą wagę do detalu w barwnym opisie codziennego życia swojego bohatera: wyprawie do dentysty, zdawkowych rozmowach o polityce, monologu ciotki Saeki na temat nowoczesnych silników, wizycie u fryzjera. Sōseki konsekwentnie pomija warstwę makro, przysłowiowy „szerszy obrazek”, na który naniesieni są bohaterowie; we Wrotach wizja kraju podlegającego przemianom nie jest podana wprost, ale przesącza się to tu, to tam: to detale tworzą szerszy obraz zamiast być jedynie jego egzemplifikacją. Przekształcenia codzienności nie są czymś wymagającym głębokiej refleksji – po prostu przyjmuje się ją za oczywistość, coś danego. W przypadku Sosūke jest to tym bardziej widoczne, że na swój sposób jest wyłączony nie tylko ze społeczeństwa, ale i z czasu: z jednej strony jego refleksje dotyczą zmiany i postępu, z drugiej myślami i stylem życia wciąż tkwi w przeszłości. W tej strefie bezczasu uwił sobie gniazdko może nie najwygodniejsze, ale na pewno dobrze znane i niezmienne.

Zresztą, egzystencja Sosūke i Oyone z perspektywy europejskiej niewątpliwie musi budzić jeśli nie sprzeciw, to przynajmniej zdziwienie. Para darząca się niewątpliwą miłością i szacunkiem, jednocześnie poddana społecznemu ostracyzmowi, godzi się ze swoją winą i przyjmuje pozycję wycofania, swoistego „wyłączenia się” ze społeczeństwa, relacji międzyludzkich, rodzinnych, nawet koleżeńskich; funkcjonując na granicy, w swoistej bańce wypełnionej jedynie wspólnotą swoich serc, zamknięta jest na to, co na zewnątrz, i otworzona na samą siebie. Sōseki przywołuje tu tradycyjne motywy japońskiej kultury, w tym wątek konfliktu obowiązku i namiętności oraz pokornego poddania się karze – czy to społecznej, czy też metafizycznej. Jednocześnie motyw ten – choć dla Wrót niemalże podstawowy, gdyż to z niego bezpośrednio wypływa kształt obecnej egzystencji małżonków, ich sytuacji społecznej, materialnej oraz emocjonalnej – u Sōsekiego potraktowany jest bardzo dyskretnie. Poza pojedynczymi przypadkami nie sygnalizuje w jaki konkretnie sposób ten ostracyzm się przejawiał: nie ma on swojej eksplicytnej, „materialnej” manifestacji. Ujawnia się przede wszystkim poprzez wewnętrzne przeżycia małżonków, pozostaje przeżyciem głęboko osobistym, przytłumionym co prawda przez lata spokojnej egzystencji i ciepło wzajemnej miłości, lecz wciąż obecnym, czającym się na granicy pamięci, wychylającym się w najmniej spodziewanym momencie. Co więcej, przyczyny wycofania bohaterów, choć z początku kreowane na tajemnicę, ostatecznie oferowane są czytelnikowi w formie... może nie tyle nawet czegoś „oczywistego”, co zdarzenia, które po prostu nastąpiło, przyniosło określone konsekwencje i trzeba z tym żyć. Przyzwyczajeni jesteśmy, że w takim wypadku bohater podejmie próby zmiany stanu rzeczy, wyczekujemy pewnych momentów granicznych, będących impulsem do progresu. Tymczasem we Wrotach próżno tego szukać. O ile Oyone przekracza pewien próg, jakim jest dla niej wyznanie swego żalu z powodu nieposiadania dziecka, cementując tym samym swe uczucie względem męża, o tyle Sosūke zdaje się być niemalże odporny na wszelkie przemiany. Kradzież w domu sąsiada, choroba żony, przyjaźń z panem Saki, problemy finansowe Koroku – wszystkie te zdarzenia mogły stać się punktem, wokół którego zbudowana zostanie podstawa do progresu, jednak nic takiego nie następuje. Sosūke, marząc o zmianie, jest jednocześnie zupełnie do niej niezdolny; porusza się siłą inercji, licząc, że świat wokół niego sam naprawi problem. Widać to doskonale w momencie, gdy przeszłość dopada mężczyznę z zaskoczenia: tkwi on w niej całkowicie, w poczuciu wyobcowania i wstydu, jednak w momencie potencjalnej konfrontacji zwyczajnie ucieka, szuka pomocy na zewnątrz, w filozofii zen. Jednak prawdziwy ratunek może przyjść jedynie z przepracowania swojego poczucia winy, zmierzenia się z konsekwencjami swojego wyboru, a do tego Sosūke wydaje się zupełnie nieprzygotowany. Jego wyborem jest jedynie powrót do pozornie spokojnego życia i zagrzebanie problemu pod ciężarem silnej relacji z żoną. Takie podejście do bohatera sprawia, że Wrota czyta się chwilami dość trudno – niemalże instynktownie chciałoby się, by Sosūke wreszcie wziął się za siebie i wyszedł z otaczającego go marazmu.

Jednocześnie tekst tego rodzaju wymaga dość uważnego tłumaczenia i redakcji, których – niestety – recenzowana książka nie dostała. Pierwsze wątpliwości wzbudzić może fakt, że powieść tłumaczona jest nie z wydania oryginalnego, lecz angielskiego. Co więcej, tłumaczenie oparte jest na wersji z lat 70., przełożonej przez Francisa Mathy'ego, choć w 2012 roku ukazało się powszechnie chwalone, drugie tłumaczenie autorstwa Williama F. Sibleya. Nieco światła na kwestię angielsko-polskiego tłumaczenia rzuca rozmowa z autorką tłumaczenia, Pauliną Wojnarowską:

W Polsce do tej pory można było przeczytać zaledwie trzy pozycje tego autora, a ja chciałam więcej. Postanowiłam więc, początkowo tylko dla siebie, przetłumaczyć coś jeszcze. Kiedy już przystąpiłam do pracy, uznałam, że mogłabym się tym przecież podzielić. Zgłosiłam się więc do wydawnictwa Psychoskok i razem udało nam się wydać „Wrota”. [...] Zdaję sobie sprawę z tego, iż fakt, że tłumaczyłam z angielskiego, mocno obniża wartość takiego przekładu, i początkowo wahałam się, czy aby na pewno uzasadnionym jest jego wydawanie. Potem jednak zorientowałam się, że takie przekłady pojawiały się już w przeszłości na polskim rynku [...].

Jak sama autorka stwierdziła, jest to jej pierwszy przekład (w dodatku amatorski) i niestety miejscami to widać. Poniżej fragment, który dość dobrze zapadł mi w pamięć:

Kompleks świątynny wydawał się leżeć tuż u stóp góry i rozciągać się jeszcze trochę ku jej szczytowi. Wysokie drzewa zasłaniały widok. Rosnące po lewej i prawej stronie od alejki też zdawały się tworzyć jakieś pagórki. Teren nie wydawał się równy. Sosuke zauważył dwie pustelnie. Każda miała własne wrota. Usytuowane były na niewielkich wzniesieniach, a prowadziły do nich kamienne ścieżki. Na płaskim terenie znajdowały się natomiast jakieś wygrodzone żywopłotem miejsca. Kiedy Sosuke podszedł bliżej okazało się, że wyznaczają one kolejne pustelnie. Na filarach wrót znajdowały się płytki z numerami.

Sōseki operuje charakterystycznym stylem, który niestety w wersji polskiej zwyczajnie się gubi: zdania są krótkie, dość proste i często sprawiają wrażenie większej całości pociętej na części, niekiedy nawet niespójnej logicznie czy zwyczajnie źle brzmiącej. I choć zdarzają się fragmenty mające swój urok (metafora dwóch kropel dążących ku sobie), osobiście czytało mi się Wrota bardzo ciężko – właśnie z powodu przekładu, któremu brakowało tego charakterystycznego flow, potoczystości sprawiającej, że tekst płynie. Paradoksalnie jednak uważam, że to nie na tłumaczce spoczywa zasadnicza odpowiedzialność za ten stan rzeczy. Pamiętajmy, że to pierwszy, w dodatku mimo wszystko amatorski przekład dość nietypowej powieści. Choć zdarzają się niewątpliwie potknięcia tłumaczeniowe (patetyczny wazon? Wygrodzone żywopłotem miejsca?) to jednak były one do poprawienia w procesie redakcyjnym – niestety, lektura Wrót wraz z kolejnymi rozdziałami utwierdzała mnie w przekonaniu, że w tym przypadku nie poświęcono tekstowi wystarczającej uwagi. Jest to sytuacja nieco schizofreniczna: z jednej strony wydanie ma swoje zalety (choćby garść przypisów dotyczących japońskich terminów, mimo że chwilami brakuje im nieco konsekwencji), z drugiej pozostawiono w nim fragmenty, które brzmią po prostu źle, nie wspominając już o powtórzeniach i brakujących wyrazach. Zresztą, każdy kto zajmował się pisaniem wie, jak ważna jest współpraca z kimś, kto ma bardziej analityczny, a mniej osobisty stosunek do tekstu. Tutaj niestety tego zabrakło i odbiło się to negatywnie na przekładzie. A biorąc pod uwagę, że w stopce nie podano redaktora (!) nie wiadomo nawet, w czyją stronę kierować uwagi z tym związane.

Naprawdę chciałbym polecić z czystym sercem Wrota każdemu miłośnikowi kultury japońskiej oraz po prostu każdemu czytelnikowi, ale zwyczajnie nie jestem w stanie. Nie mogę przejść obojętnie obok słabej redakcji, odbierającej sporo radości z obcowania z tekstem Sōsekiego, który też w wielu miejscach idzie pod prąd czytelniczych przyzwyczajeń i oczekiwań, co skutkuje tekstem nie najłatwiejszym do „wgryzienia się”. Owszem, jest niezwykle emocjonalny, bardzo kameralny i subtelny w portretowaniu intymnych chwil Sosūke i Oyone, łącząc to z wnikliwą obserwacją wydarzeń „szarej codzienności”, a nawet okazjonalnym humorem. Niemniej nietypowa dramaturgia może być zwodnicza, a i nie każdy musi poczuć więź z bohaterem pozbawionym inicjatywy, dryfującym obok świata i uciekającym od odpowiedzialności. W obliczu tego styl i jakość przekładu mają ogromne znaczenie i niestety, gdybym decydował, bez wahania sięgnąłbym po wydanie angielskie, które czytało mi się zdecydowanie przyjemniej. Dlatego też – jeśli ktoś chciałby wiedzieć, czy warto sięgnąć po Wrota w wersji polskiej – mogę powiedzieć tylko tyle: na własną odpowiedzialność.

Tytuł: Wrota

Autor: Natsume Sōseki

Tłumaczenie: Paulina Wojnarowska

Wydawnictwo: Psychoskok

Data wydania: kwiecień 2016

SYLWETKA AUTORA

TAGI:

literatura  

NASZE ARTYKUŁY

Serce Kiusiu – Fukuoka

NAJPOPULARNIEJSZE ARTYKUŁY

Kitsune - japońskie lisy

Komu macha maneki-neko?

PATRONUJEMY

PARTNERZY

Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy
Partnerzy